TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 11 Kwietnia 2021, 09:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Szczeliny nadziei

Szczeliny nadziei

Po raz kolejny siadam do pisania edytorialu na dziesięć dni przed jego dotarciem do Czytelników i grubo ponad dwa tygodnie przed Świętami Wielkanocy, ale już wiem, że został ogłoszony kolejny lockdown (naprawdę nie da się znaleźć polskich odpowiedników dla tych wszystkich imperialnych wyrażeń?).

Pierwsza fala koronawirusa „zmiotła” nam Wielkanoc w roku ubiegłym, druga nie pozwoliła świętować Bożego Narodzenia, tak jak lubimy, w poszerzonym gronie rodzinnym, a trzecia fala, zdaniem niektórych ekspertów to już nie zwykła fala, a wręcz tsunami, właśnie się „szykuje” na kolejne Święta Zmartwychwstania. Gdyby człowiek chciał być trochę ironiczny to mógłby dojść do wniosku, że to nowa forma Adwentu i Wielkiego Postu, tylko na odwrót: okresy mocne w liturgii przed najważniejszymi świętami przygotowywały nas do jak najlepszego ich przeżycia, a teraz fale pandemii próbują nam to uniemożliwić. Miejmy nadzieję, że to nie o to chodzi, kiedy się mówi o „nowej postpandemicznej rzeczywistości”.
Kiedy będziecie czytać te słowa, będzie już jasne, jak owo „tsunami” zostało przełożone na rozporządzenia dotyczące udziału w liturgii (czy kościoły zostaną zrównane ze sklepami – nie da się żyć bez produktów koniecznych do codziennego funkcjonowania, czy z... saunami i basenami – luksusem, który można bez żalu i skrupułów odłożyć na normalne czasy), ale obecnie trwają pierwsze „harce”. Pan minister zdrowia sugeruje, że raczej nie zamkną kościołów: „Biorąc pod uwagę, że zbliża się okres Wielkiej Nocy, trudno rozważać, żeby w naszej tradycji kulturowej te święta odbyły się bez wizyty w kościele” - powiedział i przypomniał jednocześnie, że cały czas obowiązuje limit wiernych – 1 osoba na 15 metrów kwadratowych. Jego wypowiedź natychmiast skomentowała dziennikarka „Newsweeka” o koreańsko brzmiącym nazwisku: „To, co usłyszałam z ust ministra, to nabożny lęk przed Kościołem. Jeśli on mówi coś takiego, to oznacza, że już skapitulował przed hierarchami, którzy otworzą szeroko świątynie i nie będą przestrzegać limitów. A takie przypadki były w ostatnich tygodniach”. Zadałem sobie trud, aby sprawdzić, jak mocno oburzała się ta dziennikarka, kiedy zgromadzenia tzw. Strajku Kobiet (swoją drogą te panie też powinny jednak się nieco skorygować i nazwać się Strajkiem niektórych Kobiet, a może Strajkiem zwyczajnych Kobiet, bo znam liczne panie, które się odżegnują od wykrzykiwanych tam postulatów) łamały wszelkie możliwe ograniczenia, a ta „dziadowska policja” nie reagowała, skapitulowała, podobnie jak jej mocodawcy, czyli rząd. Cóż, nie znalazłem... Konsekwencja już tu nie mieszka...
Powróćmy jednak do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Tak się składa, że prowadzi do nich Męka, Krzyż i Śmierć. Niesłychanie trudne doświadczenia, które mimo wszystko pandemia pomaga nam głębiej zrozumieć. Jak powiedział przed rokiem w analogicznej sytuacji papież Franciszek w jednym z wywiadów, „często zapominamy, że w życiu są ciemne strefy, mroczne momenty. Myślimy, że mogą przydarzyć się tylko komuś innemu. Tymczasem to jest mroczny moment dla wszystkich; nikt nie jest z tego wykluczony. Jest to czas naznaczony przez ból i mrok, które weszły do domu, nikt nie może pozwolić sobie na spokój, każdy dzieli te trudne dni”. A w orędziu Urbi et Orbi powiedział o „infekcji” nadziei: „Zmartwychwstał Chrystus, Pan mój i nadzieja!”. To nie magiczne zaklęcie, sprawiające, że problemy znikają. Nie, zmartwychwstanie Chrystusa to nie to. Jest to raczej zwycięstwo miłości nad korzeniem zła, zwycięstwo, które nie „przeskakuje” cierpienia i śmierci, ale je przeżywa, otwierając drogę w otchłani, przekształcając zło w dobro, co jest wyłącznym znakiem mocy Boga. Zmartwychwstały to Ukrzyżowany, nie ktoś inny. W swoim chwalebnym ciele nosi nieusuwalne rany: rany, które stały się szczelinami nadziei. Ku Niemu kierujemy nasze spojrzenie, by uleczył rany udręczonej ludzkości”.
Nadzieja. Niech będzie ono słowem kluczem na te święta. Zakończę słowami, a jakże, abpa Fultona Sheena, który zauważył kiedyś, że „jeśli powiesz mieszkańcowi Irlandii, że dzisiejszy dzień jest zły, w dziewięciu przypadkach na dziesięć usłyszysz: „Jest to dobry dzień, by zbawić swą duszę”. Być może w oczach Boga nie ma czegoś takiego jak zła pogoda; może istnieją tylko dobre ubrania”. W Irlandii pewnie się trochę pogorszyło, ale słowa nadal aktualne. Zadbajmy o dobre ubrania na „pandemiczne tsunami” i wciskajmy się w rany Chrystusa, które są szczelinami nadziei.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!