TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 13 Stycznia 2026, 14:52
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

W przededniu przewrotu

W przededniu przewrotu 

Decyzja Jonatana okazała się ze wszech miar słuszna. Obecnie, tak jak poprzednio, udając się na spotkanie z pogańskim wodzem nie wyruszył z pustymi rękami, ale zabrał ze sobą bogate dary: złoto, srebro i kosztowne szaty.

Choć tym razem śladem Jonatana znów ruszyli bezbożni, by zanieść do nowego władcy oskarżenia skierowane przeciw Jonatanowi, tak i tym razem nie znaleźli oni posłuchu. Demetriusz nie tylko nie chciał ich słuchać, ale – jak gdyby na przekór im – okazał Jonatanowi swą serdeczność i przyjaźń. Tym samym wrogowie Jonatana odeszli z niczym. Natomiast król potwierdził wcześniej przyznany Jonatanowi urząd arcykapłana oraz nadane mu tytuły. Nadto zaliczył go do grona swych przyjaciół.

Zwolnienie z podatków

Jonatan widząc, że Demetriusz uznał go za swego sojusznika postanowił wykorzystać ten moment. Zwrócił się do nowego władcy z prośbą. Chodziło o kwestię podatków. Zasugerował, by na znak przychylności uwolnił on Judę oraz trzy okręgi Samarii od podatków. Oczywiście prosząc zdawał sobie sprawę, że w takich kwestiach nic za nic. Dlatego w zamian zaproponował sumę 300 talentów. Był to dla Demetriusza łakomy kąsek. Realny dochód, na który nie trzeba było czekać. Jonatan zaś wiedział, że zwolnienie z danin szybko zwróci wydane poganinowi pieniądze. Nadto będzie stanowić znak na drodze uniezależnienia się od niego. Do tego wszystkiego uznanie zniesienia podatków dla trzech okręgów z Samarii będzie oznaczać przyporządkowanie ich Judze i poddanie Jonatanowi. Demetriusz tą decyzją nic nie tracił, a Jonatan poszerzał obszar Judei i bez walki podporządkowywał nowe tereny swej władzy. Potwierdzeniem królewskiej decyzji miał być odpis listu kierowanego przez Demetriusz do swego krewnego Lastenesa. Zawierał on uszczegółowienia podjętych decyzji, a co najważniejsze klauzurę, iż są one nieodwołalne. Ów odpis miał być wręczony Jonatanowi i przechowywany na dowód zawartego paktu na Wzgórzu Świątynnym
.
Efektem rozmów było zawarcie pokoju. Demetriusz był tak pewien swego sukcesu i trwałości owego pokoju, iż nakazał rozwiązać wszystkie oddziały wojskowe, za wyjątkiem tych złożonych z cudzoziemców. To wywołało duże niezadowolenie żołnierzy odesłanych do domów. Przecież wiernie służyli przodkom Demetriusza. Dlaczego teraz on oddala ich od siebie, a pozostawia w swym otoczeniu obcych? Czyżby nie miał do nich zaufania? Nadto zamyka przed nimi możliwość zdobywania dalszych łupów, nagród i stanowisk możliwych do osiągnięcia za wierną służbę królowi lub zdobycia łupów podczas ewentualnych wojen. Oni zaś liczyli na więcej, niż to co udało się im zdobyć do tej pory. Nade wszystko zaś czuli się dotknięci i upokorzeni. Może i pogodziliby się z królewską decyzją, gdyby również odesłano najemników. Tak jednak się nie stało. Traktowali to jako wymierzony im policzek. Tym samym odeszli z rozgoryczonym i zbuntowanym sercem.

Tron po ojcu

Być może żołnierze Demetriusza zapomnieliby o wszystkim po jakimś czasie, gdy codzienność i bycie z bliskimi skierowałyby ich myśli na inne tory. Ale zawsze znajdzie się na arenie polityki ktoś, kto rozgoryczenie innych potrafi wykorzystać dla własnych celów i zagrać nią tak, by samemu sięgnąć po władzę, wspinając się ku niej po plecach innych. Tak stało się i tym razem. Ową osobą okazał się niejaki Tryforn. Ten człowiek był zagorzałym zwolennikiem Aleksandra. Jednak wraz z jego klęską musiał zejść z głównej areny wydarzeń. A to nie było mu w smak. Nie mniej zdawał sobie sprawę z tego, że ani jego imię ani osoba nie znaczą aż tak wiele, by porwać żołnierzy do walki czy buntu. Wobec tego w swej przebiegłości przygotował inny plan. Wiedział, że wprawdzie zginął Aleksander Balas, ale ocalał jego syn noszący imię Antioch. Wiedział też, że wychowywał go Arab imieniem Imalkue. Postanowił udać się do tego człowieka i nakreślić przed nim śmiałą wizję. Chłopcu należy się tron po ojcu. Niech zatem odda go w ręce Tryfona, a on pokieruje dalej sprawą.
Uważał, że w ten sposób nie ukaże się jako wichrzyciel, ale człowiek walczący o słuszną sprawę, tron należący się potomkowi wypędzonego króla. Nadto samo imię regenta niosło za sobą wspomnienie dawnej wielkości Damaszku i syryjskiej potęgi. Czy mogą być doskonalsze powody dla wezwania do walki żołnierzy niezadowolonych z panowania Demetriusza? Nikt nie będzie im zarzucał, że w rzeczywistości chodzi o zyski czy ambicje lub władzę. Staną jako obrońcy potomka Aleksandra Balasa, skrzywdzonego księcia. By przekonać Imalkue o realności odniesienia sukcesu tego planu opowiedział mu również o treści rozkazów Demetrusza i niezadowoleniu wśród żołnierzy. Tym samym pokazał, że sytuacja przypomina wyschnięte ściernisko. By wywołać pożar wystarczy tylko umiejętnie wykrzesać iskrę. I w przekonywaniu był cierpliwy. Nie spieszył się. Pozostał wiele dni, by prowadząc rozmowy uzyskać zgodę.

Dzielni żołnierze

W tym samym czasie Jonatan przedstawił Demetriuszowi sprawę wycofania pogańskich załóg pozostawionych w zamku w Jerozolimie oraz w twierdzach na terenach mu podległych. Uznał, że decyzja Demetriusza związana z rozpuszczeniem do domów własnych żołnierzy temu sprzyja. Nadto zaznaczył, że załogi tych twierdz walczą przeciw Izraelowi. Tym samym naruszają panujący pokój i godzą w przyjaźń pomiędzy obydwoma władcami. Prośba Jonatana spotkała się z przychylnością. Ta prawdopodobnie została wzmocniona czarnymi chmurami nadchodzącego buntu wobec Demetriusza. Świadczyła o tym prośba dołączona do owej zgody, by Jonatan wysłał Demetriuszowi do pomocy swych żołnierzy. Prośbę tę król uzasadniał tym, że część wojska odstąpiła od niego. To świadczyło o tym, że walka przeciw Demetriuszowi już się zaczynała.

Jonatan odpowiedział na tę prośbę pozytywnie. Autor Pierwszej Księgi Machabejskiej wspomina, iż wysłał trzy tysiące najdzielniejszych żołnierzy. Ci zostali w Antiochii powitani przez Demetriusza z radością. Stanęli też natychmiast w jego obronie w chwili, gdy mieszkańcy Antiochii zgromadzili się tłumnie na środku miasta z zamiarem zamordowania władcy. I choć dla ukazania dramatu autor biblijny wyolbrzymia ich liczbę do 120 tysięcy to sytuacja musiał być bardzo poważna i niebezpieczna. 

ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!