TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 13 Lipca 2020, 19:17
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

V Niedziela Wielkanocna, 3 maja - Owoc obfity

V Niedziela Wielkanocna, 3 maja
Dz 9, 26-31; Ps 22; 1 J 3, 18-24; J 15, 1-8;
Poniedziałek, 4 maja
Dz 14, 5-18; Ps 115; J 14, 21-26
Wtorek, 5 maja
Dz 14, 19-28; Ps 145; J 14, 27-31a;
Środa, 6 maja
1 Kor 15, 1-8; Ps 19; J 14, 6-14;
Czwartek, 7 maja
Dz 15, 7-21; Ps 96; J 15, 9-11;
Piątek, 8 maja
Dz 20, 17-18a. 28-32. 36; Ps 100; J 10, 11-16;
Sobota, 9 maja
Dz 16, 1-10; Ps 100; J 15, 18-21;

Z Dziejów Apostolskich
Kiedy Szaweł przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do apostołów, i opowiedział im, jak w drodze Szaweł ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak dowiedzieli się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu. A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego.

Z Pierwszego listu Świętego Jana Apostoła
Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. Bo jeśli nasze serce oskarża nas, to przecież Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. Przykazanie Jego zaś jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jezusa Chrystusa, Jego Syna, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.

Z Ewangelii według Świętego Jana
Owoc obfity
Jezus powiedział do swoich uczniów: «Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.
Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poprosicie, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami».

To, co się Jemu podoba
iecodziennie słyszy się słowa wypowiedziane z taką pewnością, jak te, które usłyszeli Apostołowie w czasie ostatniego wspólnego posiłku tuż przed Paschą: „(…) beze Mnie nic nie możecie uczynić”. Wyobrażam sobie swego rodzaju zamieszanie w gronie rosłych mężczyzn przyzwyczajonych w większości do ciężkiej pracy i wysiłku fizycznego, gdy Jezus wprost stwierdził fakt ich bezradności. Na pewno byli przyzwyczajeni do zaskakujących wypowiedzi i czynów Jezusa, ale czy tym razem nie przesadził?
Tymczasem Chrystus powiedział te słowa bardzo poważnie… i do dziś to zdanie nie straciło nic z owej „wielkiej siły przekonania”. Co prawda nam się czasami wydaje, że możemy zaskoczyć Pana Boga swoją pozytywną inicjatywą i pobudzić Go do wdzięczności za „dobre” życie (bo przecież niebawem matura, sesja egzaminacyjna, zmiana pracy, odpowiednia przyszłość, spokojna starość czy inne plany, które Bóg MUSI pobłogosławić), ale chyba nieczęsto zdarza się szepnąć Jezusowi z pełnym zaufaniem: „Co Ty o tym myślisz? Jakie są Twoje pragnienia? Jak mogę Cię bardziej kochać?”
A przecież Bóg dał każdemu z nas konkretne przykazanie (czyli polecenie, a nawet rozkaz), „abyśmy wierzyli w imię Jezusa Chrystusa, Jego Syna, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał” (1 J 3, 23). Co więcej - sam pokazał, jak ma wyglądać ta miłość - najpierw klękając przed każdym z uczniów, by umyć im nogi, potem umierając na krzyżu zamiast każdego z nas, i wreszcie stając przed nami podczas każdej Eucharystii z niezmiennym zapewnieniem „Pokój wam”.
W każdym z tych dowodów miłości Chrystus był i jest autentyczny tak bardzo, że niektórzy do dziś nie mogą w nie uwierzyć i pozostają w lęku o siebie odrzucając prawdę Ewangelii w imię „obrony ludzkiej wolności”. Jednak ci, którzy doświadczyli takiego umiłowania, idą za głosem i słowem Jezusa jak owce za troskliwym - ale zdecydowanym - pokrzykiwaniem pasterza. Co więcej - ta droga wcale się im nie nuży, a rozmaite trudności i nierówności szlaku traktują jako okazję do wzmocnienia swojej miłości i możliwość uchwycenia się Boga, którego uważają za Pana swojego życia nie tyle w deklaracjach, ale przez realne wybory i konkretne codzienne decyzje.
Bogu dzięki, że Jego słowa są tak poważne i aktualne - dzięki nim możemy bez skrępowania zostawiać emocjonalne i przeżyciowe traktowanie Ewangelii, a wejść w „czyn i prawdę” (1 J 3, 18). Tylko dlatego Barnaba przygarnął Szawła i zaprowadził go do apostołów nie kierując się swoimi emocjami czy niedowierzaniem innych uczniów, ale polegając na przykazaniu (= rozkazie) miłości. Dalsza relacja Dziejów Apostolskich pokazuje dobitnie, że to posłuszeństwo zaowocowało zdobyciem dla Chrystusa tysięcy ludzi, do których dotarł późniejszy „Apostoł narodów”.
Dobrze więc byłoby posłuchać z pokorą i uwierzyć, że bez Niego naprawdę NIC nie możemy uczynić. Słusznym będzie też z odwagą prosić, abyśmy nawet nie próbowali robić czegokolwiek na własną rękę (szczególnie na drodze wiary). A przede wszystkim warto dziś modlić się z całym zaangażowaniem umysłu, woli i serca, byśmy czynili to, „co się Jemu podoba” - zawsze i wszędzie.

ks. Grzegorz Mączka

 

Pokój

Pokój jest pierwszym darem, który zmartwychwstały Jezus przynosi swoim przerażonym i zamkniętym przed całym światem uczniom (J 20, 19; Łk 24, 36).

Jego odejście ujawniło ich słabość i napełniło ich smutkiem. Strach kazał im uciec i zamknąć się w niedostępnym miejscu. To właśnie w tym momencie największego kryzysu i załamania nieoczekiwanie przychodzi do nich Jezus i staje pośród nich z przesłaniem pokoju. Ten, który wyszedł z grobu jako zwycięski Kyrios - Pan, jest w stanie przekraczać wszelkie przeszkody i zamknięte drzwi i stawać się obecnym pośród swoich uczniów.
Wypowiadając słowa „pokój wam” Jezus nie tylko życzy, ale przekazuje uczniom pokój - ten, który jest w Nim. Być może w tym momencie przypomnieli sobie, jak wcześniej, przed męką, mówił do nich: „Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka!” (J 14, 27). Jezusowy pokój jest różny od tego, który daje świat - Jego pokój ma cenę krwi przelanej na krzyżu, Jego ofiary, Jego walki przeciwko mocom zła i grzechu. Ten pokój nie jest obietnicą spokojnego i bezproblemowego życia, czyli wyeliminowania krzyża i tego, co z nim związane w życiu każdego ucznia i całego świata, ale to pewność Jezusowego zwycięstwa: „Ufajcie - Ja zwyciężyłem świat” (J 16, 33). Cierpienie i śmierć nie unicestwiły Go. On zwyciężył nienawiść i zło siłą swojej miłości, dlatego jest w stanie obdarowywać pokojem, będącym owocem miłości. Ten pokój to możliwość uczestnictwa w Jezusowym zwycięstwie - możliwość nowego życia, przemienionego, uzdrowionego ze starych ran, pojednanego z Ojcem.
Pokój ofiarowany przez Zmartwychwstałego to także przezwyciężenie strachu: Ten, który rozerwał więzy śmierci, teraz rozrywa w sercach uczniów więzy strachu - strachu przed Bogiem, strachu przed śmiercią, strachu przed własną słabością i grzechem, strachu przed światem, strachu przed misją. Słowami „pokój wam” Jezus otwiera rygle strachu, które więziły uczniów w zamknięciu Wieczernika, w poczuciu winy i życiowej porażki. Zmartwychwstały Jezus ofiarowujący uczniom pokój pokazuje jednocześnie swoje przebite ręce i bok, aby przekonać ich, iż zmartwychwstanie nie eliminuje krzyża ani o nim nie zapomina, ale całkowicie go przemienia. Dlatego Jezusowe rany to znaki życia, a nie śmierci, mocy, a nie słabości, znaki zwycięstwa. Jego zranione ręce i bok zapraszają uczniów do bezgranicznej ufności. Te ręce, które wydawały się tak słabe, bezradnie przybite do krzyża, kryją w sobie moc pokonującą śmierć, ponieważ Bóg Ojciec wszystko w nie złożył (por. J 3, 35). Także życie uczniów jest w tych rękach i nikt nie jest w stanie z nich go wyrwać (por. J 10, 18).

ks. Piotr Bałoniak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!