Nie ukrywam, że mam dzisiaj silne pokusy, aby dotknąć tematów, które same się nasuwają, ale są dość niebezpieczne i mogą mnie zaprowadzić na grunt, na którym nie chcę się znaleźć.
Nie lubię listopada. Jakoś bardzo mi się dłuży ten miesiąc. Zacznie się już niedługo, a jego pierwsze dni to bardzo ważny czas. Najpierw radujemy się, że mamy aż tylu orędowników w niebie, czyli świętych, a zaraz potem wspominamy naszych wszystkich zmarłych.
Św. Józef miał warsztat stolarski i od czasu do czasu robił w nim zabawki dla małego Jezusa. Jakie na przykład? Przeczytajcie!
Jesień zawitała do nas na dobre. Jesienią swój czas mają oczywiście grzybiarze. Wrócić do domu z koszykiem pełnym grzybów to powód do dumy i wielka frajda. Pamiętam mojego wujka, który, no cóż… Chcąc zrobić wrażenie na sąsiadach wkładał do koszyka pogniecione gazety, a na wierzchu układał znalezione grzyby.
W historii relacji ludzi i zwierząt, a ludzi i psów zwłaszcza, występowało mnóstwo antropomorfizacji. Chociaż wszyscy to traktują jako niezwykle naiwne, to przecież to widzenie w zwierzętach ludzi jest głęboko uzasadnione.
Tak, dzisiaj po raz kolejny słoma wyjdzie z moich butów i objawi się również moja szowinistyczna, żeby nie powiedzieć faszystowska natura i niczym Rejtan rzucę się na ziemię, aby stanąć na przeszkodzie nowego wspaniałego świata.
Nie żebym szczególnie zajmował się tym, czym żyją nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy, ale czasami nadstawię ucha, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie związane z tzw „praworządnością”.
Zacznijmy od tego, że w lipcu Miss Holandii została pani, która urodziła się facetem! Rikkie Valerie Kolle ma 22 lata i jest pierwszą transseksualną Miss swojego kraju i będzie go reprezentować w konkursie Miss Universe.
W sympatycznym komentarzu do jednego z moich felietonów nieznany mi czytelnik stwierdził, że mój blog jest równie zabawny jak europarlament. To bardzo duży i niezasłużony komplement i myślę, że niektórzy mogliby doszukiwać się w nim lizusostwa.
Czy ja tu kiedyś coś napisałem o panu prezydencie Poznania? Nie wydaje mi się, a to oznacza, że pan Jacek Jaśkowiak zadebiutuje w naszej rubryce, bo nie mogę przemilczeć jego głośnej wypowiedzi.
O Hiszpanię raczej się tylko otarłem i nie mam jakiegoś wielkiego wyobrażenia o tym kraju, choć niewątpliwie chętnie bym tam się jeszcze kiedyś wybrał, kto wie, może nawet ponownie na Camino do Santiago de Compostela.
Nadszedł czas, kiedy wyjątkowo mocno rozśmieszył mnie pan minister zdrowia Niedzielski.
W dzisiejszych refleksjach znajdziemy oczywiście wspólny mianownik wyrażony w tytule, ale będzie to trochę taki miszmasz. Zaczniemy i skończymy w Polsce.
Czy ja lubię psy? Co za pytanie, pleban ze wsi nie może nie lubić psów. Z kotami to trochę gorzej, nie przepadam, ale to chyba dlatego, że sam indywidualista wkurzam się, jak sobie koty nic ze mnie nie robią.
Dzisiaj trochę się „pochylimy” nad gwiazdami estrady. Pamiętam, jak niemal dziesięć lat temu pewna urszulanka z Italii siostra Cristina Scuccia wzięła udział w programie The Voice of Italy i odniosła niebywały sukces, a jej nagrania umieszczone w serwisie YouTube osiągały niemal 100 milionów wyświetleń w ciągu tygodnia.
Zapewne wiecie, że w całej Italii, a zwłaszcza na południu kraju niesłychanie popularne są procesje ku czci Świętych.
Nowy wspaniały świat, równość, wolność i braterstwo wszystkie te wspaniałości prą do przodu.
Chyba nie muszę Wam mówić, że nasz święty papież Jan Paweł II jest ostatnio pod poważnym obstrzałem, bo wielu osobom marzy się „odjaniepawlenie” naszej Ojczyzny, albo chociaż „zdekanonizowanie”, czyli cofnięcie kanonizacji.
Wiecie co to jest? Ano w taki sposób księża biskupi i inni uczestnicy celebrowali Eucharystię podczas owego spotkania. Tak, tak, przy tych biureczkach w jakiejś sali konferencyjnej.
Nigdy nie zapomnę niesamowitego występu brytyjskiej pary Jayne Torvill i Christopera Deana, którzy w 1984 roku podczas Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie wykonali taniec do „Boléro” Maurice’a Ravela.