Szantaż wroga
Wiadomość o śmierci Jonatana przyniosła nie tylko ból i żałobę mieszkańcom Jerozolimy, jak i całemu krajowi.
Przyczyniła się ona do kolejnych ataków ze strony wrogów Hebrajczyków. Nad Judeą zawisły czarne chmury kolejnej wojny.
Wrogowie Hebrajczyków byli przekonani, że lud pozbawiony wodza stanie się łatwym łupem. Ludzie ci postanowili nie tylko odebrać im ziemię, ale ich wyniszczyć i wymazać o nich pamięć z dziejów świata. Tym samym nad Judeą zawisły czarne chmury kolejnej wojny stanowiącej wielkie niebezpieczeństwo.
O tym, że wspomniane zamiary nie były jedynie słowami, świadczyła potężna armia zgromadzona przez Tryfona, sktóra maszerowała w kierunku Judei. Szła z jednym zamiarem: niszczyć wszystko, co napotka po drodze. Nic dziwnego, że w tej sytuacji serca wielu Hebrajczyków wypełnił lęk o życie i przyszłość. Nie wiadomo jak potoczyłyby się dalsze wypadki, gdyby nie Szymon. On zauważywszy to, co dzieje się w sercach rodaków, natychmiast zwołał zgromadzenie ludu, na którym przemówił tak, by w sercach wszystkich wzbudzić na nowo odwagę i nadzieję ocalenia.
Mowa Szymona
Szymon w swojej mowie przypomniał dzieła dokonane przez ród Machabeuszy, prowadzone przez jego ojca i braci walki w obronie Prawa i świątyni. Ukazał nie tylko poniesione trudy, podjęte zmagania, ale i sukcesy, jakie udało się im odnieść. Mówił to wszystko, aby odwrócić uwagę słuchaczy od widma klęski i przypomnieć im, że w przeszłość potrafili pod wodzą Machabeuszy wychodzić z przeróżnych opresji oraz odnosić kolejne zwycięstwa prowadzące do odzyskania wolności i niepodległości. Wskazał też, że ceną tego wszystkiego była śmierć jego braci. Oni złożyli swe życie za naród. Szymon był pewien, że ta ofiara nie była daremna. I choć został sam z całego rodu, to i on postanowił, jeśli będzie trzeba, złożyć swe życie na ołtarzu ojczyzny. Nie miał zamiaru chronić się ani ukrywać w obliczu walki. Nie obawiał się też zagrożenia ze strony wroga. Był gotów na wszystko dla dobra swych rodaków. I sięgnie po miecz, by nie zostało zaprzepaszczone dzieło przodków, a ich poświęcenie zmarnowane. Zdawał sobie również sprawę z tego, ile krzywd wyrządzono jego rodakom. Miał przed oczyma pomordowane kobiety i dzieci, profanowaną świątynię, lekceważone prawa narodu. Znał wagę krzywd wyrządzonych Hebrajczykom i pragnął je pomścić, by wrogowie i oprawcy nie pozostali bezkarni, by zło nie triumfowało, ale zostało pokonane. Podkreślił, że dlatego wzorem swoich braci sięgnie po broń i przystąpi do walki z narodami pogańskimi, które pragną zniszczyć lud Boży.
Słowa Szymona, a ściślej przykład jaki dał swym rodakom, przyniosły oczekiwany efekt. Do serc zgromadzonych wróciła odwaga i pragnienie walki w obronie Izraela. W Szymonie dostrzegli i uznali nowego wodza i jednogłośnie obrali go przywódcą. Pragnęli, by dowodził nimi jak Juda, a potem Jonatan. Niedawne przerażenie zastąpiła wola walki. Zadeklarowali bezwzględne posłuszeństwo Szymonowi. Od niego oczekiwali jedynie, by natychmiast poprowadził ich do walki z wrogami. Wszystko, co działo się podczas tego zgromadzenia zdawało się przypominać czasy Jozuego, gdy ów wódz pełen Bożego ducha i odwagi jako następca Mojżesza wprowadził naród Izraela do Ziemi Obiecanej i kierował walkami prowadzącymi do pokonania wszystkich przeciwników Hebrajczyków oraz zajęcia przeznaczonego im kraju.
Podstęp Tryfona
Po podjęciu decyzji nie tracono czasu na dalsze obrady. Od słów jak najszybciej wszyscy przeszli do czynów. Szymon jako wódz wydał pierwsze rozkazy, związane z przygotowaniem do walki. Wpierw zebrał wszystkich zdolnych do noszenia broni. Dzięki temu poznał, jaką siłą orędzia dysponuje i na kogo może liczyć. Kolejnym krokiem było dokończenie prac związanych z wznoszeniem muru wokół Jerozolimy. Czas na te pracę był krótki, dlatego dokonano jej w pośpiechu. Była to jednak bardzo ważna praca, gdyż gwarantowała możliwość obrony zarówno ludzi, jak i miasta oraz świątyni. Ważne było też obsadzenie drogi prowadzącej od strony wybrzeża do stolicy. W tym celu Szymon wysłał swojego syna Absaloma, zlecając mu zajęcie Jafy i obsadzenie jej machabejskimi wojskami. To zadanie zostało wykonane pomyślnie. Zaskoczeni wrogowie w popłochu i pośpiechu opuścili miasto, a Absalom zainstalował tam swych żołnierzy. Hebrajczycy zdobyli punkt przewagi nad wrogami przez przejęcie kontroli nad skrzyżowaniem dróg biegnących z północy na południe prowadzących do drogi biegnącej od wybrzeża morskiego do Jerozolimy.
Tymczasem Tryfon ze swymi wojskami szedł od strony Ptolemaidy. Szymon wyruszył ze swym wojskiem naprzeciw niemu i rozłożył obóz na równinie w okolicy Adidy. Tu dotarła do niego zaskakująca wieść, którą przynieśli mu posłowie Tryfona. Oni oznajmili, że jego brat Jonatan żyje i znajduje się w niewoli jako więzień Tryfona. Tym samym wieści, które przynieśli wycofujący się wcześniej z pola walki Judejczycy okazały się błędne. Być może zbyt łatwo uwierzono pogłoskom o śmierci Jonatana lub za szybko postawiono znak równości pomiędzy jego losem a losem jego ludzi pojmanych wraz z nim w Ptolemaidzie. Tryfon postanowił wykorzystać swego więźnia, by zastawić kolejną pułapkę. Wiedział, że zgromadzonym przeciw niemu hebrajskim wojskom przewodzi rodzony brat Jonatana. Dlatego postanowił udawać niewinnego i pokrzywdzonego. Przez posłów oznajmił nie tylko to, że w jego rękach znajduje się żywy Jonatan. Powiedział również, że nakazał go uwięzić, gdyż ten nie wpłacił do królewskiej kasy należnych sum za powierzone mu urzędy. W tej sytuacji proponuje proste rozwiązanie. Obie strony mogą zaniechać niepotrzebnej walki. Wystarczy, by Szymon wpłacił mu 100 talentów srebra i posłał dwóch synów Jonatana jako zakładników. Wtedy uwolni Jonatana i wycofa się ze swymi wojskami.
Słowa Tryfona na kilometr pachniały kłamstwem. Szymon zdawał sobie sprawę z tego, że pogański wódz zastawił na niego pułapkę. Nie miał żadnych gwarancji, że poganin dotrzyma słowa. Jeśli jednak odeśle jego posłów z niczym, to zgromadzeni przy nim ludzie mogą uznać, że lekceważy życie swego brata lub chce doprowadzić do jego śmierci, aby wyeliminować go i zachować powierzona mu władzę. To wzbudziłoby nienawiść względem niego i zaowocowało buntem i klęską ludu. Tego nie były warte żadne pieniądze.
ks. Krzysztof P. Kowalik
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!