Sercem i oczyma Franciszka
Nie trzeba będąc w Egipcie podejmować próby nawrócenia sułtana, aby choć trochę poczuć się św. Franciszkiem.
„Zawsze gotów porzucić ten świat jako miejsce wygnania i wędrówki, radował się ten szczęśliwy podróżnik wszystkim wokół, uważając świat za pole bitwy, na którym walczyć trzeba przeciwko potęgom ciemności, oraz za czyste zwierciadło piękności Bożej. W każdym dziele podziwiał twórcę, wszelkie stworzenie odnosił do Stwórcy. Zachwycony wytworami ręki Bożej, ujmował jasno ich pierwiastek ożywczy. Dostrzegał najpiękniejsze dzieła, ale wołały one: – Ten, który nas stworzył, jest tysiąckrotnie piękniejszy i lepszy!
– Wszystko mu było drabiną do tronu Umiłowanego. Nie gasił świecy, latarni ni lampy, wzdragając się przygasić ich blask, będący obrazem światłości wiekuistej. Kroczył z szacunkiem po skałach, wspominając tego, który od słowa „Petra”, czyli skała, Piotrem się zwał. Ile razy bracia ścinali gałęzie, prosił, by zostawili tyle, ile drzewu potrzeba do puszczenia nowych. Wdzięk kwiatów, widok różnolitej ich krasy oraz woni przejmował go niewysłowioną radością”.
Te słowa pochodzą z „Legendy św. Franciszka z Asyżu według świadectwa współczesnych” Georgesa Lafanestre i mógłbym jeszcze długo cytować o kazaniach św. Franciszka do ptaków, kwiatów, łanów zboża, winnic, strumieni, ogrodów, ziemi, ognia, powietrza i wiatru napominającym „to wszystko w sposób przedziwnie dziecięcy i czysty, by czciło Boga”. Jeśli te słowa nie porywają was, aby natychmiast wyjść z domu i spojrzeć na naturę w sposób przedziwnie dziecięcy i czysty, to ja już nie wiem, co z wami zrobić ;)
Nie mogliście nie zauważyć, że podtrzymujemy tematykę św. Franciszka zarówno poprzez moje teksty z Camino jego śladami, czy poprzez sesję zdjęciową neoprezbiterów we franciszkańskim anturażu, bo to jest jego rok. A właśnie nadeszły wakacje i z jednej strony proponujemy wam cykl wizyt w najstarszych klasztorach franciszkańskich w Polsce (a może i nie tylko), aby zanurzyć się w ich wspaniałą atmosferę i wielowiekową historię, ale też chciałbym was zaprosić, abyście zechcieli doświadczyć ducha Franciszkowej miłości do natury, jako Bożego stworzenia. Bo to nic nie kosztuje, nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, no może rowerem za miasto, koniecznie bez telefonu i wystarczy pozwólcie się ponieść jego pieśni.
„Lecz ponad wszystkie stwory pozbawione rozumu najczulej kochał słońce. – Wszyscy powinni – mawiał – wielbić o wschodzie słońca Tego, który je stworzył dla nas, aby nam przyświecało, zaś o zachodzie ogień, bez którego bylibyśmy podobni ślepcom. Z powodu słońca i ognia należy się nasza cześć i podzięka Stwórcy, a także z powodu rozlicznych innych rzeczy użytku codziennego. Rozmyślając ciągle nad pięknością słońca i mówiąc o tym, że daje ono najwyraźniejszy obraz Pana Naszego oraz przypominając, jak Ewangelia zwie Chrystusa Pana Słońcem Sprawiedliwości, nadał miano Hymnu do Słońca swej pieśni, którą ułożył pod kościółkiem św. Damiana, będąc w towarzystwie błogosławionej Klary. Pieśń owa to hołd dla wszystkich istot, ułożona w czasie, kiedy Bóg przyobiecał mu swoje królestwo”.
Może wam też uda się napisać, czy choćby poczuć i wyśpiewać albo wyszeptać, swoją własną pieśń.
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!