TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Października 2020, 16:15
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zielonym do góry!

Zielonym do góry!

Pewnie i Tobie zdarzyło się pomyśleć: „Święta, święta i po świętach”. Nareszcie. Napięty grafik Wielkiego Tygodnia: rekolekcje, spowiedź, praca, zakupy, sprzątanie, powrót do domu po długiej nieobecności, uczestnictwo w Triduum Paschalnym… A święta?

Byłeś zbyt zmęczony, by usiąść przy stole z najbliższymi, posłać im ciepły uśmiech, dobre słowo, zrobić filiżankę herbaty. Chciałeś ułożyć się przed telewizorem i bezmyślnie przełączać kanały. Tak według Ciebie wygląda relaks. Wyłączasz mózg. Błogi spokój. Aż nagle rodzice/dziecko/sąsiad/przyjaciel (niepotrzebne skreślić) oblewają Cię wodą. Mącą twój tzw. odpoczynek. A miało być tak pięknie! Głupi zwyczaj! Zły na cały świat odwracasz twarz do ściany. Przecież to TWÓJ czas. TWÓJ święty czas! Ignorujesz prośbę dziecka, byś zechciał poświęcić mu chwilkę ze swojej egzystencji. Żona pragnie spaceru: a co, nie możesz iść sama? Niczym Felicjan Dulski wypowiadasz: „A niech was wszyscy diabli!”. I tak upłynął wieczór i poranek – i nastał dzień powszedni.
Kawa łykana w pośpiechu, pożywienie wrzucone do żołądka, gonitwa myśli, obowiązków, spraw nie cierpiących zwłoki. Czas! Czas! Czas! Słowo odmieniane przez wszystkie przypadki: nie mam czasu, spotkajmy się o czasie, pędzący czas, jak zatrzymać upływ czasu? Żyjemy w kulturze fast – interesują nas wyłącznie szybkie samochody, natychmiastowe efekty, ekspresowe jedzenie, błyskawiczna przyjemność. Spoglądając na siebie i rówieśników zastanawiam się, czy potrafimy świętować. Nie odpoczywać – świętować. Celebrować. Upajać się niepowtarzalnymi chwilami, detalami nadającymi smak i zapach. Ot, chociażby jedzenie. Wspaniałe toskańskie uczty opisane przez Frances Mayes. W nozdrza wdziera się zapach pomidorów nasączonych słońcem Południa, królika duszonego w ziołach i białym winie, gorącego wieczoru. Słyszę śmiech przyjaciół i rodziny zgromadzonej w ogrodzie przy ogromnym stole… Ileż bym dała za spróbowanie białej trufli w towarzystwie Hannibala Lectera! (Zakładając, że to ona byłyby daniem głównym, a mnie włos z głowy by nie spadł :) A smak proustowskich magdalenek, gruszek w „Mieście aniołów”, kawy i bigosu w „Panu Tadeuszu”, barwne opisy w prozie Schulza… Feeria kolorów, smaków, zapachów. Niestety, takie rzeczy tylko w książkach.
A w życiu? Bóg dał święty czas, po raz kolejny postawił przed naszymi oczami znak ograniczenia prędkości. Zachęcił do celebrowania zbawczych wydarzeń. A jak my odpowiedzieliśmy na Jego wezwanie? Poranek zmartwychwstania powinien być tym najważniejszym, najpiękniejszym, wyczekiwanym. Wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i pozostał cały dzień na… właściwie na co? Wyjść przed dom i wykrzyczeć całemu światu, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał? Sąsiedzi pukną się w czoło, mówiąc: „I co z tego?” Dzień jak każdy inny - chciałoby się rzec. Spędziliśmy go. Przepędziliśmy na cztery wiatry.  Została szara codzienność: niezbyt wyrozumiały szef, wiecznie wymagający wykładowcy, nauczyciele uważający swój przedmiot za najważniejszy. I to beznadziejne poczucie, że niczego nie zmienimy. Te same mury, twarze, miny, obelgi. Dojmujące wrażenie bezsilności. Marazm.
Niedziela Zmartwychwstania nie skończyła drogi krzyżowej naszego życia. Oświetliła ją jednak zupełnie nowym blaskiem – blaskiem nadziei. „Zbudź się, o śpiący i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”- przeczytaliśmy w starożytnej homilii na Świętą i Wielką Sobotę. Zbudź się, oto wzeszła Jutrzenka. Zbudź się, bo „wspaniały blask Króla rozproszył ciemności tego świata”. Odejdź od telewizora. Porzuć demotywatory. Przestań podglądać znajomych na naszej-klasie. Zbudź się do życia! Niech Z – MAR – TWYCH – WSTANIE  dokona się naprawdę w Twoim sercu.
Zzieleniej. Nie z zazdrości, nie ze złości, nie z bólu. Zawstydź drzewa. Zzieleniej z nadziei!

Marzena

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!