Dawno nie było takiej dyskusji wokół listu KEP, ale nie sądzę, że o to biskupom chodziło. I to jest dobre pytanie: o co im chodziło?
Jeśli chodzi o dobre rady to nie mam poczucia, żebyś ktoś słuchał moich, ale muszę powiedzieć, że zdarzało mi się słuchać cudzych. Uważam, że tak ogólnie nieźle na tym wychodziłem, choć moje podejście jest w tym przypadku nienaukowe.
Działania, które podejmujemy w diecezji kaliskiej wpisują się w niełatwą drogę, którą kroczy Kościół – drogę wewnętrznego oczyszczenia.
Oczywiście chodzi mi o takie życie jakim żyjemy teraz. Powiedzmy - zwykłe życie. Bo tak w ogóle to oczywiście nie tylko da się żyć wiecznie, ale wręcz nie ma innej możliwości. Można w niebie albo w piekle (w pewnym uproszczeniu), ale tak czy owak to jest wiecznie.
„Słowem kluczem”, pozwalającym nam odnaleźć miejsce w tym świecie, jest „wolność”, o której pisał św. Franciszek Salezy.
Okazuje się, że list biskupów wcale nie musi być wykładem, którego nikt nie oczekuje zamiast żywego słowa.
Myślę, że przestrzeń świata wirtualnego jest świetnym polem ewangelizacji.
Od rzecznika wymaga się otwartości, życzliwości, ale przede wszystkim pokory.
Nowy film Gibsona jeszcze nie powstał,a już budzi kontrowersje. Również w Polsce.
Wiem, że jesteśmy przyzwyczajeni do kącika kulinarnego, który znajduje się zazwyczaj na końcu każdego „Opiekuna”. I niech tak pozostanie!
Nie znam kontekstu, ale w takich przypadkach zaczynam się zastanawiać, to po co to wszystko? Po co w ogóle pościć?
W ostatnich latach nasza uwaga skoncentrowana jest na zbieraniu, porządkowaniu oraz katalogowaniu archiwalnych ksiąg metrykalnych z parafii naszej diecezji.
Skąd pomysł, aby w tym miejscu naszego „Opiekuna” napisać kilka zdań na temat pokory?
Czy ja sam jestem człowiekiem, który łączy, czy który dzieli?
Lubię podczas homilii, wtedy kiedy mówię o miłości, cytować fragment romantycznej piosenki Piotra Szczepanika z lat 60. ubiegłego wieku: „Kochać - jak to łatwo powiedzieć. Kochać - tylko to, więcej nic.
Sądząc z danych, które do mnie docierają, mało kto ma teraz dzieci. Z drugiej strony - mało dzieci ma życie religijne. Podobno. Gdyby tak było pisałbym to, co piszę, dla mało kogo.
Odpowiadałam różnie. Lekarzem, architektem, dziennikarką, pisarką. Nie wiedziałam, że studia są bardzo trudne, ale jeszcze trudniejsze jest bycie sobą. Później dowiedziałam się, co to tak naprawdę znaczy i dlaczego nie warto udawać…
Od czasu do czasu w mediach pojawia się postulat otwarcia kościelnych archiwów. W opinii wielu dostęp do zbiorów ukrytych w kościelnych archiwach jest warunkiem koniecznym do wyjaśnienia sytuacji, które mogą rzucać bolesny cień na działalność osób odpowiedzialnych za Kościół w przeszłości.
Młode osoby, które jeszcze nie mają dzieci, mogą być naprawdę zdezorientowane przez stawiane tezy na temat rodzicielstwa. Wytyczne, powoływanie się na badania psychologiczne, a także dane medyczne mogą wprowadzić poważne zamieszanie. Dlaczego?
W niektórych sytuacjach pożądany, w innych może być nietaktem. Jedni o jego proszą, inni sobie go nie życzą. Jedno jest pewne – jest wszechobecny w naszym życiu. Chodzi o komentarz.