TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Sierpnia 2019, 11:17
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wadowice - tu wszystko się zaczęło...

Tu wszystko się zaczęło...

wadowice

Niektórym wydaje się, że odwiedziny miast i pisanie o miejscach związanych z Karolem Wojtyłą nie ma większego sensu. Na takie propozycje reagują sprzeciwem, bo wszyscy tam już wszystko widzieli i przeżyli. Może i mają odrobinę racji, ale z drugiej strony, kiedy z Ostrowa Wielkopolskiego pielgrzymowaliśmy po Małopolsce śladami Jana Pawła II okazało się, że większość z „naszych” pielgrzymów nigdy w tych miejscach nie była. A ci, którzy byli, odkrywali szczegóły wczesnej niedostrzeżone. My na początek zajrzyjmy do Wadowic, bo jak ktoś powiedział tam na Rynku: „tu wszystko się zaczęło, życie, szkoła, studia, teatr, kapłaństwo...”, by później udać się w dalszą drogę z Janem Pawłem II.

Tych słów Karola Wojtyły, o przepraszam już Jana Pawła II, słuchaliśmy kiedy zbliżaliśmy się do Wadowic. Przewodnikiem naszej grupy był ks. Eugeniusz Synowiec z parafii pw. NMP Królowej Polski z Ostrowa Wielkopolskiego, który w Wadowicach polecał nam nie tylko słynne już na prawie cały świat kremówki.

Skarb mojego życia

„Tu wszystko się zaczęło”. Życie Karola zaczęło się przy ulicy Kościelnej 7. Za czasów małego Wojtyły kamienica miała inny adres - Rynek 2, jako oficyna domu stojącego przy Rynku. Tu 18 maja 1920 roku urodził się Karol, który „odziedziczył” imię po swoim ojcu. Kamienica, gdzie mieszkał pochodzi z około 1870 roku. „Ten dom, w którym mieszkałem, należał do pana Chaima Balamuta. Nie wiem, co się z nim stało, myślę, że nie żyje. Wiem, że Żydzi wadowiccy przeszli przez ciężkie próby. Wielu zginęło w gettach i w obozach zagłady w wyniku eksterminacji, przeprowadzonej przez rząd hitlerowski” - mówił Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Wadowic. Podobno właśnie wtedy wnuk Chaima - Ron dowiedział się o rodzinnej kamienicy i rozpoczął starania o jej odzyskanie. Udało mu się. Na szczęście Ron zdecydował się sprzedać kamienicę z zastrzeżeniem, że nie zmieni się jej przeznaczenia (od 1984 r. znajdowało się tam papieskie muzeum). W końcu dom  został przekazany krakowskiej Kurii. Obecnie pielgrzymi nie mogą do niego wejść, dlaczego? W październiku 2010 roku rozpoczęły się tam prace remontowe i modernizacyjne. Po odrestaurowaniu, mieszkaniu Wojtyłów zostanie przywrócony wygląd z lat 20. ubiegłego wieku, oddający klimat domu rodzinnego. Ekspozycja powiększy się czterokrotnie – do ponad tysiąca metrów kwadratowych, na czterech kondygnacjach. Znajdą się w niej elementy oryginalnego wyposażenia, osobiste rzeczy Jana Pawła II oraz rękopisy. Jednak, żeby zobaczyć ekspozycję musimy jeszcze poczekać.

Teraz wystawę - replikę domu rodzinnego Karola „Skarb mojego życia” można obejrzeć w Domu katolickim, znajdującym się tuż obok. Bilety na wystawę są naszym wkładem w powstanie muzeum Jana Pawła II, jak zapowiadane jest, na miarę XXI wieku. Teraz przy drzwiach wejściowych Domu katolickiego wita nas uśmiechnięta siostra, szczerze mówiąc, nie pamiętam z jakiego zgromadzenia. Ale za chwilę oglądamy replikę domu Wojtyłów w skali 1:1. Na początek kołyska i zdjęcie małego Lolka. Tuż obok wiosło i narty dorosłego Karola z lat 50-70 ubiegłego wieku. Stare fotografie przypominają młodego Wojtyłę i jego rodziców sprzed wielu lat i nie tylko. Dopełnieniem są eksponaty z czasów, kiedy został księdzem, biskupem, kardynałem i wreszcie papieżem. Jest nawet sutanna, którą założył bezpośrednio po wyborze, aby udzielić pierwszego błogosławieństwa Urbi et orbi. Informacje o godzinach otwarcia muzeum i biletach można znaleźć na www.domrodzinnyjanapawla.pl.

Wadowickie kremówki z...

Skoro zaczęliśmy od muzeów, po drodze warto wejść do Muzeum Miejskiego, z którego okien widać dom Wojtyłów. Mieści się przy ulicy Kościelnej 4. To tu w czasach Wojtyłów na parterze znajdowały się mleczarnia oraz jadłodajnia Zofii i Alojzego Banasiów. Tam po śmierci mamy Emilii stołowali się tata Karol i jego syn Lolek. Tamtą atmosferę dwudziestolecia międzywojennego można poczuć właśnie w muzeum. Na piętrze znajdują się sale z wystawą „Wadowice Karola Wojtyły”, która przedstawia miasto w latach 1920-1938. Tu wydaje się, że czas się cofnął. Najpierw widać plakaty reklamowe i zabytkowe szyldy z początku XX wieku. Kiedy zwiedzający wchodzą po schodach na piętro wsłuchują się w znajomy głos Jana Pawła II wspominającego swoje Wadowice. Dalej nie tylko dzieci trafiają do szkoły z czasów Lolka. Można nawet usiąść w ławce, chociaż nie zauważyłam nikogo, kto by tego spróbował. Może tak działa atmosfera muzeum, albo po prostu nikt za bardzo nie chce wracać do czasów szkolnych. No i nie wiem, co na to powiedzieliby pracownicy muzeum. Nie zabrakło też rekonstrukcji z cukiernią Hagenhubera, do której Wojtyła chodził po maturze na kremówki. W ostatniej sali czuje się klimat mieszkań z meblami, rzeczami z początku XX wieku. Do tego w ucho wpada przedwojenna audycja płynąca z radia.

Wychodząc z muzeum w piwnicy domu - kawiarni można zjeść kremówki i obejrzeć rozmowę z potomkiem Hagenhubera o wadowickim specjale. My na te ciastka wybieraliśmy się gdzie indziej. Sporo jest tutaj takich miejsc i bez problemu można wadowicki smakołyk nawet zabrać na wynos. Niektórzy mówią, że prawdziwe kremówki mają w sobie pewną ilość alkoholu i dlatego papież z uśmiechem o nich opowiadał. „A tam była cukiernia (wtedy znajdowała się na rogu Rynku i ul. Mickiewicza). Po maturze chodziliśmy na kremówki. Że myśmy to wszystko wytrzymali, te kremówki po maturze” - wspominał Jan Paweł II. Wracając do tego kremówkowego alkoholu. Syn cukiernika Hagenhubera przyznał, że jego ojciec nie używał go do produkcji kremówek. Super smak ciastkom nadawały dobrej jakości produkty i oczywiście talent cukiernika. Co więc wywołało uśmiech papieża? Podobno Karol z kolegami zakładali się, kto zje najwięcej kremówek. Niestety Karol przegrał, chociaż miał ich zjeść... osiemaście! I wtedy musiał natychmiast wyjść z cukierni. Cóż, młodość ma swoje prawa i nie dba o kalorie. My sprawdziliśmy w Wadowicach - kremówki są rzeczywiście super.

Czas na bazylice

Wadowickie ciastka to coś dla ciała, a teraz trochę dla ducha. Wędrując po Wadowicach wychodzimy na Rynek, który dziś nosi nazwę placu Jana Pawła II. Tu jest wejście do kościoła stojącego blisko domu Wojtyłów. Na jego zewnętrznej ścianie znajduje się zegar słoneczny z dewizą „Czas ucieka, wieczność czeka”, na który z okien mieszkania spoglądał Lolek i zapamiętał na cale życie. W tym kościele Karol został ochrzczony, przyjął Pierwszą Komunię Świętą i sakrament bierzmowania. Tutaj został ministrantem, a potem już jako ks. Karol odprawił prymicyjną Mszę Świętą.

Obecnie bazylika mniejsza pw. Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny to chyba  jedyny kościół na świecie z polichromiami obrazującymi niektóre z encyklik, adhortacji i listów pasterskich Jana Pawła II, są autorstwa Aleksandry Grochali i Katarzyny Dobrzańskiej. Dowiedziałam się, że to znak hołdu na 25-lecie pontyfikatu naszego Rodaka.

Chrzcielnica, różaniec i budzik

Wracamy jednak do czasów, kiedy do kościoła często wchodził i modlił się Lolek. Po lewej stronie przy wejściu znajduje się kaplica z obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. To przed tym wizerunkiem modlił się Lolek przed pójściem do szkoły. Teraz w kaplicy można zobaczyć dwa wota ofiarowane Maryi przez papieża: różaniec i szwajcarski budzik przywieziony przez Ojca Świętego z Lourdes, a z boku ołtarza tablicę z prośbą Jana Pawła II: „Was wszystkich proszę, abyście przed wizerunkiem tej Matki otaczali mnie nieustanną modlitwą, Jan Paweł II. Wadowice 7.VI.1979”. I wadowiczanie pamiętali.

Pielgrzymi równie często modlą się w kaplicy Świętej Rodziny (po lewej stronie ołtarza głównego) przy kamiennej, barokowej chrzcielnicy, przy której ochrzczono małego Karola Józefa. Jednak ks. Franciszek Żak prawdopodobnie ochrzcił go nie w tej kaplicy, ale po prostu w zakrystii. To tam w czasach małego Karola sprawowano ten sakrament.

Potem przechodząc do prawej nawy kościoła w kaplicy Krzyża Świętego można uczcić relikwie świętych: Maksymiliana Kolbego, Szymona z Lipnicy i o. Pio. A w ławce, dosłownie w desce, zauważam jeszcze jeden relikwiarz o. Pio z kawałkiem materiału z jego habitu. Warto uklęknąć tam i modlić się obok skromnego stygmatyka z Pietrelciny w znaku relikwii. Oczywiście w kościele znajduje się również kaplica poświęcona Papieżowi – Polakowi.

Kiedy wyjdziemy na zewnątrz znowu myśli wędrują do Karola Wojtyły, bo na frontonie bazyliki znajdują się pamiątkowe tablice, ajedna z nich poświęcona jest Janowi Pawłowi II. Kiedy obserwuje się pielgrzymów wychodzących ze światyni prawie wszyscy robią zdjęcie nie tylko przed świątynią, ale i przed papieskim pomnikiem autorstwa rzeźbiarza Maksymiliana Biskupskiego. Zostanie jako pamiątka na lata.

To na pewno nie wszystkie miejsca, które warto odwiedzić i zobaczyć w Wadowicach. Ci, którzy byli tu dłużej podpowiadają, że miasto jest pięknie położone nad rzeką Skawą. Warto wybrać się tam na co najmniej weekend i poczuć jego atmosferę.

Tekst i foto Renata Jurowicz


Wadowice leżą po obu stronach rzeki Skawy, oddalone 50 kilometrów od Krakowa. Po raz pierwszy pojawiły się w źródłach kościelnych w 1325 r. jako „Wadowicze”. Herb miasta od 1995 r. to dwudzielna tarcza. Na prawym, błękitnym polu znajduje się połowa złotego orła Piastów śląskich (bez korony), a w czerwonym, lewym - biała baszta z blankami. Nad tarczą widać złotą królewską koronę, a pod tarczą znajdują się ukośnie skrzyżowane srebrne papieskie „klucze Piotrowe”, połączone czerwonym sznurem (symbol związku Jana Pawła II z Wadowicami).

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!