Groźna dla życia erozja wiary

Wiara w Boga i religijna wizja życia stanowią najistotniejsze zakotwiczenie dla jego bezpieczeństwa. Zanik ,,wrażliwości na Boga”, erozja wiary i religii pozbawiają życie nadprzyrodzonego fundamentu.
Najpoważniejszą i najgłębszą przyczyną powstawania wciąż nowych form zagrożenia dla ludzkiego życia, powtarzających się zamachów na jego godność i przynależne mu prawa jest, według Jana Pawła II, ,,osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka”. Ściślej jeszcze rzecz ujmując, jest nią stępienie zmysłu religijnego, zanik poczucia transcendencji, zdolności liczenia się z nadprzyrodzonym wymiarem istnienia, a więc umiejętności odnoszenia wszystkiego do Boga, przed którego majestatem i świętością musi odnaleźć się i stanąć Jego stworzenie.
Los stworzeń bez Stworzyciela
,,Stworzenie (...) bez Stworzyciela zanika. (…) Co więcej, samo stworzenie zapada w mroki przez zapomnienie o Bogu” – przypomina papież naukę ostatniego soboru i wyciąga z niej wniosek: ,,tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność i życie”. Tak więc wrażliwość na człowieka warunkowana jest wrażliwością na Boga. Bóg posiada pierwszeństwo. Pytanie o godność i świętość życia jest w ostateczności pytaniem o jego źródło, czyli pytaniem religijnym. Dopiero w perspektywie Boga można uzasadnić w pełni obowiązywalność i nieodwołalność prawa moralnego oraz dostrzec występny charakter jego łamania, opowiadania się przeciw jego chroniącym dobro człowieka normom. To dlatego, że jest Bóg, deptanie opartych o Jego autorytet wartości ludzkich, skutkuje również degradacją życia religijnego.
Na przykładzie biblijnego Kaina widać, że kiedy człowiek nie jest w stanie unieść brzemienia świadomości, iż popełniając zło, dopuszczając się zabójstwa, wystąpił przeciw samemu Bogu, postanawia oddalić się od Boga, zerwać z Nim relację, w świetle której powinien by podjąć się trudu pokuty i nawrócenia. Kain, który odczuwa grozę winy popełnionej wobec Boga, uchodzi przed Nim, ucieka do kraju Nod. Tak też dzieje się obecnie. Popełniając czyny wymierzone przeciw życiu, czy też programowo walcząc z jego ochroną, sprawcy usiłują zapomnieć o Bogu, uchylić pytanie religijne, uznać je za niebyłe. Jeszcze bardziej zapalczywi natomiast wypowiadają również walkę samemu Bogu, którego obecność stanowi oczywisty sąd nad ich nieposłuszeństwem. Pragną oni, niezależnie od tego, co czynią, przestać wreszcie być i czuć się winnymi, znaleźć się poza sferą odniesień moralnych, poza wszelką oceną, ,,poza dobrem i złem”.
Mrożący dyktat poprawności
Może też z tego powodu, używając moralnego, a nawet religijnego szantażu wobec wierzących, chcą wyperswadować im racjonalny przecież odruch formułowania moralnego osądu ludzkiego postępowania. Taki osąd jest w ich mniemaniu zawsze niestosowny, zawsze nie na miejscu i nie wypada, aby ktokolwiek, a zwłaszcza wierzący, uciekali się do jego dokonywania.
Tego rodzaju perswazja przynosi naprawdę niszczące skutki. Obezwładnia ona wszelki zewnętrzny protest przeciwko złu, a nawet sprawia, że ci którzy uznają, iż zobowiązani są stanąć w obronie dobra, w wyniku wywieranej na nich presji czują się winni temu, że w ogóle zabrali głos i zajęli stanowisko. Nastąpiło zupełne, dogłębne odwrócenie znaczeń i zafałszowanie pojęć, a ludzie zostali wyprowadzeni na poznawcze manowce. Gdy zgodnie ze stałym nauczaniem Kościoła, w tym oczywiście Jana Pawła II, decydują się wyraźnie określić swoje zdanie na tematy moralne i stawać w obronie wartości i życia, przypisuje się im nierzadko winę i gani się ich zachowanie. Gdy milczą, dostosowują się do ducha obecnej epoki, poczynają sobie konformistycznie, wtedy zdaniem dominującej dziś opinii zasługują na pochwałę. Nie ma bowiem, według obowiązującego aktualnie reżimu poprawności, gorszej rzeczy jak powiedzieć komuś coś, czego on nie chce usłyszeć. Wtedy jakoby wyrządza mu się krzywdę i rani wrażliwość, nawet jeśli on sam nie tylko narusza czyjąś słuszną autonomię, ale dopuszcza się niegodziwości.
Obowiązek upominania
W tej sytuacji trzeba jasno przypomnieć: kto milczy wobec oczywistego, dostępnego poznawczo zła, kto dopuszcza je, zgadza się na nie, przyzwala, ten staje się przynajmniej współwinny jego obecności i rozpowszechniania się w środowisku ludzi. Kto natomiast zapobiega mu, przestrzega przed nim, upomina, nastaje w porę i nie w porę, poucza, wykazuje błąd (por. 2Tm 4, 2) – postępuje chwalebnie i wypełnia swój podstawowy obowiązek wobec Boga i bliźniego. To wynika bezpośrednio z samego Objawienia, z Pisma Świętego, nauczania proroków i Ewangelii, z katechezy Ojców Kościoła i stałego przekonania wierzących. ,,Upominać błądzących” – należy do katalogu uczynków miłosierdzia względem duszy.
Oblicza sekularyzmu
Jan Paweł II mówi, że osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka to zjawisko typowe ,,w kontekście kulturowym zdominowanym przez sekularyzm” i że wpływy owego sekularyzmu ,,przenikają nawet do wnętrza wspólnot chrześcijańskich i wystawiają je na próbę”. Nasze czasy potwierdzają słuszność tej diagnozy, kiedy nierzadko to właśnie osoby zaangażowane w pracę rozmaitych wspólnot i grup nie tylko same nie podejmują ważnych tematów moralnych i społecznych, ale też przeciwstawiają się aktywności bliźnich, którzy trudnią się tym od dawna i ponoszą z tego tytułu duże zasługi. Jednak istotnie, ,,kto poddaje się oddziaływaniu tej atmosfery, łatwo może się znaleźć w zamkniętym kole, które wciąga go niczym straszliwy wir”. Jest to najpierw wir ucieczki przed Bogiem, przed trudem przyjęcia i poniesienia odpowiedzialności za własny, grzeszny czyn. Jest to, za przykładem Kaina, odmowa stanięcia przed obliczem Boga. ,,W istocie bowiem tylko człowiek stojący przed Panem może uznać swój grzech i dostrzec cały jego ciężar”.
Ale wpływy sekularyzmu i wdzieranie się ,,ducha czasu” do wnętrza wspólnot chrześcijańskich przejawia się teraz na wiele sposobów. Trudno stanąć przed Bogiem, jeśli ,,nie myśli się o Panu właściwie” (Mdr 1, 1), jeśli nie traktuje się Boga poważnie i jeśli wiara w Boga nie przekłada się na przylgnięcie do objawionych, przyjętych i nauczanych przez Kościół stałych prawd, na wyznawanie ustalonego katolickiego Credo. W tej dziedzinie panuje olbrzymia dowolność. Prawie każdy czuje się uprawniony do poprawiania świadomości Kościoła, rewidowania jego dogmatów, demaskowania rzekomych błędów zawartych w kościelnym Magisterium. Rzecz dotyczy ścisłej dogmatyki Kościoła, jak np. nauczania o stworzeniu, zmartwychwstaniu, nieśmiertelności duszy i przyszłego sądu, jak i kwestii moralnych, np. znaczenia aktów homoseksualnych. Prawie nie ma dziś zagadnień, których nie dotknąłby duch nowatorstwa i skłonność do stosowania przeinaczeń, często przy powołaniu się na najnowsze osiągnięcia wiedzy naukowej.
Zamęt w myśleniu o wierze a bezpieczeństwo nienarodzonego dziecka
Efektem jest np. teoretyczny i praktyczny materializm, który zakłada, że nie istnieje byt, który nazywamy nieśmiertelną duszą ludzką. Jeśli dusza nieśmiertelna nie istnieje albo istnieje dusza, która nie jest nieśmiertelna, to jak obronić życie nienarodzonego dziecka, o którym Kościół jest przekonany i tego naucza, że otrzymuje stworzoną przez Boga duszę w momencie zapłodnienia, czy inaczej poczęcia i od tej chwili cieszy się atrybutem nieśmiertelności na podobieństwo samego Stwórcy? Jak ustrzec się przed takim postrzeganiem organizmu nienarodzonego, i każdego w sumie innego człowieka, według którego ciało ,,jest tylko zespołem organów, funkcji i energii, których można używać, stosując wyłącznie kryterium przyjemności i skuteczności”?
Wiara i moralność, dogmat i wymogi godnego życia są ze sobą zharmonizowane, głęboko spójne i stanowią jedną całość. Jeśli podważymy jeden element, sypie się reszta. Raz jeszcze potwierdza się obserwacja Jana Pawła II: wrażliwość na Boga poprzedza i warunkuje wrażliwość na człowieka. Za wrażliwością religijną, zmysłem nadprzyrodzoności podąża intuicja moralna i szacunek dla człowieka. W przeciwnym razie, czyli gdy w taki czy inny sposób ,,wykluczy się istnienie Boga, znaczenie wszystkich rzeczy ulega głębokiemu zniekształceniu, a sama natura, przestając być «mater», czyli matką, zostaje sprowadzona do «materiału», którym można swobodnie manipulować”. Tak wygląda materializm i takie przynosi konsekwencje. Na zewnątrz, w odniesieniu do stylu życia sprzyja postawie zachłannego konsumpcjonizmu, hedonizmu, zapomnieniu o sprawach prawdziwie ważnych, istotnych dla zbawienia duszy. O tym, że jesteśmy powołani do ,,wyższych rzeczy”, że ,,dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności” (Mdr 2, 23). Dlatego, ,,cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł, albo cóż da człowiek za swoją duszę?” (por. Mt 16, 26).
ks. Piotr Jaroszkiewicz
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!