TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 27 Czerwca 2019, 07:29
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

U Franciszkanów w nowej odsłonie

W nowej odsłonie

Najstarsza kaliska świątynia w centrum miasta przeszła gruntowny remont, a efekt prac jest zadziwiający. Wydaje się, że wchodzi się do zupełnie nowej świątyni. Prace remontowe odsłoniły skarby skrywane dotychczas pod patyną czasu, z których największym i to nie tylko rozmiarowo okazał się św. Krzysztof.

Budowę kościoła pw. św. Stanisława, biskupa i męczennika rozpoczęto w 1257 roku. Inicjatorką budowy była, żona Bolesława Pobożnego, Jolenta Helena, córka króla węgierskiego Beli IV i siostra św. Kingi. Fundacja tej najstarszej świątyni zakonnej w Kaliszu zbiegła się z nową lokacją miasta na prawie średzkim, a opiekę nad nową świątynią powierzono franciszkanom. Konsekracja świątyni odbyła się prawdopodobnie w roku 1283. Także w 1283 roku w murach nowo wybudowanej świątyni, oczywiście w obecności przyszłego króla polski Przemysła II, zasłużony dla Polski Jakub Świnka przyjął święcenia kapłańskie i sakrę biskupią. I z tego okresu właśnie pochodzi najstarsza część kościoła, za którą uznawana jest kaplica Męki Pańskiej, zwaną też kaplicą książęcą.

Remonty i przebudowy
Ponad 50 lat później król Kazimierz Wielki dokonał pierwszych poważnych zmian w bryle świątyni, w wyniku czego kościół zyskał halowy charakter. Niestety dwa ogromne pożary w roku 1537 i 1559 zniszczyły piastowską fundację. Dopiero po 40 latach przeprowadzono generalny remont i przebudowę świątyni. Ponowna konsekracja kościoła odbyła się w 1632 roku. Otrzymał on wówczas nowe kolebkowe sklepienie z lunetami, ozdobione dekoracją stiukową w charakterystycznym dla późnego renesansu typie kalisko-lubelskim. Podczas tej odbudowy franciszkański kościół uzyskał obecny kształt architektoniczny. Jednakże na przestrzeni lat modyfikowano wygląd świątyni kolejnymi remontami. Znaczną korektę w wyglądzie kościół uzyskał w drugiej połowie XVII wieku. W ostatnim czasie franciszkanie znów podjęli prace remontowe i to na wielką skalę.

Nowe oblicze starego
W grudniu ubiegłego roku wszyscy ci, którzy udali się na Pasterkę do ojców franciszkanów mogli po raz pierwszy zobaczyć odnowioną świątynię. Zakres wykonanych prac jest zdumiewający. Wchodzi się jakby do zupełnie innej świątyni. Wnętrze kościoła, jak i znajdujące się tam zabytki sztuki sakralnej, zyskały nowy wygląd, a właściwie odzyskały swój niezwykły historyczny i artystyczny wyraz. Oczywiście jak mówi gwardian Waldemar Ułanowicz to jeszcze nie koniec prac konserwatorskich. - Prace w kościele zostały rozpoczęte w 2017 roku około kwietnia i wtedy skupiono się na obiektach drewnianych. Natomiast elementy budowlane zostały rozpoczęte dopiero w listopadzie 2017 roku – mówi Ojciec Gwardian dodając, że jeszcze nie wszystko udało się zrobić. - Przed nami jest kolejny etap prac remontowych, ponieważ wszystkie projekty, które były tu realizowane, nie obejmują ołtarzy bocznych. Na te prace konserwatorskie trzeba jeszcze poczekać i znaleźć pieniądze. A przede wszystkim „przepisać” je, ponieważ w większości ołtarze boczne są murowane, a w decyzji wpisu do rejestru zabytków widnieją jako drewniane. Dlatego żeby rozpocząć szukanie dotacji i składania wniosków trzeba wpierw zmienić wpis w decyzji konserwatorskiej - podsumowuje o. Waldemar. Przed rozpoczęciem prac remontowych w świątyni do kościoła weszli konserwatorzy, by dokonać tzw. odkrywek. - Jest regułą, że kiedy zaczynają się prace renowacyjne w kościele zabytkowym najpierw trzeba zbadać wszystkie ściany, sklepienia pod kątem ewentualnych polichromii, które mogą się kryć pod warstwami tynku czy farb – mówi Ewa Szydłowska, konserwator. - I tak na początek odkryłyśmy okna, które są praktycznie odbiciem okien znajdujących się na przeciwległej ścianie. Trudno określić ich wiek bez identyfikacji kolorystycznej, ale przypuszczalnie są one z XIX wieku. Szperając dalej nikt nie przypuszczał, że dokonamy odkrycia na tak wielką skalę i to właściwie przypadkowo - dodaje pani Ewa. - W którymś momencie zrobiłam odkrywkę, znalazłam brązową partię po prawej stronie i myślałam, że jest to jakiś pejzaż, a okazało się znalazłam włosy. Zaczęłam szukać dalej i dalej. Koleżanka natomiast znalazła fragment pomarańczowego nimbu, a druga koleżanka odkryła rączkę Pana Jezusa. I tak się zaczęło. Krok po kroku ukazywała się ogromna postać. Postać Świętego o niebywale ogromnych kształtach. Jej wysokość to 15 i pół metra – mówi Konserwator. - Kiedy stały rusztowania mogłam wejść i stanąć twarzą w twarz, to był niesamowity widok - mówi z zachwytem pani Ewa dodając, że generalnie polichromia sięga prawie do poziomu podłogi.
Cała ściana ma ponad sześć metrów szerokości, a fresk ma cztery i pół metra szerokości. Święty ma piękne klasyczne rysy i wygląda na to, że malował go ktoś, kto zajmował się miniaturami. Bardzo precyzyjnie, z bardzo sprawną ręką i bardzo dobrym światłocieniem. Zaawansowane prace na wysokościach ukazały część postaci, najpierw dłonie, potem twarz. Kiedy odkryto większą część malowidła gwardian Waldemar Ułanowicz orzekł, że jest to wizerunek św. Józefa, ponieważ franciszkanie uważali Opiekuna Świętej Rodziny za swego patrona. Znawcy, wśród których był także dr Jerzy Domasłowski z Instytutu Historii Sztuki, uważają jednak, że jest to św. Krzysztof z Dzieciątkiem trzymanym na rękach. Malowidło pochodzi prawdopodobnie z przełomu XIII i XIV wieku, więc ojciec gwardian przypuszcza, że zakonnicy raczej nie zlecili jego wykonania. Trzeba jednak pamiętać, że podobne wizerunki św. Krzysztofa spotykane są we Włoszech, a jednym z pierwszych franciszkanów, przybyłym do Kalisza wraz z błogosławioną Jolentą i jej mężem Bolesławem Pobożnym, był Jan z Bolonii i być może to kapelan księżnej miał w te sposób wyrazić swoje upodobanie do włoskiego sposobu przedstawiania męczennika. Ojciec gwardian śmieje się, że prawdy o tym dlaczego właśnie to św. Krzysztof został namalowany dowie się stojąc przed Bogiem i wówczas zapyta bł. Jolentę, dlaczego św. Krzysztof znalazł się u franciszkanów w Kaliszu. Jednakże samo odkrycie i wstępne rozpoznanie daje satysfakcję, że jest to ono największe ze znanych malowideł w Polsce, a może i w Europie. Warto zważyć, że nie tylko data powstania i rozmiar są atutem malowidła, ale także jego poziom artystyczny. Zachowane zostały proporcje pomiędzy św. Krzysztofem a Dzieciątkiem.

W nowej kolorystyce
Kolejnym, pięknym dziełem cieszącym oczy wchodzących do świątyni jest ołtarz główny. Podczas prac konserwatorskich odsłonięta została barokowa kolorystka ołtarza głównego. Ta pierwsza była w kolorze błękitnym, ale ponieważ zachowała się tylko szczątkowo na potężnej powierzchni ołtarzowej, więc decyzją konserwatorską postanowiono zachować tą następną, niewiele młodszą, która w dużej mierze, bo w 70 % jest oryginalna. Została oczyszczona
i  wzmocniona oraz wypunktowana, ale w większości zachowała się oryginalna. Dzisiaj mamy zieleń i pomarańcz ceglany. Również obraz znajdujący się w jego centrum został odrestaurowany. Ołtarz główny zbudowany został w 1758 roku. W zwieńczeniu zdobi go rzeźba Maryi Immaculaty oraz figury: św. Michała Archanioła, św. Józefa z Dzieciątkiem, św. Ludwika z Tuluzy i bł. Jakuba Strepy (Strzemię). Po prawej stronie prezbiterium zostały odkryte sedilia kamienne. Zostały one oczyszczone. Pierwotnie zapewne było ich więcej, w jednej z nich zostały wybite drzwi i sedilia zostały usunięte. Na tą chwilę widać dwa i pół sedilia. Ponadto w prezbiterium zostały odsłonięte fragmenty, które są swoistymi świadkami dawnych lat. Przeprowadzone prace ukazały, że prezbiterium jest starsze niż kaplica Krzyża, ale badania jeszcze trwają, gdyż wcześniej uważano że kaplica jest starsza. Jednakże z badań archeologicznych wynika, że prezbiterium jest najstarsze ze wszystkich obiektów w Kaliszu. Przechodząc do nawy głównej nie sposób nie zauważyć pięknego sufitu. Jest to sklepienie tzw. kalisko-lubelskie, w czasie prac konserwatorskich zostały poodkrywane kolory, wyrazistości nabrały orły i inne ozdoby. - Jedynie czego nie było przed remontem sklepienia, to mówiąc potocznie szlaczka w nawie głównej. Jest to szlaczek XVIII-wieczny, który został odkryty. Przed remontem wszystko to było zamalowane, były położone farby, zostało wszystko oczyszczone, kolory jakie były w rzeczywistości zostały przywrócone, odnalezione zostały również daty z 1623 roku, z czasów kiedy zostało zrobione sklepienie kalisko-lubelskie. Widnieją także inicjały prawdopodobnie, wykonawców tego wszystkiego – zauważył ojciec Gwardian.
Ponadto ściany także zyskały nowy jasny kolor. Chodząc po świątyni nie sposób nie zauważyć odnowionych organów. Zostały one wykonane w pierwszym etapie całego projektu remontu. Wówczas odrestaurowano drewnianą balustradę chóralną i cały prospekt organowy. Odnowiono także słynną ambonę w kształcie łodzi, konfesjonały, barokowy krzyż wiszący w krużgankach i pasyjkę oraz część obrazów. W drugim etapie prac, dotyczącym również architektury drewnianej, skupiono się na ławkach, stallach, stacjach Drogi Krzyżowej i części obrazów. Trzeci projekt obejmował całe wnętrze kościoła.

Ukryte pod powierzchnią
Przy wymianie posadzki zostały przeprowadzone prace archeologiczne. I tak w kaplicy Nieustającej Adoracji zostały znalezione kopczyki. Ale kiedy zaczęto kopać, okazało się, że jest to wykopany rów obłożony cegłą. Z czasem zostanie to odsłonięte, przykryte szkłem, by można było zobaczyć. W całej kaplicy została oczyszczona cegła i wokół zostały położone płytki ceglane na posypce ceglanej. W późniejszym czasie zostanie jeszcze zostanie wykonany witraż.
Wędrując po świątyni, pani konserwator Ewa pokazała mi jeszcze jedno odkrycie. Jest to malowidło, które znaleziono w rogu przy kracie przy wejściu do kaplicy, ale nie został jeszcze oskrobany. Na odsłoniętym fragmencie widać kobietę trzymającą w ręku kościół. - Kto to jest do końca nie wiadomo. Może to być św. Jolenta. Jak wiadomo, wnuk Kazimierz Wielki, przebudował kościół. Ale to jest gdybanie bo może to być św. Jadwiga Śląska - spekuluje pani Ewa dodając, że nad kratą wychodzi kolejne malowidło. Jakby kurtyna schodząca w dół. Oczywiście to wszystko trzeba jeszcze oczyścić i zobaczyć co dalej się kryje.
Podczas prac remontowych w nawie znaleziono monetę, denar wenecki, jedna z czterech znalezionych w Polsce.

Zdjęcie:  Odkryty wizerunek św. Krzysztofa to prawdopodobnie największe średniowieczne malowidło w Polsce, a może nawet w Europie. W pierwszym etapie całego projektu remontu odrestaurowano drewnianą balustradę chóralną i cały prospekt organowy oraz odnowiono słynną ambonę w kształcie łodzi

Tekst Arleta Wencwel
Zdjęcia: Monika Rubas

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!