Światło, które zwycięża lęk

2 lutego w święto Ofiarowania Pańskiego nasze kościoły wypełnią się blaskiem świec. Przyniesiemy do poświęcenia gromnice. Zgodnie z polską tradycją zapalano je w chwilach największej trwogi – gdy za oknem szalała burza, gdy wilki podchodziły pod domostwa lub gdy trzeba było przeprowadzić duszę na drugą stronę. Gromnica była znakiem: „Tu jest Bóg, tu jest światło - zło nie ma tu dostępu”. Patrząc na ten płomień, myślę o naszej roli – rodziców. Czy w świecie pełnym niepokoju potrafimy być taką „żywą gromnicą - światłem” dla naszych dzieci?
Jako psycholog i pedagog często pracuję z lękiem. Dzieci boją się ciemności, potworów pod łóżkiem, ale też rzeczy bardzo realnych: odrzucenia przez rówieśników, porażki w szkole, kłótni rodziców czy wojny, o której słyszą w wiadomościach lub rozmowach dorosłych.
Lęk jest naturalny. To system alarmowy. Problem pojawia się, gdy lęk paraliżuje. Wtedy dziecko instynktownie szuka „bezpiecznej bazy”. Szuka kogoś silniejszego, kto nie wpadnie w panikę razem z nim. I tu jest kluczowe zadanie dla nas. Dziecko w napadzie paniki nie potrzebuje logicznych argumentów („Przecież nie ma się czego bać”). Ono potrzebuje naszej spokojnej obecności. Potrzebuje rodzica, który „świeci” spokojem. Kiedy przytulam dziecko, które obudziło się z koszmaru, moją rolą nie jest walka z potworami. Moją rolą jest bycie światłem. Moja spokojna obecność mówi: „Jestem tu. Jesteś bezpieczny”. To jest właśnie bycie rodzicem-gromnicą.
Ale święto Ofiarowania Pańskiego to nie tylko świece. To pamiątka momentu, gdy Maryja i Józef przynieśli małego Jezusa do świątyni, by ofiarować Go Bogu. To scena, która każdego rodzica powinna zatrzymać na chwilę.
Co to znaczy „ofiarować” dziecko? To znaczy uznać fundamentalną prawdę: moje dziecko nie jest moją własnością. Nie jest plasteliną, z której mam ulepić model idealny. Nie jest inwestycją, która ma mi się zwrócić na starość. Dziecko jest darem. Jest „wypożyczone" od Boga, byśmy je wychowali, nakarmili miłością i... puścili w świat, zgodnie z planem, jaki Stwórca ma dla niego. Ta świadomość paradoksalnie zdejmuje z nas, rodziców, ogromny ciężar. Często paraliżuje nas lęk o przyszłość dzieci. Chcemy kontrolować każdy ich krok, by uchronić je przed złem. To niemożliwe. Ofiarowanie dziecka Bogu to akt zaufania: „Panie, kocham je nad życie, ale Ty kochasz je jeszcze bardziej. Robię, co w mojej mocy, ale ostatecznie powierzam je Tobie”.
Wróćmy do świecy. Aby gromnica mogła dawać światło i ciepło, musi się spalać. Wosk topnieje, świeca maleje. To piękna metafora rodzicielstwa. Nasza miłość to ciągłe, ciche „spalanie się”. Żeby świeca mogła świecić, potrzebuje też ochrony przed wiatrem — tak samo rodzic potrzebuje odpoczynku i wsparcia. Oddajemy swój czas, swoje siły, swoje hobby, a czasem swoje ambicje, by ten mały człowiek mógł wzrastać. To bywa trudne. Bywa wyczerpujące. Ale to jedyna droga, by w życiu dziecka zapłonęło światło wiary i miłości. W dzisiejszym świecie dzieci bombardowane są „sztucznym światłem” ekranów, które męczy i często uzależnia. My mamy być dla nich światłem żywym - ciepłym, łagodnym i wiernym.
Wyzwanie na Matkę Bożą Gromniczną: Kiedy 2 lutego wrócimy z kościoła, zróbmy w domu mały rytuał. Zgaśmy elektryczne światła. Usiądźmy z dziećmi przy blasku tej jednej świecy. Popatrzmy na ich twarze oświetlone tym ciepłym blaskiem. Niech to będzie moment modlitwy rodzica: „Boże, Ty mi dałeś to dziecko. Dziękuję Ci za ten dar. Bądź dla niego Światłem, a mi daj siłę, bym w chwilach jego lęku i burz, umiał(a) być dla niego bezpieczną przystanią”.
Tylko tyle. I aż tyle. Niech to światło zostanie w naszych domach na cały rok.
Grzegorz Zawada
Zdjęcie: iStock
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!