TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Sierpnia 2019, 11:05
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Święto miłości

Święto miłości

Już niedługo otworzymy kalendarz na lutowej kartce z liczbą czternaście. Tego dnia obchodzimy od lat „Walentynki”, brzmi to, moim zdaniem, naprawdę błaho.  Nazwa „Święto Zakochanych” przemawia do mnie już o wiele bardziej. Mimo wszystko i tak zastanawia mnie fakt, ile „Walentynki” mają ze „Święta Miłości”. A jeśli już się z nim wiążą, to dlaczego obchodzimy je tylko raz do roku?

Kiedy tylko wystawy sklepowe pozbędą się kolorowych lampek i ostatnich czekoladowych bałwanków, będziemy obserwować, jak wszystko wokół nas zacznie tonąć w czerwieni. Cukiernie zaczną produkować ciasteczka w kształcie serca, a pani zza lady owinie je w czerwony papier. Księgarnie wystawią „Miłość w czasach zarazy” w promocyjnej cenie, a białej koperty będziemy szukać jak igły w stogu siana. Dobrze, że chociaż chleb zachowa swój kolor, a zegarek kształt. Wszystko to podkreśli oczywiście skromna i piękna zarazem róża, której uroku nawet ja nie odważę się kwestionować. Ale po co te wszystkie ,,szopki”? Żeby podkręcić naszą przebudzającą się gospodarkę, na horyzoncie której kryzys?

Ależ skąd! – krzyknęliby Ania z Filipem, wpatrzeni w siebie od czasu ostatniej dyskoteki. To taki jedyny, magiczny dzień w roku, w którym można dostać słodką kartkę z napisem „Kocham”, a w środku przeczytać wesołe życzenia „Na cóż nam smutki, płacze, lamenty, serce niech puka, bije, wariuje, dziś nam króluje Święty Walenty!” To przecież taki jedyny dzień w roku, kiedy można bezkarnie obściskiwać się w parku i po raz setny zakupić dwa bilety do kina na nieśmiertelną komedię romantyczną „Pretty woman”. No i to w końcu taki jedyny dzień w roku, w którym, nareszcie w spokoju, można zasiąść we dwójkę przy stole, trzymać różę w zębach i zapalić specjalnie na tę okazję zakupioną świecę. Tylko raz w roku…

Gdybyśmy tylko raz w roku okazywali sobie szacunek i wymawiali słowo „kocham”, nasze życie duchowe byłoby smutniejsze. Na szczęście – jestem o tym przekonana – coraz częściej potrafimy powiedzieć drugiej osobie, jak ważna jest w naszym życiu. I nie myślę tu wyłącznie o młodzieży, dla której miłość jest tęsknotą, marzeniem, idyllą. Myślę tu także o osobach od nas starszych, którzy w szarzyźnie dnia powszedniego ciągle nie tyle patrzą na siebie, co patrzą nieprzerwanie w tym samym kierunku. Czasem też zdaje mi się, że takowe zachowanie i ciepły uśmiech więcej potrafią nas nauczyć, niż rozkazy i nakazy, które podobno mają nas uchronić przed nieoczekiwanym.

Niedawno poznałam chłopaka, który przygotowuje się na narodziny swojego pierwszego dziecka. Z jaką dumą i z jakże szerokim uśmiechem oznajmił mi, że będzie to syn. Uwierzyłam mu absolutnie, że na córeczkę cieszyłby się tak samo. Już teraz odnawia dom, kupuje ubranka, dogadza ukochanej. Łezka pokazała się w moim oku, kiedy wyznał, że w internecie wyszukuje już kołysanki, aby móc je potem z pamięci zafałszować…

Pięknym akcentem naszej międzyludzkiej miłości są też prezenty. Często bierzemy udział w akcjach, w których dajemy swoją cząstkę całkiem anonimowej osobie. Nic nie wiedząc o jej problemach, chcemy ją uszczęśliwić przez otwartość serca, współczucie, krok w stronę dobroci. Chcemy naznaczyć jej twarz promiennym uśmiechem.

Najdobitniejszym obrazem miłości są chyba pary małżonków, które, mimo, że już posunięte w latach, potrafią jeszcze chwycić się za ręce. Często spacerują wokół nich wnukowie, którzy mając już całkiem nowoeuropejskie spojrzenie na świat, szanują dziadków. Często nie ma tu miejsca na głupie uśmieszki, choć jest miejsce na wygłupy. 

Wszyscy już dawno dostaliśmy po uszach, dlatego dziś dobrze wiemy, że miłość to nie kasa, podboje, seks i nowa fura. Miłość to każdy mój gest, każda myśl, każde drżenie ciała, każdy czyn i każde słowo, jakie daję mojemu bratu. Ot tak, bo jest dla mnie ważny. Ot tak, bo chcę jego szczęścia. Ot tak, bo widzę w nim obraz Boga. Ot tak?

Ks. Marek Dziewiecki powiedział kiedyś, że na sądzie ostatecznym Bóg nie spyta o to, kim byłeś dla innych. Zapyta właśnie o to, czy kochałeś. I to nie tylko o to, czy kochałeś romantycznie swoją piękną blondynkę o zalotnym spojrzeniu, ale czy kochałeś zajmującego komputer brata, zrzędzącą o każdy dodatkowy decybel sąsiadkę, okularnicę Basię, nudzącego w każdy wtorek belfra, szefa drepczącego ci po piętach, męża kruszącego ciastem po dywanie… „Miłość to zadanie, które Bóg wciąż nam wyznacza, może po to, by zagrzewać nas, abyśmy stawiali wyznanie losowi” (Jan Paweł II). Kiedy już i tak wiemy, że to przecież miłość z trzech cnót jest największa, nie pozostaje nam nic innego, jak dać temu wiarę. A więc walczmy. Z miłości i o miłość. Niech Walentynki będą sobie raz do roku. Święto Miłości niech budzi się jednak z każdym wschodem słońca. 

Lidia Wojtkowska

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!