TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Lutego 2026, 23:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zatrzymani bez walki

Zatrzymani bez walki 

Pertraktacje polityczne związane z poszukiwaniem wsparcia u sojuszników już w niedługim czasie okazały się trafną i mądrą decyzją. Potwierdziły ją wydarzenia, które rozegrały się niedługo potem. Okazało się bowiem, że Demetriusz nie zrezygnował ze swych ambicji rozszerzenia władzy i podporządkowania sobie Judei.

Demetriusz nie myślał, by czynić to na drodze pertraktacji czy przymierza na wzór unii. Jego nie interesowało jakiekolwiek partnerstwo. Było tak gdyż jedynie siebie widział jako hegemona sprawującego władzę nad innymi, a jako środek do osiągnięcia tego celu, tak jak poprzednio, postanowił zastosować siłę i przemoc. W tym celu zgromadził wojska liczniejsze niż poprzednio, by napaść na Judeę. A wcześniejsze układy, porozumienia i obietnice?

Dla niego były to jedynie puste słowa; taktyka, którą trzeba było zastosować w chwili, gdy wobec oporu przeciwnika nie mógł osiągnąć swego. Dla zdobycia władzy kłamał, łamał dane słowo, potrafił być nieszczery i udawać przyjaźń chcąc zyskać na czasie, by nadrobić militarne straty i zgromadzić potrzebą siły dla kolejnego uderzenia. Umiał zakładać maski i przybierać pozy dobrego człowieka. Jednak pod tym zawsze kryła się zawiść i przemoc. Nie potrafił też przebaczyć. Zawsze szukał zemsty. Nie mógł znieść tego, gdy ktoś miałby być od niego niezależny. Żądza władzy przenikała jego wnętrze i uczyniła go twardym i nieczułym.

Kananejskie Chamat

Wieści o poczynaniach Demetriusza szybko dotarły do Jonatana. On w tej sytuacji nie chciał, ani nie zamierzał czekać bezczynnie. Bierność i naiwność oznaczałyby klęskę. Nie był też tchórzem czekającym na rozwój wypadków ukrytym za murami Jerozolimy. Nadto nie myślał jedynie o własnej skórze i pozostaniu przy władzy. Jemu zależało na losie i życiu narodu, o którego wolność walczył tak on, jak i jego przodkowie. Dlatego zebrał swoje wojska i na ich czele ruszył w kierunku północnym. Uznał bowiem, iż nie tylko należy wyjść naprzeciw wroga, ale walkę w obronie Judei stoczyć poza jej granicami tak, by nie narażać ziemi rodzinnej na zniszczenia, przemoc i grabież.

Po długim marszu dotarł ze swymi żołnierzami do Chamat. To dawne kananejskie miasto znajdowało się na obszarze Syrii, w okolicach północnej granicy dawnego Królestwa Izraela. Zbudowano je w pobliżu rzeki Orontes. Było położone przy ważnej drodze, szlaku handlowym i komunikacyjnym łączącym Mezopotamię z Egiptem, a prowadzącym przez ziemie Palestyny. Mieszkańcy Chamat zawarli niegdyś traktat pokojowy z Hebrajczykami, a w czasie najazdu asyryjskiego uciekli ze swego miasta i szukali schronienia na ziemi Izraela.

Miejscowość ta była w VII w. przed Chr. kwaterą faraona Neko, który ruszył do walki chcąc pomóc Asyrii zagrożonej przez wojska Babilonu. Ona była świadkiem klęski tego władcy i jego odwrotu po przegranej w bitwie pod Karkemisz. Tu również rezydował babiloński władca Nabuchodonozor i stąd kierował oblężeniem Jerozolimy. W Chamat rozegrała się dramatyczna egzekucja synów króla judzkiego Sedecjasza. Wykonano ją na oczach ojca, którego potem oślepiono i zesłano do Babilonu. Była to kara za bunt przeciw władzy Babilonu. Była to jednocześnie przestroga dla innych. Nie mniej z czasem, gdy potęga Babilonu upadła, Chamat znów zaczęto kojarzyć z kupieckimi karawanami i wędrowcami ciekawymi świata lub pielgrzymami nawiedzającymi poszczególne sanktuaria. Teraz zaś to miasto znów miało stać się świadkiem dramatycznego starcia.

Rozpoznanie sytuacji

Kiedy Jonatan dotarł w okolice Chamat ze swymi żołnierzami nie przystąpił bezpośrednio do walki z Demetriuszem, gdyż nie chciał jej podejmować bez rozpoznania sytuacji. Dlatego potajemnie wysłał ludzi, którzy mieli zebrać wiadomości o wojskach wroga, ich liczebność, rozlokowaniu i nastrojach panujących wśród żołnierzy przeciwnika. Ci, by wykonać powierzone im zadanie, przedostali się do obozu pogan. Nie zostali rozpoznani. Po zebraniu potrzebnych informacji powrócili do Jonatana. Z ich relacji wynikało jasno, iż Demetriusz nie tylko zorientował się o nadejściu wojsk Hebrajczyków, ale postanowił je zaatakować i to w nocy. Tego nie wolno było zlekceważyć.

Uprzedzenie ataku wroga byłoby ryzykowne. Większe szanse dawała obrona obozu, tym bardziej, że Demietriusz liczył na efekt zaskoczenia, natomiast dzięki wiadomościom przyniesionym przez zwiadowców, został tego atutu pozbawiony. Jednak nie zdawał sobie z tego sprawy. Dlatego liczył na szybki sukces, jaki miało dać uderzenie na Hebrajczyków, nieprzygotowanych – według niego – do obrony przed nocnym atakiem. Ta złudna nadzieja stanowiła punkt przewagi dla Jonatana. Gdy zaszło słońce, nakazał swoim żołnierzom czuwać. Tej nocy nikt z nich nie udał się na spoczynek. Nie zmrużyli oka, by nie dać się zaskoczyć wrogowi i stawić mu opór. Wszyscy byli w pogotowiu i mieli pod ręką broń. Każdy z nich był gotowy do bitwy. Oprócz tego dla pewności rozstawiono dokoła obozu dodatkowe straże. Te wypatrywały wojsk przeciwnika, by w razie ich pojawienia się, dać sygnał o zagrożeniu.

Decyzja o odwrocie

Jonatan nie starał się ukryć swych działań. Wręcz przeciwnie zależało mu na tym, by ci, którzy planowali atak na jego pozycje, zobaczyli, że jest gotów do obrony. Tak dawał napastnikom jasny sygnał: wiemy o waszych zamiarach i planach, nie liczcie na sukces. Jesteśmy gotowi do twardej walki. Nie mamy zamiaru wycofać się, czy uciekać. Jeśli nas napadniecie, czeka was krwawe starcie. Jesteśmy gotowi na wszystko. Takim zachowaniem osiągnął zamierzony cel.
Wieść o sytuacji w obozie Hebrajczyków dotarła szybko do żołnierzy Demetriusza. I została odczytana według zamierzeń Jonatana, choć z jego ust nie padło żadne słowo. Najeźdźcy zrozumieli, że stracili atut zaskoczenia, a ich wyprawa nie będzie łatwym spacerem.

W obliczu groźnej bitwy ulękli się. Zwątpienie wkroczyło w serca tych, którzy jeszcze niedawno byli przekonani o szybkim zwycięstwie. Tak bez jednego uderzenia powstał wyłom w kolumnie napastników. Sprawił to lęk, jaki ich ogarnął. Z tego powodu rozpalili w swym obozie ogniska. Miały one sugerować, że pozostali w swym obozie. W rzeczywistości rozpalony ogień miał zamaskować podjęty odwrót. 

ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!