TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 02 Kwietnia 2026, 10:43
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Smartfon a duchowość

Smartfon a duchowość

Jest w ludzkim sercu pustka w kształcie Boga i od nas zależy czym ją wypełnimy.

W poprzednich spotkaniach próbowaliśmy wraz z naszym przewodnikiem Jonathanem Haidtem zrozumieć, jak wielkie szkody prowokuje w dzieciach i młodzieży nadmierne użytkowanie Internetu, smartfonów i portali społecznościowych i jak bardzo blokuje ich przejście w dorosłość i przeżywanie szczęśliwego życia.

W gabinetach już wiedzą

Być może myślicie, że badania amerykańskiego naukowca niekoniecznie muszą dotyczyć naszej polskiej rzeczywistości. Niestety muszę was rozczarować: ta „zaraza” naprawdę nie zna granic, jest realną pandemią, a obecnie dochodzi jeszcze sztuczna inteligencja, potwierdzeniem niech będzie wpis na profilu jak najbardziej polskiego psychoterapeuty Marcina Rybaka, który leczy polskie dzieci: „Widzę w gabinecie coś, czego jeszcze kilka lat temu prawie wcale nie było. Chcę się z Wami tym podzielić, bo to nowe zagrożenie o którym trzeba zacząć mówić głośno. Coraz więcej dzieci i młodzieży trafia do mnie zagubionych między światem prawdziwym, a tym stworzonym przez sztuczną inteligencję. A patrzenie na to czasem naprawdę rozrywa mi serce. Bo kiedy siedzi przede mną dziecko, które nie jest już pewne co wydarzyło się naprawdę, a co tylko na ekranie. I opowiada mi o światach, które rozumie lepiej. O światach, które wydają się bezpieczniejsze, niż ten nasz realny. I ja to widzę, jak powoli coraz bardziej traci grunt pod nogami.

Jeszcze kilka lat temu takie historie naprawdę były rzadkością. Dziś coraz częściej to widzę. Coraz częściej spotykam młodego człowieka, dla którego granica między rzeczywistością i światem cyfrowym zaczęła się rozmywać. Wiecie jaki moment boli mnie bardzo? To ten, w którym dziecko zaczyna bardziej ufać temu, co stworzyła sztuczna inteligencja. Nie własnym doświadczeniom, nie swojemu ciału i relacjom z ludźmi. Psychoza wywołana przez świat cyfrowy to nie jest żadne dziwne zachowanie. To często samotność. Chaos. I ogromny lęk w głowie dziecka, które naprawdę nie wie już co jest prawdziwe, a co nie. Technologia sama w sobie nie jest wrogiem, ona bardzo nam pomaga. Ale kiedy wchodzi w przestrzeń rozwijającego się umysłu dziecka bez obecności dorosłego, potrafi zostawić je sam na sam z fikcją. Aż dziecko nie będzie umiało rozpoznać, co jest realne i co nie. Nie piszę tego, żeby kogoś straszyć. Piszę to, bo coraz częściej siedzę naprzeciwko dzieci, które próbują wrócić do świata, który kiedyś był dla nich oczywisty. I czasem jest to jedna z najtrudniejszych dróg, jakie widziałem”.

W górę czy w dół?

To się dzieje, właśnie teraz, być może nawet z twoimi dziećmi. Obiecuję, że już od następnego spotkania zaczniemy się wspólnie zastanawiać, jak pomóc dzieciom wrócić do realnego świata, przebyć tę „jedną z najtrudniejszych dróg” i ewentualnie uchronić te, które jeszcze nam nie „odpłynęły”. Myślę zresztą, że jeśli czytaliście poprzednie teksty trochę wiedzy już macie. Dzisiaj jednak chciałbym jeszcze napisać o ostatniej, ale niezwykle istotnej negatywnej konsekwencji ucieczki, czy też porwania naszych dzieci w świat wirtualny, o której Jonathan Haidt pisze w rozdziale zatytułowanym „Duchowe uwznioślenie i degradacja”. Dlaczego jest ona istotna? Ponieważ dotyka spraw wiary.

W najprostszych słowach chodzi o to, że człowiek, kiedy widzi jakieś moralnie piękne, czyli dobre czyny uwzniośla się, takie doświadczenie unosi ku górze, my wierzący mówimy – ku Bogu. Natomiast widok czegoś moralnie odpychającego, wystawianie się na takie treści ściąga nas w dół, czyli degraduje. Kontakt z dobrem i pięknem uwzniośla, kontakt z czymś odrażającym, złym, podłym – degraduje. I niestety, okazuje się z badań, że życie oparte na podłączonym do Internetu telefonie generalnie ciągnie ludzi w dół, zmienia ich sposób myślenia, odczuwania, relacjonowania się z innymi i jest sprzeczne z zachowaniami wypracowanymi przez wspólnoty wierzących, które zwiększały szczęście, zaufanie i spójność grupy. Haidt wymienia sześć takich sprzeczności.

Najpierw, w oparciu o badania Emile Durkheima przypomina, że człowiek normalnie przemieszcza się między dwoma poziomami, czyli profanum skupionym na codzienności jednostki dążącej do zaspokojenia swoich potrzeb i celów i sacrum, który jest światem zbiorowości, gdzie „ja” ustępuje na rzecz interesów wspólnotowych. Niemal wszystkie społeczeństwa wytworzyły obrzędy i praktyki wspólnotowe, które „unosiły” ludzi na płaszczyznę sacrum. I na tej płaszczyźnie są możliwe najgłębsze przeżycia i wspólnotowe doznania. Potem, gdy ludzie wracają do codzienności profanum mają do siebie większe zaufanie i są sobie bliżsi. Wszystkie religie mają wyznaczone czasy (dni święte), miejsca (świątynie) i przedmioty (krzyż, księgi święte) które umożliwiają jednostkom dzielenie wspólnych doświadczeń sacrum. I tak jest w realu. A jak jest w wirtualu? Tam nie ma struktur czasu i miejsca, wszystko jest dostępne dla każdego, zawsze i bez wysiłku, tam jest tylko profanum, wirtualne społeczności nigdy nie dadzą takiego poczucia sensu jak te z realnego świata, które naprawdę uwznioślają.

Bez ciała, ciszy i natury

Na drugim miejscu Haidt wymienia ucieleśnienie, czyli ruchy i postawy realnego ciała zaangażowanego w obrzędy o charakterze religijnym, które mają symboliczne znaczenie i często są wykonywane synchronicznie z innymi. Są to obrzędy, m.in. wspólne posiłki, które mają moc wiążącą jednostki, dowodzą tego badania Davida DeSteno. Świat wirtualny jest bezcielesny i jaka jest różnica pomiędzy realnym uczestnictwem w liturgii a obecnością za pośrednictwem Internetu osobiście mogliśmy się przekonać podczas tzw. pandemii spowodowanej covidem. Kto uczestniczył choćby w pogrzebie kogoś z przyjaciół w taki sposób, bo normalny sposób zastał zakazany, dobrze wie o czym tu mówimy. Internet to bezcielesność i asynchroniczność.

Dalej mamy kwestię bezruchu, ciszy, skupienia i medytacji, które są niesłychanie ważne w praktykach religijnych i duchowych, oderwanie się od hałasu, zgiełku i złożoności codziennych interakcji zdecydowanie sprzyja rozwojowi duchowemu, wspiera głęboką refleksję i wewnętrzną pracę, pomaga redukować – jeśli występują – stany lękowe czy depresje. A czym jest życie oparte na telefonie? To nieskończona seria powiadomień, alertów, dźwięków, interakcji rozdrabniających świadomość i utrzymujących ciągłe napięcie i tendencję, aby każdy moment wypełnić czymś przybywającym do mnie z mojego telefonu.
Na czwartym miejscu jest, kto by pomyślał, autotranscendencja. Wiem, trudne słowo, ale chodzi o pewne duchowe doświadczenie, na przykład zachwyt, kiedy przekraczamy samych siebie, jakby odrywamy się od siebie. Badania potwierdzają, że w takich chwilach, zatracenia się, pewna sieć struktur w mózgu, nazywana siecią stanu spoczynku, jest mniej aktywna. Mózg odpoczywa. A media społecznościowe – w największym skrócie – ze swej istoty robią wszystko (skupienie na samym sobie, promocja siebie, pozycja społeczna), aby nigdy nie dopuścić do autotranscendencji, czyli przeżyć duchowych.
Wiem, że czwarty punkt był trudny, ale za to dwa kolejne nie są aż tak skomplikowane. Na piątym miejscu mamy dość oczywistą dla większości religii zasadę, a w naszej wierze wręcz fundamentalną: bądź nieskory do gniewu i chętny do przebaczenia. Jak to zauważył sam Haidt, po 35 latach studiowania psychologii moralnej, jednym z największych problemów ludzkości jest to, że zbyt szybko wpadamy w gniew i długo trwa wybaczanie. No a my z Ewangelii znamy słowa Jezusa: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. Natomiast media społecznościowe uczą nas czegoś zupełnie innego, wręcz zachęcają do wydawania publicznych osądów na skalę, której wcześniej w historii ludzkości nie znaliśmy.

Szóstą kwestią, która jest delikatnie mówiąc deficytowa w mediach społecznościowych, a jest ważna w życiu realnym to rola natury i zachwytu nad nią w kształtowaniu duchowości człowieka. Wiemy, że zwyczajny spacer na łonie natury może łatwo doprowadzić do zachwytu (a więc wzbudzić w nas wspomnianą autotranscendencję), oczywiście pod warunkiem, że oderwiemy oczy od smartfona. Świat wirtualny nie pozwoli nam doświadczyć takich wrażeń. Na tym zakończymy wymianę sytuacji, które wskazują, że nadmierne przebywanie w świecie wirtualnym upośledza nas również na poziomie duchowym.
Jak za Blaisem Pascalem powtórzył Haidt „w sercu każdego człowieka istnieje pustka w kształcie Boga”, a życie oparte na smartfonie wypełnia tę pustkę trywialną i degradującą treścią. Czy możemy się z tym pogodzić? 

ks. Paweł

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!