TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 23:18
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zwycięstwo zrodzone z modlitwy

Zwycięstwo zrodzone z modlitwy 

Słowa wypowiedziane przez Judę znalazły odzew w sercach i umysłach jego żołnierzy. Przebiegły po nich niczym iskra po ściernisku, wywołując w ich duszach zapał i wolę do walki, napełniając wszystkich męstwem.

Było to ważne szczególnie dla tych, którzy jeszcze nie zdobyli większego doświadczenia w walkach, a wiekiem byli bardzo młodzi. Owe słowa dały im siłę, która pozwoliła, by duchem stali się niczym mężowie doświadczeni przeżytymi latami. W efekcie postanowiono ruszyć naprzeciw wroga i nikt z obecnych nie pozostał w obozie. Tym, co najsilniej motywowało do walki było pragnienie obrony tego, co święte. Mieli na myśli Jerozolimę, znajdującą się w jej wnętrzu Świątynię oraz wszystkie rzeczy używane do sprawowania kultu i oddawania czci Bogu. One bowiem znajdowały się w niebezpieczeństwie pohańbienia przez pogan i odstępców od wiary.

Walka o sprawy Boże

Czy idąc do walki nie myśleli o swych żonach, dzieciach, braciach i krewnych? Gdyby tak było, musieliby mieć serce z kamienia. Tymczasem oni troszczyli się o każdego z nich. Jednak o wiele większa była obawa o sprawy najświętsze, w tym dom Boży. Miłość względem nich przedkładali nad miłość najbliższych im osób, choć jednocześnie ufali, iż jeśli staną w obronie tego, co święte, to Bóg upomni się o ich bliskich i nie da im zginąć. A z drugiej strony, jaki sens miałoby ich życie, gdyby nie obronili Miasta Świętego przed splugawieniem i spustoszeniem? Jak mieliby w nim mieszkać i po co, gdyby nie byli świadkami wiary w Jedynego Boga? Troska o te sprawy przepełniała nie tylko idących do boju.

Niepokój o przebieg wydarzeń przenikał również serca tych, którzy postali w Jerozolimie. Nikt z nich nie wiedział, jak potoczą się losy walki i na którą stronę przechyli się szala zwycięstwa. Czy bitwa przyniesie im ocalenie, czy zagładę? I oni ufność i nadzieję pokładali w Opatrzności Bożej oraz męstwie powstańców. Pragnęli ich zwycięstwa, by znów nie musieli być świadkami sprofanowania przez wroga tego, co święte. Dla obu stron – pogan i Żydów – nadchodzące starcie nie było zaskoczeniem. Przeciwnicy Judy sprawnie ustawili bojowe szyki wojska. Mieli czas na przemyślenie i zaplanowanie przebiegu walki. W dogodnych miejscach ustawili konnice i słonie bojowe, określane przez Hebrajczyków mianem bestii.

Widząc swych przeciwników Juda Machabeusz nie przystąpił od razu do walki, ale wzniósł swe ręce ku niebu, a wraz z nimi skierował modlitwę do Wszechmogącego. Głęboko wierzył, że On nie tylko kieruje wydarzeniami, ale też ma moc czynienia rzeczy przekraczających ludzkie możliwości zwanych cudami. Czy wobec tego to oręż zadecyduje o zwycięstwie? Gdyby tak miało być, nie byłoby warto nawet przystępować do walki. Nie mieliby szans. Jednak to w niebiosach zapadają decyzje o kierunku, w jakim zmierzają ziemskie wydarzenia. Walka nie była bowiem kwestią sporu o to, ile komu należy się ziemi, czy kto ma nad kim panować. Rzecz toczyła się o sprawy Boże: ich podeptanie i zniszczenie lub ocalenie przed pohańbieniem. Nadto to Bóg, który zna głębie ludzkiego serca i pragnień w nim zawartych, daje zwycięstwo tej stronie, której ono jest należnie.

Dlatego Juda modlił się do Niego i prosił o interwencję na miarę tej za czasów króla Ezechiasza, gdy posłany z nieba anioł ochronił Jerozolimę przed nawała wojsk asyryjskich. Wtedy interwencja Pana sprawiła, że potężna i pyszna armia musiała odejść z niczym pozostawiając w spokoju Miasto Święte. Błagał więc Boga, by i teraz posłał swego anioła. Niech wzbudzi pośród wrogich wojsk popłoch i strach. Niech przejdzie wzorem anioła poprzedzającego Hebrajczyków prowadzonych przez Jozuego do Ziemi Obiecanej. Modlił się o to, by Bóg i teraz okazał swą moc. Niech On niczym siłacz, powalający potężnym ramieniem swego przeciwnika, uderzy pogan, którzy wtargnęli do ziemi obiecanej Abrahamowi i jego potomstwu. Przyszli tu bluźniąc Wszechmogącemu. Zgromadzili się, by zniszczyć święty lud Boga.

Swą modlitwą Machabeusz wskazał dobitnie, że toczona walka zawiera w sobie głębszą tajemnicę niż ludzkie zmaganie. Jest to starcie pomiędzy tymi, którzy buntują się i sprzeciwiają się Bogu oraz Jego zamiarom, a tymi, którzy pragną pełnić Jego wolę. Jest ona symbolem zmagania, które nie tylko przebiega przez pole bitwy, ale rozgrywa się w każdym sercu człowieka, który pragnie obronić w swym życiu to co najświętsze: dziecięctwo Boga i czystość wiary.

Kara dla bluźniercy

Ledwie Juda skończył modlitwę, po stronie przeciwnika rozległ się dźwięk trąb i pieśni bojowych. Oznaczały one jedno: najeźdźcy ruszyli do ataku. Powstańcy również ruszyli i starli się z nimi, wznosząc do walki oręż i modlitwę. W starciu siali spustoszenie pośród pogan. Widzieli w tym jednak nie tyle przejaw swej siły, ale działanie Boga. Radość z doświadczanej pomocy Boga przymnażała im siły i prowadziła do zwycięstwa. Pod koniec bitwy dostrzegli wodza Nikanora. Leżał na ziemi w pełnym uzbrojeniu. Bóg wydał go w ich ręce. Pośród zamieszania bitwy błogosławili w swym ojczystym języku Tego, który zrzucił go na ziemię. Szybko padł rozkaz odcięcia głowy Nikanora oraz jego ramienia. Ten gest przypominał czyn Dawida, który pokonał niegdyś Goliata; potężnego zwycięstwa nad Filistynami dokonanego nie siłą i potęgą oręża, ale mocą wiary; zwycięstwa niepozornego judejskiego pasterza nad potężnym pogańskim wojownikiem bluźniącym Bogu.

Odciętą głowę i ramię zabrano do Jerozolimy. Tam zwołano lud i kapłanów. Wezwano też przebywających w zamku nieopodal Świątyni. Pokazano im głowę Nikanora, w której lęgły się zbrodnicze plany oraz ramię, które bluźnierczo wyciągał przeciw temu co święte. Nikt nie miał wątpliwości, że pogański wódz poniósł ostateczną klęskę. Nadto nakazano odciąć język Nikanora, posiekać go i pozostawić na żer dzikiemu ptactwu. Była to symboliczna kara dla bluźniercy. Ramię zaś Nikanora zawieszono naprzeciw Świątyni. Ten gest stanowił ironię wynikającą z podobieństwa greckich słów określających ramię i zapłatę. Dramatyczny los Nikanora stanowił przestrogę przed losem ludzi bluźniących względem Boga i Miejsca Świętego. Natomiast zgromadzony lud w obliczu ocalenia tego, co najświętsze wielbił i wysławiał Boga. Wszyscy zdawali sobie sprawę, iż zwycięstwo było Jego dziełem. Jednocześnie, choć to jeszcze pozostawało pod osłoną tajemnicy, stanowiło ono zapowiedź definitywnego zniszczenia wszelkiego zła w czasach ostatecznych. 

ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!