TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 02 Września 2026, 07:36
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Paradoks praw człowieka

Paradoks praw człowieka 

,,Demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm” – pisał Ojciec Święty w encyklice społecznej Centesimus annus. Evangelium vitae udowadnia to na przykładzie kwestii ochrony życia.

Jan Paweł II dostrzega znamienny paradoks XX wieku i okresu  nowoczesności. Pisze: ,,właśnie w epoce, w której uroczyście proklamuje się nienaruszalne prawa osoby i publicznie deklaruje wartość życia, samo prawo do życia jest w praktyce łamane i deptane, zwłaszcza w najbardziej znaczących dla człowieka momentach jego istnienia, jakimi są narodziny i śmierć”. Sprzeczność owa, zdaniem papieża, oznacza ,,tragiczny zwrot” w procesie historycznym, który doprowadził do odkrycia i sformułowania praw człowieka, a nawet uświadomił powszechnie uprzedniość, czy też pierwotność wynikających z ludzkiej godności praw w stosunku do konstytucji i prawa państwowego. Tak więc ,,z jednej strony, różne deklaracje praw człowieka oraz liczne inicjatywy, które się do nich odwołują, wskazują na pogłębianie się w świecie wrażliwości moralnej, bardziej skłonnej uznać wartość i godność każdej ludzkiej istoty jako takiej, bez względu na jej rasę, narodowość, religię czy poglądy polityczne i pochodzenie społeczne”. Z drugiej strony wielokrotnie powtarzane deklaracje nie powstrzymują ,,mnożenia się zamachów na życie” wraz z notorycznym ich usprawiedliwianiem. Logicznie nie da się pogodzić humanistycznych proklamacji z nagminnym odtrącaniem słabszych, bezbronnych, potrzebujących pomocy i opieki.

Skąd wzięły się ,,prawa człowieka”?

W tej sytuacji pomocne dla odczytania i próby wyjaśnienia paradoksu może okazać się rozpoznanie historycznej proweniencji idei praw człowieka. Narodziła się ona w epoce oświecenia, która programowo była antychrześcijańska. Oświecenie odkryło i ustanowiło prawa człowieka nie na gruncie tradycyjnej, rozwijanej przez Kościół w ciągu wieków koncepcji osoby ludzkiej jako stworzenia ukształtowanego na Boży obraz, któremu ze względu na pochodzenie od Boga przysługuje szacunek, a nawet miłość, ale ogłosiło je w opozycji do Boga i religii, raczej jako manifest zdobytej i ujawnionej właśnie ludzkiej dojrzałości. Człowiek w oświeceniu jakoby wydoroślał, wyemancypował się spod władzy Boga i Kościoła, dlatego też to on sam ze swoim rozumem stanowi fundament i poręczenie swoich własnych praw. Ponieważ prawa człowieka nie potrzebują legitymizacji ze strony autorytetu wiary, która mogłaby strzec ich nienaruszalności, w związku z tym człowiek jako ich autonomiczny posiadacz może nimi dysponować. Może np. układać na nich podstawowe zasady nowoczesnego ustroju państwowego, mianowicie republiki parlamentarnej, która choć niekiedy odwołuje się do Boga, za źródło władzy państwowej uznaje ludzką zbiorowość, naród, względnie racje, które wynikają z oświeconego rozumu społeczności. Postoświeceniowy człowiek może też, odwołując się do swoich kompetencji, bez przerwy swoje prawa modelować, dokonywać ich interpretacji. Nieskrępowany naturalnym prawem moralnym może je ograniczać lub rozszerzać, jedne grupy traktować priorytetowo, inne dyskryminować.

Nie przypadkiem pierwsza Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela została ogłoszona w 1789 r., na progu rewolucji francuskiej, która miała w końcu ambicje stworzenia nowego świata i człowieka, pozbawionego zobowiązujących go odniesień do Boga. Deklaracja za podmiot praw uznawała właśnie ,,człowieka i obywatela”, przy czym pojęcie obywatela zawierało w sobie istotny czynnik emancypacyjny. Miał to być obywatel ziemskiego, świeckiego państwa, który rozumem tworzy je dla swojej wyłącznie doczesnej szczęśliwości. Nowoczesna Francja, traktowana potem jako wzorzec demokracji dla całego świata, była owocem oświeceniowego zerwania z dziedzictwem wiary i chrześcijańskiej wizji człowieka. A pamiętać należy, że podziwiana była głównie ze względu na odkrycie praw człowieka i idei samodzielnie, czyli bez oglądania się na porządek nadprzyrodzony, stwarzającego siebie narodu. Była nazywana ,,pierwszym wśród narodów” i pod tym mianem czczona i pod koniec wieku XVIII, i w wieku XIX i w XX. ,,O Francuzi, pierwszy narodzie świata, jesteśmy twoimi uczniami’’ – wołał w 1792 r. poeta Wojciech Turski. Nie tylko Polacy tak mówili i myśleli (choć w Polsce pomysł, że powinniśmy być czyimiś uczniami lub sługami jest wyjątkowo żywotny i długowieczny).

Potem, wraz ze zdobyciem światowej hegemonii, rolę głównego nauczyciela narodów przejęły Stany Zjednoczone, kolejne mocarstwo ufundowane na ,,dorobku’’ oświecenia. Po II wojnie światowej, które przyniosła Ameryce światową dominację dzieloną ze Związkiem Sowieckim, Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło nic innego jak Powszechną Deklarację Praw Człowieka, która spotkała się z przychylną zasadniczo reakcją Stolicy Apostolskiej. Był to jednak dokument świecki, odwołujący się do ludzkich, świeckich, racjonalnych źródeł i motywacji. Jak zwodnicze może okazać się opieranie porządku wartości i ludzkiego życia na osiągnięciach systemu szermującego prawami człowieka pokazują choćby zaistniałe w Stanach Zjednoczonych sądowe precedensy, które doprowadziły w końcu do legalizacji aborcji. Inaczej mówiąc, wieloznaczność oderwanej od nadprzyrodzonych źródeł wizji człowieka i jego praw powoduje, że kiedy dochodzi do radykalnego zakwestionowania bezpieczeństwa niektórych osób, np. nienarodzonych czy starców, nie wszyscy są w stanie to zauważyć i stanąć w obronie pokrzywdzonych.

Społeczność odrzuconych

Oczywiście, encyklika nie wskazuje imiennie, tak jak ten komentarz, państw i systemów odpowiedzialnych za erozję uroczyście deklarowanych praw ludzkich, niemniej Jan Paweł II pisząc o kryzysie demokracji w okresie swojego pontyfikatu, musiał mieć na myśli konkretne przykłady. Przekonywał, że zamachy na życie, głównie aborcja i eutanazja, są ,,jawnym zaprzeczeniem szacunku dla życia i stanowią radykalne zagrożenie dla całej kultury praw człowieka”. Stwierdzał, że cały poniekąd koncept praw człowieka, nie osadzony w prawie wiecznym, wykazuje skłonność, by obracać się przeciw sobie. Człowiek, nawet oświecony i wyedukowany w szkole swoich praw, staje się wrogiem bliźniego aż do zadania mu śmierci, w momencie gdy świadomości praw nie towarzyszy ,,wrażliwość  na Boga”.

Na temat osłabienia tej wrażliwości będzie osobno mowa. Teraz natomiast papież, opisując kruchość sytuacji ludzi nie chronionych wystarczająco przez system, który chętnie posługuje się szczytnymi frazesami, lecz głuchy jest i ślepy na rzeczywistą ludzką biedę, demaskuje w gruncie rzeczy obłudę i fasadowość współczesnej demokracji: ,,zagrożenie (dla życia słabszych) może ostatecznie podważyć sens demokratycznego współistnienia: nasze miasta przestaną być wspólnotami ludzi «żyjących razem», a staną się społecznościami zapomnianych, zepchniętych na margines i skazanych na zagładę”. 

Od negocjacji do tyranii

Dzieje się tak również dlatego, że społeczeństwa współczesne trawione są duchem indywidualizmu. Prawie każdy skupiony jest na realizowaniu potrzeb podyktowanych przez własny egoizm i poszerzaniu przestrzeni prywatnej wolności. W efekcie, sprzeczność dążeń poszczególnych uczestników życia społecznego stwarza konieczność wyważania ich przez państwo, a to z kolei sprawia, że wiele dóbr i wartości o charakterze podstawowym, w tym życie ludzkie, staje się przedmiotem negocjacji. W trakcie zaś ich prowadzenia zwyciężają zazwyczaj silniejsi, ci, którzy są zdolni bardziej energicznie przeforsować swoje stanowisko. Słabi, bezbronni są właściwie bez szans. Ich o zdanie nikt nie pyta.

Zjawisko toczonej w łonie społeczeństwa walki o przewagę i wpływy odzwierciedla się zatem w sposobie działania systemów demokratycznych, które promują interesy silniejszych. Jest to tym bardziej zrozumiałe, że nowoczesne demokracje nie ukształtowały się przez zakorzenienie własnych zasad w prawie wiecznym czy naturalnym, ale na podstawie tzw. umowy społecznej. Skoro wszystko we współczesnym państwie podlega umowie, wszystko też, jak w każdej umowie, można zrewidować. Także prawo do życia: ,,pierwotne i niezbywalne prawo do życia staje się przedmiotem dyskusji lub zostaje zanegowane na mocy głosowania parlamentu lub z woli części społeczeństwa nawet liczebnie przeważającej”. W ten sposób, na drodze postępującego relatywizmu, demokracja ,,przeradza się w istocie w system totalitarny”, ,,w państwo tyrańskie, uzurpujące sobie prawo do dysponowania życiem słabszych i bezbronnych”.

Współczesne kontynuacje

Czy dzisiaj, po ponad 30 latach, społeczeństwa dalej zdominowane są przez drapieżny indywidualizm i egoizmy jednostek? Rzecz zasługuje na refleksję. Wydaje się, że zwycięża raczej kolektywizm w rozmaitych postaciach. Ostatecznie jednak istotnie silniejsi narzucają wolę słabszym i krzewią się niebezpieczne tyranie.

Rozważania o roli państwa wobec służącej życiu i bezpieczeństwu ludzi sfery wartości oraz o źródłach prawa podejmowali też późniejsi papieże. Benedykt XVI w przemówieniu do Bundestagu w 2011 r. ostrzegał przed zagrożeniem sprowadzenia państwa do roli znanej z twórczości św. Augustyna ,,jaskini zbójców”, którą staje się ono wtedy, gdy zorganizowana grupa narzuca wszystkim niemoralne prawa. W czerwcu bieżącego roku o tym samym problemie, występując wyraźnie w obronie nie chronionego odpowiednio życia słabszych, niemalże w duchu Jana Pawła II, na forum parlamentu Hiszpanii mówił papież Leon XIV. 

ks. Piotr Jaroszkiewicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!