TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 02:03
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Trzy życzenia do złotej rybki

Trzy życzenia do złotej rybki

Kiedyś byłem aż tak naiwny i ufny w swoje siły, że w pierwszym wstępniaku w nowym roku wszem i wobec ogłaszałem swoje postanowienia. Może nawet byłem przekonany, że na koniec roku z radością odtrąbię sukces. Na szczęście spektakularna porażka jednego z takich publicznych zobowiązań trwale wyleczyła mnie z tej głupoty. Nie chcę przez to powiedzieć, że ludzie nie powinni podejmować postanowień i dzielić się nimi z innymi z nadzieją, że to ich bardziej zdopinguje do ich dotrzymania. Daleki jestem od tego i uważam, że trzeba sobie stawiać jakieś cele. Natomiast niekoniecznie trzeba ciągle próbować coś udowodnić innym. W każdym razie na początku roku 2022 nie będę niczego nikomu obiecywał ani komukolwiek czegokolwiek udowadniał, natomiast chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami, a może pragnieniami.
Ponieważ w ubiegłym roku odkryłem dla siebie arcybiskupa Fultona Sheena i wielką spuściznę jaką po sobie pozostawił, pomyślałem, że warto rozpocząć jego słowami: „Każdy nowy rok jest tak naprawdę laboratorium, w którym testujemy wieczność, rodzajem nowicjatu, w którym mówimy „tak“ lub „nie“ naszemu wiecznemu przeznaczeniu, jest sezonem obfitości, z której później zbierzemy albo pszenicę, albo chwasty. Piękny przykład świadomości tego, jak czas związany jest z wiecznością, został ukazany, gdy udzielałem Pierwszej Komunii Świętej pewnej małej księżniczce. Po ceremonii, gdy przyjaciele złożyli jej powinszowania, powiedziała ona do swojej matki: „Jestem gotowa“. Jej matka spytała: „Gotowa na co?“ Księżniczka odrzekła: „Gotowa na niebo. Tego ranka otrzymałam Bożą Miłość, dlaczego zatem miałabym dłużej żyć? Wszak życie nie jest niczym innym, jak tylko oczekiwaniem na Doskonałą Miłość“.
Z tym właśnie związane jest moje pierwsze pragnienie, żebyśmy mieli w sobie coś z tej księżniczki w tamtym konkretnym momencie jej życia. Innymi słowy, żebyśmy już nie musieli ciągle zamartwiać się wirusem i tym co trzeba zrobić, aby odpowiedzialnie kochać siebie i innych (czyli szczepić się, nosić maseczki, zachowywać dystans), ale byśmy spoglądali z większą tęsknotą ku wieczności, byśmy pragnęli otrzymywać Bożą Miłość, wrócili do sakramentów, czyli żywej obecności Boga pośród nas (i niech o. Adam Szustak nie ucieka się do wulgaryzmów z rozpaczy spowodowanej przez moje pragnienia) i do ufności w Boże plany i Opatrzność.
Dalej, jakkolwiek sam doceniam humor, ironię i ciętą ripostę to jednak życzyłbym sobie, abyśmy w tym Nowym Roku przestali się nawzajem „miażdżyć” i „zaorywać” w ramach naszych okopanych pozycji na różnych ideowych frontach, bo niestety, niby ciągle się „zaorywujemy”, ale na tej zaoranej glebie jeszcze nic nie urosło poza ciągłym polaryzowaniem się pozycji i eskalowaniem uczuć do bardzo niebezpiecznych poziomów. Innymi słowy byłoby super, gdybyśmy przestali skakać sobie do gardeł z każdej podrzucanej nam celowo przyczyny: czy to polityka, czy to szczepienia, czy Kościół posoborowy versus tradycyjny, czy służba naszych żołnierzy na granicy z Białorusią – jakiś powód zawsze się znajdzie.
Chciałbym też, ale to chyba marzenie ściętej głowy, żeby nastąpiło jakieś opamiętanie w tej zbiorowej histerii, która nosi twarz niejakiej Grety Thunberg, a niekiedy i nasz papież Franciszek pozwoli się na tym tle sfotografować, a która zwiastuje rychły koniec świata, jaki znamy, jeśli natychmiast nie zadbamy o klimat. Ja się w pełni zgadzam z tym, żeby dbać o przyrodę, ale znacznie gorzej jest z klimatem, który ze swej natury jest zmienny i to zwykle bez naszej ingerencji. Dodam, że w ten rychły koniec świata nie wierzę, bo bankowcy (oni zawsze wszystko wiedzą ponoć wcześniej) przestaliby udzielać kredytów na 40 lat, deweloperzy nie budowaliby hiper drogich apartamentowców i hoteli na wybrzeżach, które za chwilę zaleją wody roztopionych lodowców, a metr kwadratowy mieszkania w najbardziej zanieczyszczonych metropoliach nie kosztowałby z roku na rok więcej, a wręcz przeciwnie. Więc ja w to nie wierzę, ale widzę moje rachunki za prąd i gaz, które wzrastają również z powodu działań podejmowanych z powodu tej zbiorowej histerii i obawiam się, że znowu za te wygłupy Europy, która chce być prymusem, zapłacą, ba! już płacą, najbiedniejsi. Więc tak sobie marzę, że może ktoś wreszcie krzyknie, że król jest nagi w tej materii, podobnie zresztą jak w zapętleniu genderowo niebinarnym, cokolwiek to znaczy.
To może niech wystarczą te trzy życzenia. I choć w złote rybki nie wierzę, to jednak pozostaję przy chrześcijańskiej nadziei.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!