Co zrobić w te Święta?
Jakby tak zapytać ludzi na ulicy, z czym im się kojarzą święta to najczęściej słyszy się odpowiedź, że z zakupami, gotowaniem i jedzeniem. Oczywiście, jeżeli pytanie zada ksiądz albo katechetka, to odpowiedzi będą zupełnie inne, bo niestety zbyt często mamy inne odpowiedzi na te same pytania, w zależności od tego, kto pyta... Ale wróćmy do świątecznych skojarzeń.
Wielu, zwłaszcza kobietom, święta kojarzą się również ze sprzątaniem. Pamiętam nawet takie żarty, że sprzątamy tak, jakby nie Pan Jezus miał przyjść, ale SANEPID. Tyle tylko, że w obecnych czasach, ten żart już nie jest śmieszny, bo SANEPID naprawdę może się pojawić, aby skontrolować, czy przestrzegamy pandemicznych obostrzeń. No i w sumie tych zakupów, gotowania i sprzątania w oczekiwaniu na licznych gości można sobie oszczędzić, bo przecież gości nie będzie. Wszak z jednej strony obostrzenia, czy też „sugestie” rządowe, a z drugiej wielu odczuwa autentyczny, by nie powiedzieć paniczny, lęk przed zarażeniem, chorobą i śmiercią, a ci którzy lęku nie odczuwają są „zachęcani”, aby z szacunku dla zdrowia innych, zwłaszcza choćby swoich rodziców czy dziadków w podeszłym wieku #zostali w domu. Trzeba więc będzie po raz drugi w tym roku, po tym jak przeżyliśmy Wielkanoc w warunkach pandemicznych, oswoić się z myślą o innych niż zwykle Świętach Bożego Narodzenia. I trzeba się zastanowić, co z nimi zrobić, jeżeli nie będzie możliwe „zajechanie ich” tradycyjną krzątaniną i wspólnotowym rujnowaniem tak ciężkim wysiłkiem opłaconych rezultatów zdrowego żywienia (zasada, że wolę sobie zjeść coś pysznego, na przykład schabowego (drugiego) niż podobać się byle komu, jest nie do obalenia zwłaszcza podczas świątecznego biesiadowania). Czy mam jakąś radę? Mam.
Otóż, od 35 lat jesteśmy katowani w okresie Bożego Narodzenia piosenką Georga Michela i jego koleżki z duetu Wham zatytułowaną Last Christmas, która oczywiście ze Świętami nie ma nic wspólnego. Ale ja chciałbym zaproponować, żeby wreszcie... wziąć ją na poważnie. Naprawdę! Przynajmniej pierwszą zwrotkę, która mówi:
„W ostatnie Święta (Bożego Narodzenia) oddałem ci swoje serce,
ale ty już następnego dnia pozbyłaś się go.
W tym roku, by uchronić siebie od łez,
podaruję je komuś wyjątkowemu”.
I tyle wystarczy. Kimś naprawdę WYJĄTKOWYM w najgłębszym tego słowa znaczeniu, bo wręcz UNIKALNYM i JEDYNYM jest Bóg – Człowiek Jezus Chrystus, którego przyjście na świat będziemy wspominać. I pod tym względem te Święta w niczym nie będą odbiegać od innych. Jezus stanie się „Bogiem z nami”. Dobrze więc byłoby w te Święta rzeczywiście oddać Jemu swoje serce. Uznać Jego absolutną unikalność i konieczność Jego obecności w moim życiu, jeśli chcę sobie oszczędzić niepotrzebnych zawodów.
Ale na tym nie koniec. Trzeba jeszcze rozejrzeć się i poszukać innych „wyjątkowych”. Może samotnego sąsiada. Albo kogoś opłakującego stratę najbliższego. Kogoś, kto być może paradoksalnie w tym roku odczuje ulgę, że z powodu pandemii wszyscy są zamknięci w domach, nikt nigdzie się nie rusza i on nie musi czuć się odmieńcem, bo siedzi zamknięty... Co nie znaczy, że nie potrzebuje nikogo. A może staruszków, do których nikt nie przyjedzie w odwiedziny. Niekoniecznie trzeba ich nachodzić, ale na przykład zostawić ciasto pod drzwiami z miłym bilecikiem?
Paradoksalnie obecna sytuacja uświadamia nam coś bardzo ważnego, a mianowicie, że człowiek nie przeżyje bez drugiego człowieka, że jesteśmy sobie potrzebni. Jest to sytuacja, w której można odkryć, że są w nas pokłady dobra. Że jest z czego czerpać i obdarowywać innych. Jak nigdy – w czasach pokoju - widzimy, że życie doczesne jest kruche. Nie warto marnować ani sekundy, nawet jeśli pandemia próbuje nas zmusić do zamknięcia się w sobie i w domu. Daj serce komuś wyjątkowemu.
Ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!