TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 14 Kwietnia 2026, 23:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Śmierć bohatera

Śmierć bohatera 

Tryfon pomimo wzięcia okupu nie dotrzymał obietnicy związanej z Jonatanem. Pokazał jakim był człowiekiem i władcą.

Jonatan mimo, iż nie wierzył słowom Tryfona zebrał żądaną przez niego sumę 100 talentów srebra i kazał przesłać pogańskiemu wodzowi. Wysłał też do niego także dwóch synów Jonatana jako zakładników. Uważał wprawdzie, że to w niczym nie pomoże, nie mniej uczynił tak, by nikt nie mógł go obwiniać o jakiekolwiek zaniedbania, które stałyby się przyczyną śmierci brata. Niestety stało się jak myślał. Słowa Tryfona okazały się kłamstwem. Mimo okupu i oddania dwóch chłopców jako zakładników Jonatan nie został uwolniony i pozostał nadal w niewoli.

Zagrożone klęską

Dobra wola Szymona i to, co uczynił nie powstrzymały agresji Tryfona. Był kłamcą w każdej sprawie i tak naprawdę nie chciał jakiejkolwiek ugody. Potwierdziły to dalsze wydarzenia. Tryfon nakazał bowiem, by jego żołnierze rozpoczęli marsz w głąb kraju. Mieli wyraźny rozkaz: nieść zniszczenie i zagładę. Droga jaką podjęli zdradzała zamiar militarny Tryfoana. Szli w kierunku Ador znajdującego się na zachód od Hebronu. Tym samym pogański wódz zamierzał skierować swe oddziały na południe i okrążyć Judejczyków. W tym manewrze nie był oryginalny. Naśladował poprzednią kampanię Lizjasza. Nie silił się na nowości, liczył na sukces. To pozwoliło przewidzieć jego kolejne kroki. Dlatego Szymon wraz ze swymi wojskami nie wchodził w bezpośrednie starcie ale na wszelkie sposoby utrudniał przemarsz wrogim oddziałom i gdzie tylko było możliwe zagradzał im drogę. Tak plany wroga zostały przejrzane i pokrzyżowane.

W trakcie wspomnianego przemarszu dotarły do Tryfona wieści od pogańskiej załogi strzegącej twierdzy w Jerozolimie. Okazało się, że jej odizolowanie przez Szymona od reszty miasta, przynosiło pożądany skutek. W twierdzy zaczęło brakować żywności. Wysłani z niej posłowie błagali Tryfona, by przysłano im żywność Zasugerowali, by konwój z pomocą udał się drogą prowadzącą przez pustynię. Pomoc zagwarantowałaby im przetrwanie najtrudniejszego okresu. Tryfon zdawał sobie sprawę ze strategicznego i politycznego znaczenia twierdzy. Dlatego rozkazał przygotować wyprawę mającą uratować jej załogę. Do wykonania zadania natychmiast przygotowano całą konnicę.

Jednak Opatrzność pokrzyżowała plany poganina posługując się przyrodą. W nocy przed wyjazdem przyszło ochłodzenie i spadł obfity śnieg. Ruszenie w drogę okazało się niemożliwe. Natura postawiła barierę nie do pokonania. Trzeba było odstąpić od powziętego zamiaru. Tryfon znów poniósł klęskę, choć tym razem ani jeden z machabejskich żołnierzy nie zaatakował go, ani nie stawił oporu jego wojskom. Jak na ironię, przekonanego o swej potędze i sile wodza, pokonały delikatne płatki śniegu, zamykając przed nim górskie szlaki. W tej sytuacji zdecydował się na odwrót.

Pierwszym punktem powrotnej drogi Tryfona miał stać się Gilead, choć niektórzy twierdzą, że raczej chodziło o Galileę, a wspomnienie Gileadu jest jedynie błędem powstałym podczas zapisu tej historii w księdze. Niezależnie od tego droga wojsk wiodła nieopodal góry Karmel. W jej pobliżu Tryfon dokonał okrutnej zbrodni. Przy zachodniej części cypla, który tworzy wzniesienie Karmelu, u wybrzeża Morza Śródziemnego, w miejscu zwanym Baskama, pozbawił on życia Jonatana. Czy było to wyrazem jego okrucieństwa? Może zemsty, czy chęci krwawego powetowania kolejnej klęski?

Te pytania pozostaną bez odpowiedzi. Możliwe, że w niej wszystkie wspomniane elementy znalazłyby swe miejsce. Nie mniej, niezależnie od właściwego rozwiązania tej zagadki, nic nie zmienia ogromu i okropności popełnionej zbrodni. Zamordowano bowiem jeńca. Co więcej, Tryfon uczynił to mimo złożonej obietnicy uwolnienia go i otrzymanego zań okupu. Czego jednak można się spodziewać po człowieku chciwym i żądnym władzy, kimś nie liczącym się z głosem własnego sumienia i opinią ludzką? Swym czynem wyjawił on jedynie prawdę o tym, kim w rzeczywistości był.

Dowód zbrodni

Zbrodniarz, zanim opuścił najechany kraj i udał się w drogę powrotną, pozostawił dowód zbrodni. Był to grób, w którym złożono ciało Jonatana, niemy świadek niecnego czynu. Poza zbrodnią potwierdzał on bezsilność tyrana, jego klęskę tak moralną, jak i militarną. Jednocześnie to miejsce rozwiewało nadzieje na ocalenie życia wielkiego bohatera, jakim był Jonatan. Teraz nie było cienia wątpliwości: odebrano mu życie. Jest martwy. Już nigdy więcej nie wezwie swych żołnierzy do walki. Nie zobaczy też ich triumfu oraz zwycięstwa najważniejszej dla nich sprawy: odzyskania niepodległości ojczyzny. Ale właśnie dla niej ofiarował swe życie. Nie poszedł na jakiekolwiek układy czy kompromisy. I teraz, choć martwy, jeszcze głośniej woła, by nie zaniechać dalszej walki, a rozpoczęte dzieło doprowadzić do końca, niezależnie od tego jaką jeszcze cenę przyjdzie zapłacić za wolność Judei.

Gdy wieść o zamordowaniu Jonatana dotarła do Szymona, nie pozwolił, by ciało jego brata spoczywało poza ziemią związaną z rodem Machabeuszy. Natychmiast polecił, aby zabrano je i sprowadzono do Judei, do Modin – miasta przodków. Tak uczyniono. Nikt nie miał wątpliwości co do tej decyzji. Tak ciało Jonatana powróciło do ziemi, z której zostało wzięte; ziemi, na której został zrodzony, wzrastał i świętość, o którą walczył. Składający go do grobu mieli w swym sercu nadzieję, że duch Jonatana staje przed obliczem Boga i od Niego odbiera nagrodę przeznaczoną dla sprawiedliwych.

I choć nie ma go teraz pośród nich tu na ziemi, to zapewne nie zapomni o nich w niebiosach i będzie wstawiał się za nimi, aby rozpoczęte dzieło zostało doprowadzone do końca. A może – jak coraz częściej w tych czasach mówiono – przyjdzie godzina, gdy powstanie z martwych wraz ze sprawiedliwymi i wtedy wszyscy będą mogli żyć złączeni więzami wzajemnego braterstwa dzieci Bożych? Przecież, jeśli Wszechmogący obdarzył ich tyloma łaskami, mimo ludzkich niewierności i błędów, to dlaczego stawiać granice Jego mocy? Czyż On nie jest potężniejszy niż śmierć?

Jednak niezależnie od nadziei rodzącej się w ludzkich sercach, każdego prawowiernego Izraelitę przenikał ból, spowodowany śmiercią bohatera. Serca i twarze wszystkich okrywała żałoba. Obchodzono ją przez długi czas. Trudno było bowiem pogodzić się z tym co się stało; ze stratą jaką odnieśli tu na ziemi. Brakowało im tego, kto był im tak bliski jak ojciec. I trudno by w takiej sytuacji oczy nie roniły łez. 

ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!