TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Sierpnia 2019, 02:48
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Troska o cześć Boga

Troska o cześć Boga

Śmierć człowieka podczas procesji z Arką Przymierza ku Jerozolimie stanowiła dla Izraelitów wydarzenie trudne i niezrozumiałe. Jak od oceny każdego wydarzenia, czy to wojny, czy podejmowanej pracy, czy też każdej ludzkiej decyzji stosowali jedno kryterium – wiarę w Boga. Dlatego zawsze w Nim widzieli źródło wszelkich zdarzeń.

Choć całe to wydarzenie opóźniło przybycie Arki do Jerozolimy i położyło cień smutku na radosną procesję zapisali je w swej pamięci, a następnie na kartach Biblii, by podkreślić szczególną świętość Arki. Jest ona znakiem obecności Boga. Dlatego poza kapłanami zwykłym ludziom nie wolno jej dotykać. Może też wydarzenie to stanowiło przestrogę. Człowiek musi być przygotowany na spotkanie Boga, dojrzeć do niego, zachować szczególny szacunek wobec tego, co święte, w przeciwnym razie spotkanie to zamiast błogosławieństwa przyniesie mu śmierć.

Entuzjazm Dawida

Ów smutek i obawy związane z Arką Przymierza szybko zastąpiła radość, gdy dowiedziano się o błogosławieństwie jakie spotkało ludzi, w których domu pozostawiono Arkę. Teraz wszyscy pragnęli, by sprowadzono ją do Jerozolimy. Spodziewano się bowiem, iż wtedy łaska Boga ogarnie tak miasto, jak i cały kraj. Entuzjazm był tak wielki, że w drodze składano liczne ofiary, a sam Dawid odziany w lniany efod tańczył ku czci Pana. Czyż bowiem mogła spotkać go większa łaska niż to wydarzenie? Czuł się jak Mojżesz, idący na czele Izraela. Był przekonany, że spełniają się wielkie obietnice Boga zarówno w jego życiu, jak i w życiu całego narodu. Nie miało dlań zasadniczego znaczenia to, że jest namaszczony na króla. Owszem było to ważne. Ale nade wszystko czuł się człowiekiem wiary, kimś kto jak Abraham spotkał Boga, odkrył Jego obecność i mógł nazywać go swoim Bogiem. Radość z tego faktu rozpierała mu serce. Wypełniająca je wiara dawała nowy smak życiu. To dzięki temu chciał tańczyć i śpiewać. To stanowiło dlań największe osiągniecie. Był blisko samego Boga. Odczuwał niezwykły puls życia, jaki płynie z obecności Wszechmogącego. Puls zdający się zapowiadać o wiele większy, nieznany rytm życia, noszący na sobie znamię wieczności. Było to coś tak fascynującego, że nawet gdyby chciał, nie był w stanie pohamować swego entuzjazmu. Musiał dać mu wyraz wobec całego ludu. Pragnął też, by wszyscy w nim uczestniczyli.

Tak wkraczającego do Jerozolimy ujrzała Dawida jego pierwsza żona Mikal. Patrzyła na nadciągającą procesję z okna swego pałacu. Oglądała rozgrywające się wydarzenia jako córka Saula. Nie uczestniczyła w radości swych rodaków. Milczała. Swe spojrzenie skierowała ku Dawidowi. Zobaczyła jego zachowanie. Tańczył przed Arką Przymierza.

Czy tak może zachowywać się król? Czy ludzie widząc to, co czyni będą go szanowali? Może prości Izraelici tak, ale dworscy urzędnicy z pewnością nie. I ona, córka Saula ma zasiadać u boku takiego człowieka, znosić uśmieszki i docinki służby? Wprawdzie jej ojciec zachowywał się jak szalony, ale czynił tak, gdy chodziło o jego władzę i autorytet. Choć może nie budził tym szacunku to przynajmniej budził strach i respekt. Tymczasem jej mąż, król Izraela zachowywał się jak szaleniec religijny. To wzbudziło w jej sercu pogardę dla Dawida. Tego nie mogła zaakceptować.

Przykre słowa Mikal

Tymczasem na zewnątrz trwały dalsze obrzędy. Umieszczono Arkę na wyznaczonym dla niej miejscu. Rozpostarto nad nią namiot. Następnie rozpoczęto składanie ofiar. Jedną z nich całkowicie spalano. Ten gest był znakiem, iż jest  w całości przeznaczona dla Boga. Jest znakiem gotowości poświęcenia dlań wszystkiego. Inne przeznaczano na ucztę. One przypominały przymierze łączące Izraelitów z Bogiem, przymierze na mocy, którego wszyscy Hebrajczycy stanowili jeden lud. Wspólna uczta podczas całej ceremonii stanowiła również znak radości dla całego narodu, z tego wszystkiego, co Bóg dlań uczynił. By ta radość trwała jak najdłużej, Dawid polecił, by wszystkim wydzielono po bochenku chleba, kawałku mięsa i placku z rodzynkami.

Domowy posiłek miał przypominać o szczególnej łasce, jakiej naród doświadczył tego dnia. Po skończonych uroczystościach każdy poszedł do swego domu, by zanieść tam błogosławieństwo Boga. Tak uczynił też Dawid. Jednak nie spotkało go radosne powitanie, ale gorzkie słowa wypowiedziane przez własną żonę. Wypowiadała swe pretensje. Próbowała też pouczyć Dawida. Miała mu za złe, że na oczach całej służby zachował się niestosownie, naraził na lekceważenie. Te słowa były niewątpliwie przykre dla Dawida. Nie spodziewał się ich ze strony osoby, którą kochał. Nie przypuszczał, że w tak radosnym dniu zostanie przez nią boleśnie zraniony. Nie mniej wiedział, że racja jest po jego stronie. Może Mikal zna dworskie zwyczaje i układy, ale brak jej wiary. Dawid natomiast w przeciwieństwie do niej nie pozostanie niewolnikiem dworskiej etykiety. Nie na niej będzie budował swój autorytet, ale na Bogu Izraela. To, co uczynił, uczynił dla Niego. Jemu przecież zawdzięcza wszystko, co osiągnął. I dlatego nie zawaha się uczynić tego, co będzie na Jego chwałę. Przed Wszechmogącym jest gotów upokorzyć się zawsze, nawet jeszcze bardziej niż w dniu sprowadzenia Arki, o ile zajdzie taka potrzeba. I może to nie znaleźć uznana w oczach królowej, czy też całego dworu. Nie na ich opinii zależy Dawidowi. Co więcej, jest pewien, że takie zachowanie zjedna mu przychylność całego ludu, łącznie ze służbą pracującą w pałacu, której to opinii tak bardzo obawiała się Mikal. To nie na ludzkiej ocenie Dawid będzie budował swą władzę i autorytet. Gdyby tak postępował, to byłby jedynie giermkiem na dworze Saula. Tymczasem to z ręki Boga, a nie ludzi otrzymał tron Saula i władzę nad Izraelem. Dzięki bowiem woli Boga Dawid panuje nad narodem w miejsce Saula i jego rodu. Te słowa zamknęły rozmowę pomiędzy małżonkami. Oddaliły też ich od siebie, tak, iż Mikal pozostała bezdzietna do swej śmierci. Wraz z nią zamknął swe istnienie ród Saula. Przedkładała bowiem sprawy ludzkie nad Boże. Tak zapewne czyniłby syn przez nią zrodzony i wychowany. Taki zaś nie byłby godnym następcą Dawida – człowieka wiary. Nie byłby bowiem w stanie kontynuować rozpoczętego przez niego dzieła. 

Tekst i zdjęcie ks. Krzysztof P. Kowalik
Zdjęcie: Hipotetyczny model Arki

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!