TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Marca 2026, 20:51
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zrób to sam, czyli o osobistej odpowiedzialności

Zrób to sam, czyli o osobistej odpowiedzialności 

Słowa to czasem za mało, by naprawić wyrządzone zło. Jak nauczyć dziecko, że spowiedź to nie tylko formułka, ale realna odpowiedzialność za „rozbite talerze” w relacjach z ludźmi i Bogiem?

Swego czasu moi synowie zachowali się wobec mnie naprawdę paskudnie. Szybko przyszli z wymuszonym „przepraszam”, ale miałam świadomość, że była to z ich strony tylko formalność. Wzięłam wtedy talerz, rzuciłam na podłogę i zapytałam, czy słowo „przepraszam” sprawi, że talerz znów będzie cały. Może mi się dostanie za drastyczne metody wychowawcze, ale jestem pewna, że kiedy zamiatali te skorupy, zrozumieli, czym jest zło i jego konsekwencje.

Mamy łatwość w popełnianiu zła. Wydaje się nam, że to nic wielkiego, czasem jednak to, co uważamy za drobiazg, może głęboko zranić drugiego człowieka, może być tym ostatnim płatkiem śniegu, pod którym załamuje się gałąź. We Wrocławiu, na ścianie kamienicy „Jaś” znajduje się replika asamblażu Eugeniusza Geta-Stankiewicza, przedstawiającego krzyż, młotek i gwoździe z napisem „Zrób to sam” wskazującym na naszą osobistą odpowiedzialność za ukrzyżowanie. Myślę, że warto pokazać tę pracę naszemu dziecku, może to bowiem pomóc wzbudzić prawdziwy i głęboki żal za grzechy, które mają swoje konsekwencje, które zawsze są nieszczęściem dla nas, ranią drugiego człowieka i Boga.

Kolejnym punktem naszych rozważań o spowiedzi jest postanowienie poprawy. Postanowienie, a nie gwarancja, należy bowiem odróżnić autentyczną i silną wolę zerwania z grzechem od stanu spodziewanej bezgrzeszności. Tak, najprawdopodobniej ponownie zgrzeszymy, może nawet pójdziemy do kolejnej spowiedzi z tym samym zestawem grzechów. Warto wybrać jeden grzech, na którym się skupimy, nad którym szczególnie będziemy pracować aż do wyeliminowania go. Potem przyjdzie czas na kolejny. Niech nasze postanowienia będą konkretne, realne i mierzalne.

Nadchodzi moment najtrudniejszy: wyznanie przed spowiednikiem tego, czego często wstydzimy się sami przed sobą. Przypomnijmy naszemu dziecku, że wyznajemy w spowiedzi swoje grzechy, że nazywamy je konkretnie, podajemy liczbę i okoliczności w przypadku grzechów ciężkich. Ksiądz się nie zgorszy, „nie pomyśli sobie”, nie będzie wytykał palcem. Czeka on w konfesjonale jako szafarz niezgłębionego Bożego miłosierdzia, nie ktoś, kto będzie nas oceniał. Przećwiczmy z dzieckiem ten moment (bez wyznania grzechów), by nie bało się, że zapomni „formułki”, uczulmy, że nawet gdyby zapomniało, to może to zrobić swoimi słowami, może posiłkować się książeczką, że tak naprawdę istotne jest to, że przychodzi do kochającego i stęsknionego Ojca, żeby pokazać mu swoje grzechowe rany, że Bóg chce je ucałować, oczyścić i uzdrowić. To sakrament autentycznej miłości!


Ostatnim warunkiem spowiedzi jest zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu. Nie chodzi tu tylko o odprawienie zadanej pokuty, ale o naprawienie wyrządzonego zła. Ukradłeś? Oddaj. Skłamałeś? Powiedz prawdę. Niektórych rzeczy nie da się jednak tak łatwo naprawić, tak jak zbity talerz nie stanie się znów cały. Pozostaje nam zatem modlitwa za skrzywdzoną osobę, podjęcie praktyk pokutnych, okazanie miłości tej osobie. Nie zapominajmy o tym, bo tylko wtedy nasza spowiedź będzie pełna i prowadząca do świętości. 

Daria Kędzierska

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!