TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Września 2026, 11:29
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Z potrzeby serca

Z potrzeby serca

Poprzez swój czas, umiejętności, chęć pomocy i kreatywność, pragną dzielić się własną wiarą oraz włączać w dzieło głoszenia Dobrej Nowiny w świecie.

Od dwóch lat w diecezji kaliskiej działa grupa wolontariuszy zrzeszonych przy Wolontariacie Misyjnym Salvator. Wolontariat ten to grupa młodych ludzi skupiona przy zgromadzeniu salwatorianów, którzy pragną w sposób autentyczny żyć wiarą w Jezusa Chrystusa. Członkowie zgromadzenia Salvator starają się realizować ideę o. Franciszka Jordana (założyciela salwatorianów), poprzez dzielenie się żywą wiarą z tymi, którzy nie znają Jezusa Chrystusa, przygotowanie do pracy na misjach, kształtowanie poczucia odpowiedzialności każdego chrześcijanina za powszechne dzieło misji Kościoła, animację misyjną oraz zaangażowanie na rzecz misji w kraju. Kaliska grupa powstała dzięki Kamili Krytowskiej, która prężnie promuje fundacje im. Heleny Kmieć, wolontariuszki, która zginęła na misjach. Pani Krytowska uważa, że dzieląc się dobrem, pokonuje się granice, jak robiła to Helena. I choć kaliska grupa wolontariuszy krótko działa, to jej członkowie byli już na misjach zagranicznych, jak i pomagali w różnych inicjatywach w Polsce. 

Główna siedziba Wolontariatu Misyjnego Salvator – Centrum Formacji Duchowej znajduje się w Trzebini, ale wspólnota działa na terenie całej Polski. W sześciu głównych regionach w: Elblągu, Lublinie, Warszawie, Krakowie, Mikołowie i Wrocławiu i Kaliszu. Warto podkreślić, że Kalisz jest najprężniej działającą placówką w Wielkopolsce. 

– Wolontariat jest skierowany do osób między 18 a 35 rokiem życia – mówi Mikołaj, lider grupy, który już za kilka tygodni wyjeżdża na misje do Peru. 

– Każdy kto chce zostać wolontariuszem misyjnym musi uczestniczyć w roku formacyjnym, w spotkaniach regionalnych i znać choćby na poziomie podstawowym język obcy. Na spotkaniach przygotowują nas do misji i rozwijają duchowo – podkreślił Mikołaj. 

Mikołaj na pierwszych misjach był w Medjugorie, gdzie pomagał we wspólnocie błogosławieństw, która wywarła na nim ogromne wrażenie. – Kiedy dołączałem do wolontariatu, słyszałem, że na misjach często o wiele więcej człowiek dostaje, niż daje od siebie. I to właśnie zrozumiałem będąc w Medjugorie, wróciłem zachwycony pomimo tego, że poza wspólną modlitwą była ciężka praca, często intensywna – zaznacza wolontariusz.

Natalia Sołtysińska, jedna z liderek kaliskiej grupy wolontariatu misyjnego, na swoje pierwsze misje wyjechała do Rumunii. I choć wyjazd ten był przypadkowy, to do dziś wspomina bardzo dobrze. – Charakter placówki to były półkolonie dla dzieci. Misje trwały dwa tygodnie,  pierwszy tydzień pracowaliśmy z młodzieżą od 13. do 18. roku życia.   I to były działania na zasadzie kręgu biblijnego, przygotowywaliśmy różne zabawy z rozważaniem Słowa Bożego. Można powiedzieć, że przygotowywaliśmy ich do roli wolontariusza – wyznała Natalia podkreślając, że w drugim tygodniu zajmowała się wraz z innymi wolontariuszami dziećmi. – Łącznie było nas wtedy blisko 80 osób - dodaje wolontariuszka.  O misjach dowiedziała się pod koniec 2024 r., kiedy w kościele w Pamięcinie podczas ogłoszeń usłyszała, że w Kaliszu będzie miało miejsce spotkanie Wolontariatu Misyjnego Salvator.
– Pomyślałam, że to nie może być przypadek, bo wcześniej rozmawiałam o misjach z księdzem na pieszej pielgrzymce. Po rozeznaniu się na stronach internetowych postanowiłam pójść na pierwsze spotkanie w Kaliszu. Ogólnie w kraju działa osiem regionów i Kalisz stał się jednym z nich. Obecnie jestem liderem regionu kaliskiego wraz z Mikołajem - mówi.

Aleksander, który był na misjach w Albanii, a obecnie przygotowuje się do wyjazdu do Peru, o wolontariacie dowiedział się z internetu, dokładnie z Facebooka. – Nigdy nie myślałem o tym, żeby wstąpić do tego typu formacji. Jednak żyłem w przeświadczeniu, że życie misyjne jest bardzo ciekawe i uczynne, więc zacząłem trochę czytać i dowiadywać się, na czym polegają spotkania i same misje zagraniczne – zdradził Aleksander podkreślając, że postanowił wybrać się na pierwsze spotkanie i dodatkowo zachęcił kolegę, z którym w wolontariacie są po dziś dzień. Jako, że młodzi wolontariusze, którzy odbyli pierwszy rok formacyjny, muszą wybrać placówkę z terenu Europy, wybrał Albanię. I jak wspomina każdy dzień w Albanii miał swój rytm. – Zaczynaliśmy od porannej Eucharystii, później robiliśmy wspólne śniadanie, po którym pracowaliśmy wraz z innymi wolontariuszami przy parafiach, które wymagały sprzątania lub jakichś innych zabiegów. Popołudniu robiliśmy wspólny obiad, a po obiedzie następował czas na sjestę. Po sjeście zjeżdżały się dzieci, które brały udział we wczasorekolekcjach – opowiada Aleksander. Jak zaznaczył, dzieci w Albanii są bardzo inteligentne, szybko się uczą, znają bardzo dobrze język angielski, co ułatwiło kontakt z nimi, a do  tego podczas zajęć pomagali wolontariusze z Albanii, którzy parę lat temu sami byli uczestnikami takich wczasorekolekcji. – Zajęcia dla dzieci organizowane były przy kościele w Jubicë, w wiejskiej parafii, przy której znajduje się nasza placówka – dodał wolontariusz wspominając przy tym padre Artana Selima, skromną osobę o wielkim sercu przyciągający ludzi do kościoła, twórcą wczasorekolekcji dla dzieci. Poza pracą z dziećmi Aleksander wraz z innymi pomagał również w domu opieki dla niepełnosprawnych kobiet. Na kolejną misję Aleksander wybiera się do Peru, na placówkę do sióstr ze Wspólnoty Błogosławieństw. – Będzie to placówka wymagająca siły fizycznej, psychicznej, ale uważam, że jesteśmy wraz z kolegą, z którym jadę przygotowany do niej mentalnie, jak i duchowo - zaznaczył Aleksander.

A teraz przenieśmy się do Czech, gdzie udała się Anielka. O wyjeździe na misje marzyła od szkoły podstawowej, gdyż właśnie ucząca ją muzyki siostra nazaretanka wyjechała na stałe do Kazachstanu. – Obiecałam jej, że ją odwiedzę i od tamtego momentu czułam potrzebę, by pojechać gdzieś w świat i pomagać ludziom. Moje zamiłowanie do pomocy innym jest we mnie od zawsze, na co dzień pomagam najbliższym – wyznała wolontariuszka. 

O wolontariacie misyjnym dowiedziała się w swojej parafii, kiedy jedna z dziewczyn z wolontariatu opowiadała o misjach.  – W tym roku, jako maturzystka miałam najdłuższe wakacje i stwierdziłam, że to idealny moment, by spróbować wyjazdu na misje. Wyjechałam do Czech, choć moim pierwszym wyborem było Medjugorie, ale zostajemy posłani do miejsc, w których jesteśmy potrzebni i to jest najważniejsze. Na wyjazd do Czech i Medjugorie zdecydowałam się dlatego, że są to placówki, gdzie pracuje się głównie fizycznie – opowiada Anielka.

 I tak na pierwsze misje pojechała do parafii w miejscowości Určice, gdzie czekały na nią różne wyzwania. Pracowała m.in. w kuchni przygotowując dla całej grupy jedzenie. Wraz z innymi wolontariuszami porządkowali kościół, impregnowali elementy drewniane zabezpieczając je przed szkodnikami, czy czyścili witraże. – Księdzu Pawłowi, tamtejszemu proboszczowi na tych pracach najbardziej zależało - dodała Anielka. A tym, co najbardziej utkwiło jej w pamięci, to ludzie, bo choć wspólnota parafialna nie była liczna, to bardzo oddana. - Na Mszach św. pojawiało się maksymalnie 15 osób, ale mogę śmiało powiedzieć, że choć było ich niewielu, to byli „jakościowi”. A plebania, na której mieszkaliśmy, była otwartą przestrzenią, gdzie każdy mógł przyjść ze swoją sprawą – dodała zaznaczając, że ludzie okazywali wolontariuszom wielką wdzięczność za pomoc i za obecność wśród nich. 

Arleta Wencwel-Plata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!