TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 10 Lipca 2020, 02:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Kazanie do moich parafian

Kazanie do moich parafian

Właściwie to tytuł powinien brzmieć: „Kazanie do moich parafian, którym nie kazałem przychodzić na niedzielną Mszę Świętą”, ale w sumie nawet nie wiem czy ja „nie kazałem”, bo przecież władze państwowe i księża biskupi zdjęli ze mnie ten ciężar, za co bardzo im dziękuję, bo sam bym chyba nie potrafił podjąć takiej decyzji i unikałem jak mogłem tego sformułowania: „nie przychodźcie do kościoła”.

Szczerze też zazdroszczę tym wszystkim kapłanom, którzy w mediach społecznościowych dziękują ludziom, że posłuchali i nie przyszli...
Pamiętam taką jedną niedzielę. Byłem już księdzem i z kolegą księdzem z Sycylii byliśmy podczas wakacji kilka dni w Anglii. Owej pamiętnej niedzieli byliśmy gośćmi mojej przyjaciółki z młodości i jej męża Anglika. Mieliśmy ze sobą zestaw do odprawiania Mszy Świętej i wcale nie martwiliśmy się, że niedziela zleciała, bo postanowiliśmy, że odprawimy w domu. Wreszcie jakoś około 21.00 stwierdziliśmy, że czas najwyższy i zaczęliśmy przygotowywać się do Mszy. Wówczas nasz gospodarz dostał jakiegoś szału i powiedział, że w jego domu nie będzie żadnych szopek odstawianych. Był bardzo agresywny, a jego żonie, skądinąd całkowicie zszokowanej tym co się stało, nie udało się wpłynąć na niego. Byliśmy absolutnie zdruzgotani. Patrzyliśmy z Michelangelo na siebie i nie mogliśmy uwierzyć w to, co się dzieje. Nie mogliśmy sobie wyobrazić, że my księża możemy nie sprawować Mszy Świętej w niedzielę. I to
z tak prozaicznej przyczyny. Czuliśmy się fatalnie. Nic więcej z tych wakacji nie pamiętam, ale tamto uczucie bardzo dokładnie.
Właśnie dlatego cały czas myślę o tych spośród Was, którzy nas posłuchali, skorzystali z dyspensy i zostali w domu. Zastanawiam się, jak przeżyliście ten dzień. W niedzielę od samego rana myślałem o Was. Kiedy zakładałem białą koszulę pod sutannę, bo ja jestem z tych, co jednak dzielą ubrania na codzienne i „do kościoła w niedzielę”, cały czas myślałem o tym „kazaniu”, które teraz do Was piszę. Kiedy patrzyłem na Wasze puste miejsca w ławkach, myślałem co Wam powiem, kiedy się znowu spotkamy, bo to się przecież kiedyś musi skończyć, i zastanawiałem się, co Wy byście mi chcieli powiedzieć.
Wszyscy wiemy, że nie wolno narażać życia. Nawet ci chrześcijanie na początku IV wieku z miejscowości Abityna, których Rzymianie aresztowali za nielegalne zgromadzenie w niedzielę i sprawowanie kultu zakazanego przez cesarza, którzy pytani dlaczego łamią prawo odpowiadali „My bez świętowania niedzieli żyć nie możemy” i poszli na śmierć, nie zachowywali się przecież lekkomyślnie. Gromadzili się na Eucharystię po kryjomu, nie byli lekkomyślni, nie obnosili się z tym. Na pewno. I o to chodziło w dyspensie od niedzielnej Mszy, aby nie ryzykować czyimś życiem, swoim i innych. Ale ci chrześcijanie z Abityny bardzo pragnęli Eucharystii. Na pewno.
I tutaj dochodzimy do sedna i moje kazanie wreszcie stanie się homilią, ponieważ odniesiemy się do niedzielnej Ewangelii. Pięknej. Mimo, że zostaliście w domu zgodnie z naszą prośbą, na pewno wysłuchaliście Mszy i słyszeliście tę Ewangelię. Słyszymy rozmowę Samarytanki z Jezusem, której początek ukazuje zupełny brak zrozumienia między nimi. Wydaje się że „jedno o chlebie, a drugie o niebie”. Ale powoli w trakcie tej rozmowy płaszczyzny się przecinają, rodzi się zrozumienie, a na koniec Samarytanka pragnie wody żywej. Pragnie Jezusa. I później świadczy o Nim. I zastanawiam się moi drodzy parafianie, którym nie kazałem przyjść na Mszę Świętą, jak to jest z nami. Bo przecież od momentu naszego chrztu św., poprzez sakramenty, modlitwę, naukę religii, lekturę jesteśmy w ciągłej rozmowie z Jezusem. Na początku nic nie rozumieliśmy, byliśmy niemowlakami, potem coś zaczęliśmy chwytać... Dzisiaj już tyle lat ta rozmowa trwa... Czy dotarliśmy do tego samego miejsca co Samarytanka? Czy kiedy odpadły zwyczaje, przymus społeczny, konwenanse, przyzwyczajenie, strach przed grzechem, bo przecież ksiądz nie kazał iść, czułeś ten wielki głód Jezusa, to pragnienie wody żywej? Eucharystii?

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!