Więź na zawsze, nie na chwilę

Chrystus w Eucharystii uczy nas intymności, która jest odpowiedzialna. Czy po majowych wzruszeniach wystarczy nam odwagi, by budować trwałe więzi z ludźmi i Stwórcą, zamiast uciekać w bylejakość i płytkość?
Swego czasu usłyszałam, że niektóre relacje, nawet te ważne, są nam dane na jakiś czas. Jakież to niezrozumienie, czym w istocie jest bliskość i więź z drugim człowiekiem! Jak łatwo zapominamy o przeczytanych przed laty słowach Lisa z Małego Księcia: „Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś”. Żyjemy w atmosferze tymczasowości, nie chcemy być rozliczani ze swoich słów, wolimy zapomnieć o konsekwencjach swoich czynów, chcemy żyć chwilą i oby ona była jak najłatwiejsza i najprzyjemniejsza. Boimy się prawdziwej duchowej bliskości, bo wiąże się ona z wysiłkiem, czasem ze świadomością, że się zawiodło i że staliśmy się przyczyną czyichś łez. Żyjemy więc tu i teraz, skupieni na własnym dobrostanie, komforcie i zaspokajaniu pragnień. Efekt? Miałkość relacji, postępujący egocentryzm, a w konsekwencji samotność, którą chcemy desperacko zagłuszyć. Dlaczego zatem wchodzimy w relacje, za które nie chcemy brać odpowiedzialności? Bo możemy się chwilowo ogrzać w ich blasku, wziąć to, czego potrzebujemy, a potem zapomnieć. Najsmutniejsze jest jednak to, że taka postawa ma odbicie w tej najważniejszej ze wszystkich relacji – relacji z naszym Stwórcą.
Dobiegł końca maj – miesiąc Pierwszych Komunii Świętych. Opadły emocje, pozostało miłe wspomnienie po wzruszeniach, radości i rodzicielskiej dumie. I już. Chrystus w Eucharystii zaprosił nas do tej najgłębszej, najintymniejszej więzi, skosztowaliśmy jej, a potem tak wielu z nas stwierdziło, że to wymaga zbyt dużego wysiłku, nie zawsze przyjemnego stawania w prawdzie o sobie, pracy nad swoim sumieniem… To, co najpiękniejsze na tym świecie, może przegrało z lenistwem, egoizmem i lękiem.
Od lat obserwuję smutny schemat: dziecko uczestniczy w życiu Kościoła w ciągu roku formacji eucharystycznej, po I Komunii pojawia się na Mszy św. z okazji rocznicy, potem (może) przy bierzmowaniu. Młody człowiek boi się i nie rozumie spowiedzi, bo przeżył ją zaledwie kilka razy w życiu. Jakież to marnotrawstwo Daru, naszego powołania i możliwości!
To, do czego zaprasza nas Chrystus, nie może być relacją na jakiś czas. To zaproszenie do wspólnej wieczności. Bóg nigdy z nas nie rezygnuje, nie zapomina, nie brzydzi się naszą grzesznością i mizerią. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego (2 Tm 2, 13). On jest, czeka, wybacza i tęskni. Co z tym zrobię ja? Czy zostanę z Nim? Czy odważnie podejmę to najważniejsze wyzwanie pomimo lenistwa, wstydu czy wygodnictwa także wtedy, gdy nie będzie lekko i przyjemnie? Nie będę w tej drodze sam, ale czy pozwolę się Bogu poprowadzić? Czy Mu naprawdę zaufam?
Pamiętajmy, że jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie i za tych, których „oswoiliśmy”, ale także za nasze dzieci, a zwłaszcza za to, czy będą potrafiły budować trwałe więzi, nie tylko z ludźmi, ale przede wszystkim z Bogiem. To od nas mają się nauczyć konsekwencji, ale i radości obcowania z Tym, który stworzył nas z miłości i do miłości. Bo tylko miłość wierna i odpowiedzialna ma sens. Dziś i zawsze.
Daria Kędzierska
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!