TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Lutego 2026, 23:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zbawienny lęk

Zbawienny lęk 

Stres przed pierwszą spowiedzią dziecka to dobry objaw. W świecie, który ucieka od odpowiedzialności, konfesjonał uczy stanięcia w bolesnej prawdzie, bo tylko ona daje szansę na realne wyzwolenie.

To już niedługo. Za trzy miesiące nasze dzieci przystąpią do pierwszej spowiedzi świętej. Będzie to moment trudny, przejmujący, zapewne związany z niemałym stresem. I bardzo dobrze! Dlaczego tak twierdzę, skoro przecież to sakrament miłości i miłosierdzia? Skoro na dziecko czeka stęskniony Ojciec z rozpostartymi ramionami, skoro jest tam, w konfesjonale, by wszystko przebaczyć, a ja nie muszę się Go bać? Bo trema, lęk i stres pokazują całą ohydę grzechu i konieczność stanięcia z nią oko w oko. I jest to bardzo dobry objaw, bo oznacza, że jednak sumienie potrafi nam coś jeszcze wyrzucić.

Coraz bardziej zatracamy dzisiaj poczucie grzechu. Łatwiej mówić o nieprzepracowanych traumach, prawie do szczęścia, dyskomforcie psychicznym. Łatwiej psychologizować, szukać winy w otoczeniu, w przeszłości, w drugim człowieku, udawać, że ktoś coś źle zinterpretował, zamiast powiedzieć sobie wprost i wyraźnie: skrzywdziłem, postąpiłem podle… Wolimy zamykać oczy niczym małe dziecko, otaczać się „kordonem sanitarnym”, by nie spotkać zranionej przez nas osoby. Wszystko da się puścić w zapomnienie, przejść nad czymś do porządku dziennego, udać, że nic wielkiego się nie stało. A konfesjonał przypomina: zgrzeszyłeś…
Grzech mierzymy miarą wyrządzonej przez nas krzywdy. Przygotowanie do spowiedzi (tej pierwszej naszych dzieci, ale i każdej naszej) jest tym momentem, kiedy musimy stanąć w prawdzie. Często bolesnej, niewygodnej, uwierającej jak cierń. Ale „prawda was wyzwoli” (J 8, 32).

Dzieci nie zawsze mają zrozumienie grzechu. Nawet na lekcjach religii staramy się mówić o tym delikatnie, żeby nikt nie zarzucił nam popularnego „straszenia piekłem”, tymczasem nie ma dla człowieka większego nieszczęścia niż grzech. Nie ma większego dramatu niż świadome zadanie grzechowej rany sobie, drugiemu, Bogu. Musimy to pokazać naszym dzieciom, ale najpierw musimy sami dostrzec tę rzeczywistość w swoim życiu. Nie głaskać dziecka po główce ze słowami: „nic się nie stało”. Stało się, ale widzę twoją skruchę, widzę twoje stanięcie w prawdzie i ci wybaczam. Tak jak w konfesjonale wybacza nam Bóg.

Często na lekcjach o spowiedzi powtarzam swoim uczniom: „Miałeś odwagę zgrzeszyć? Miej odwagę to wyznać”. Wyjęcie drzazgi zawsze boli, przyznanie się do swoich win boli o wiele bardziej, ale to jedyna droga, która zaprowadzi nas do celu. Cóż z tego, że otoczymy się pluszowym światem ucieczki, zapomnienia, psychologicznej racjonalizacji, skoro trwamy w prowadzącym nas do śmierci wiecznej grzechu, skoro nie potrafimy (albo nie chcemy) się z niego uwolnić?

Konfesjonał kojarzy się bardziej ze wstydem, lękiem, pewną przykrością niż pełnym miłości spotkaniem. Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie: nie ma bardziej zbawiennego lęku. Nie przed Bogiem, ale właśnie przed grzechem, przed jego konsekwencjami, przed jego szpetotą. I jeśli odważnie stanę w prawdzie o sobie, o wyrządzonych krzywdach, to dopiero wtedy mogę doświadczyć prawdziwej miłości, wtedy mogę ruszyć naprzód. Bóg nie może się już mnie doczekać. 


Daria Kędzierska
zdjęcie: shutterstock

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!