TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 18 Sierpnia 2019, 12:58
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

W Dolinie Śmierci

W Dolinie Śmierci

Odwiedzając Dolinę Śmierci znajdziemy się w najgorętszym i najniżej położonym miejscu na półkuli zachodniej z ruchomymi wydmami i kolorowymi kanionami. Za to w Parku Narodowym Joshua Tree zobaczymy wspaniałe kwitnące „ogrody” kaktusów.

Postanowiłem jeszcze raz wrócić do mojej ostatniej amerykańskiej wyprawy, ale tym razem nie będziemy przyglądać się wytworom ludzkiej wyobraźni i pracy rąk. Niektórzy z Czytelników zapewne pamiętają serię esejów, w których przed kilku laty przedstawiałem odwiedzane przeze mnie parki narodowe podkreślając wielokrotnie, że wolę naturę niż architekturę. Ta preferencja się nie zmieniła i w tym roku udało mi się odwiedzić kolejne dwa parki i właśnie o nich chciałbym dzisiaj napisać.

Dolina Śmierci
Pamiętam taką piosenkę Starego Dobrego Małżeństwa do tekstu Edwarda Stachury „Dolina w długich cieniach” i kiedy zbliżaliśmy się do najgorętszego miejsca w Stanach Zjednoczonych to właśnie te słowa nuciłem pod nosem.

Kiedy przybyłem do tej doliny,
Dzień miał się ku zachodowi.
I można było słońca blask łagodny
Nareszcie znosić bez mrużenia powiek.
I można było słońca blask łagodny.
Nareszcie znosić bez mrużenia powiek.

Niestety, kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że o łagodnym blasku słońca nie ma absolutnie mowy i wtedy uzmysłowiłem sobie ponownie, dlaczego, pomimo w sumie już dobrych kilkunastu pobytów na zachodzie USA, nigdy wcześniej nie zdecydowałem się na wizytę w tym miejscu. Ja po prostu okropnie nienawidzę gorąca! Jeśli ktoś pragnie przedstawić mi piekło, jako niegasnące płomienie to ze mną wyważa otwarte drzwi i zdecydowanie nie jest to miejsce, w którym chciałbym się znaleźć. Już pierwsze wyjście z klimatyzowanego wnętrza busa na zewnątrz, gdzie temperatura odczuwalna wynosiła 48 stopni, gdyby to zależało ode mnie, nie trwałoby dłużej niż kilka sekund. Ale z drugiej strony nie było sensu siedzieć w samochodzie, skoro już się tutaj pofatygowaliśmy. Dolina Śmierci, jak można wyczytać w różnych przewodnikach, słynie z bardzo ciekawie ukształtowanych formacji skalnych, są tu ruchome wydmy, kolorowe kaniony, fantastyczne w swoich kształtach skały liczące nawet dwa miliardy lat. Jest też białe jak śnieg, zasolone dno wyschniętego jeziora znajdującego się 86 m (282 stóp) poniżej poziomu morza - jest to najniżej położone miejsce na półkuli zachodniej. Czyli nie tylko najgoręcej, ale i najniżej – trudno się dziwić piekielnym analogiom przychodzącym do głowy. Ale przyznam się szczerze, że nawet zaczynam to swoiste piękno dostrzegać i może nawet byłoby ciekawie pokontemplować, posłuchać kogoś mądrego, jak pokazuje i objaśnia, że choć wszystko zaczęło się od prekambru, to jednak obecny wizerunek Doliny Śmierci kształtował się w okresie oligocenu i miocenu, jak później nastąpił niesłychany rozwój ssaków na urodzajnej ziemi w strefie wilgotnego, podzwrotnikowego klimatu, którego pozostałości można dostrzec w skamieniałościach mastodontów i wielbłądów, jak w epoce lodowcowej kotliny wypełniały się jeziorami, które zaledwie 20 tysięcy lat temu zaczęły wysychać, choć na początku naszej ery jeszcze było tu słonawe jezioro głębokie na jakieś siedem metrów. Fascynujące, prawda? Można by sobie to wszystko wyobrazić, gdyby nie to potworne gorąco, które nakazuje natychmiastową ewakuację. No więc zabieramy się stąd, odnotowując w pamięci, że Dolina Śmierci jest częścią śródgórskiego obniżenia pomiędzy pasmami Amargosa i Panamint Range, o długości około 190 km, gdzie temperatura sięgnęła kilka lat temu 57,6 stopnia Celsjusza! Czy twórca klimatyzacji dostał Nobla? Bo powinien!
A na zakończenie naszej wizyty w Dolinie Śmierci ciekawostka dla miłośników zespołu Pink Floyd. Otóż najbardziej znanym miejscem tego Parku jest punkt widokowy Zabriskie Point. Nazwę taką nadano na cześć Christiana Brevoorta Zabriskiego, prezesa firmy Pacific Coast Borax (firma ta wydobywała boraks w Dolinie Śmierci) na początku XX wieku. Jak się okazuje człowiek ten był potomkiem polskiego szlachcica, luteranina Albrychta Zaborowskiego, urodzonego w Węgorzewie w 1638 roku. Miejsce to zostało pokazane w filmie Michealangelo Antonioniego, do którego ścieżkę dźwiękowa skomponowali m.in. muzycy zespołu Pink Floyd.

Park Narodowy Joshua Tree
I tak oto od Starego Dobrego Małżeństwa i Edwarda Stachury przeszliśmy do Pink Floyd i generalnie muszę potwierdzić, że w parku drzewek Jozuego muzyka zmienia się diametralnie i zdecydowanie na korzyść. Choć nie przychodzi mi do głowy jakaś ścieżka dźwiękowa dla tego miejsca, to tak jak z Doliny Śmierci pragnąłem uciec jak najprędzej i bez żalu, tak tutaj jest mi wręcz przykro, że nie mamy zbyt wiele czasu na eksplorację krajobrazu, który jest po prostu uroczy. Oprócz wspomnianych drzewek Jozuego mamy tu również malownicze formacje granitowe, oazy palmowe i kwitnące „ogrody” kaktusów. Poza tym można tu wyraźnie dostrzec granicę pomiędzy dwoma typami pustyni i dwoma odrębnymi ekosystemami: pustynia Navaho („wysoka pustynia”) i pustyni Kolorado („niska pustynia”). Niższe partie Parku porastają krzewy kreozotowe i kaktusy spotykane również na pograniczu Kalifornii i Meksyku. Natomiast położona wyżej pustynia Mohave, gdzie jest chłodniej, cechuje się wielkimi jukami zwanymi właśnie drzewami Jozuego. Proszę mi wierzyć, te drzewka po prostu trzeba zobaczyć. Wyglądają jak z filmów animowanych. A skąd w ogóle taka nazwa? Wymyślił ją pewien mormoński osadnik, który w charakterystycznych odgałęzieniach rośliny widział wzniesione ku niebu ramiona modlącego się proroka Jozuego. I coś w tym jest!

Teks i zdjęcia Andrzej Antoni Klimek

Dolina Śmierci słynie z ciekawie ukształtowanych formacji skalnych. Fantastyczne w swoich kształtach skały liczą dwa miliardy lat. Park Narody z Drzewami Jozuego, które przypominają ramiona modlącego się proroka. Znajdziemy tam również formacje granitowe i kwitnące „ogrody” kaktusów

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!