Rozeznać wolę Bożą i działać

Jakkolwiek plecak jest „pełen” osób i ich intencji, to szlak pielgrzymkowy ciągle podpowiada kolejne grupy, które warto.
Znowu muszę wrócić do poprzedniego dnia, a to znak, że nieuchronnie zmierza ku końcowi moja przygoda ze szlakiem Świętego Franciszka (nad czym bardzo ubolewam) i coraz więcej chciałbym wam powiedzieć. Wczoraj pisałem o wspaniałej Katedrze Matki Bożej Wniebowziętej, a przecież w Spoleto jest jeszcze wpisana na listę dziedzictwa UNESCO Bazylika San Salvatore pochodząca z – uwaga – IV/V wieku! Trwają tam prace konserwatorskie obecnie, nie mogłem wszystkiego zobaczyć (bankowo tu wrócę), a ze względu na godziny celebracji na Eucharystię udałem się do Kościoła San Gregorio Maggiore i wyobraźcie sobie, że ten obiekt również powstał przed katedrą, bo budowę rozpoczęto w 1079 r. i konsekrowano kościół w 1146 r. Jego patronem jest pochodzący ze Spoleto właśnie św. Grzegorz, męczennik, którego szczątki wraz z ciałami innych licznych męczenników zostały zebrane przez pewną wdowę Abbondanzę i to właśnie jej zawdzięczamy początek cmentarza i pierwotnego kościoła. O roli wdów w czczeniu ciał męczenników należałoby napisać oddzielny tekst.
Z bierzmowańcami w sercu
W każdym razie podczas Mszy został wspomniany również pochodzący ze Spoleto św. Gabriel od Matki Boskiej Bolesnej, który właśnie w tym kościele przyjął sakrament bierzmowania. Bardzo ciekawa postać: żył w XIX wieku, był duszą towarzystwa, świetnie się ubierał i tańczył, dziewczyny szalały za nim…, ale problemy zdrowotne ukazały mu nietrwałość ziemskich uciech.
Aż wreszcie podczas pewnej procesji kościelnej, Matka Boża z obrazu katedralnego przemówiła do niego: „Na co czekasz? Pójdź za twoim powołaniem” I poszedł: lew salonowy w wieku 18 lat wstąpił do mocno ascetycznego zgromadzenia pasjonistów. Zmarł na gruźlicę 27 lutego 1862 r. mając zaledwie 24 lata, niczego nie żałując. 64 lata później zostaje ogłoszony świętym i patronem młodzieży katolickiej. W kościele, w którym miał bierzmowanie, zawierzyłem mu młodzież z mojej parafii, która się przygotowuje do przyjęcia tego sakramentu, aby potrafili jak on mówić: Così vuole Dio, così voglio anch’io – tego chce Bóg, tego chcę i ja.
Remis w walce z pokusami
No i zobaczcie. Pół tekstu napisane, a ja jeszcze nawet nie zacząłem mówić o dziewiątym dniu mojego pielgrzymowania… Kto jest redaktorem tego periodyku i dlaczego przyznał mi tak mało miejsca? Ok, żarty na bok. Opuszczam więc rano piękne Spoleto, bo przede mną takie perły jak Trevi, a może nawet i Foligno, choć nie jestem pewien dokąd dotrę, bo plany są mocno „zachmurzone”. Trochę mnie to niebo przestraszyło i uległem pokusie, aby trzymać się miejsc zamieszkałych i nie iść przez góry. Akurat trafiłem na świetną trasę rowerową, bardzo malowniczą, która prowadzi do samego Asyżu, ale kiedy dotarłem pod górę, na której pięknie rozłożyło się miasteczko Trevi, tym razem pokusę, aby pójść dołem, pokonałem i wdrapałem się do kolejnego na szlaku miejsca Świętego Franciszka. I bardzo słusznie, bo miasteczko „zasługuje”!
Zwiedziłem muzeum i stanowiący dzisiaj jego część Kościół św. Franciszka (z XIII wieku) i było świetnie, bo właściwie sam zwiedzałem i się modliłem. Nawet w takich miejscach mogę się cieszyć moją (nie) samotnością, o której pisałem poprzednio. W każdym razie jest dopiero godzina 12.00, słońce przebiło się definitywnie przy chmury, więc spokojnie mogę sobie zjeść obiadek i wyruszyć w dalszą drogę do Foligno. To bardzo dobry plan, bo oznacza, że jutro do Asyżu zostanie mi zaledwie 19 km i mnóstwo czasu na pobyt w miejscu, które kocham najbardziej na świecie.
Pierwsze koty za płoty
Parę minut po 16.00 docieram do Foligno. Za mną 31 km dzisiaj (kondycja taka, że śmiało mógłbym iść dalej) i w sumie 234 km od wyjścia z Placu św. Piotra w Rzymie. Stoję na Placu Republiki przed Katedrą św. Felicjana, męczennika i z umieszczonej na jej ścianie tablicy dowiaduję się, że w tym miejscu, w roku 1206 „św. Franciszek z Asyżu dokonał pierwszego aktu swojego życia ewangelicznego, sprzedając materiały i swojego konia, aby odbudować Kościół św. Damiana w Asyżu”.
Nie ukrywam, że moje myśli poszybowały ku tym, którzy wspierają choćby budowę naszego centrum duszpasterskiego w Liskowie, ale wracając do Franciszka, to był on na etapie myślenia, że Jezus prosząc go „Odbuduj mój kościół”, pragnął właśnie tego, odbudowy fizycznych ruin. I że wystarczyło zdobyć potrzebne do tego pieniądze i sprawę załatwić. Potem jednak zrozumie, że nie o to chodzi, ale jest to ważny moment, kiedy Franciszek zrozumiał, że coś trzeba zrobić i zrobił to natychmiast. Nie zawsze od samego początku dobrze rozumiemy wolę Bożą. Nieraz potrzeba czasu, żeby rozeznać i św. Franciszek dość szybko zrozumie, że nie pieniędzmi, ale skrajnym ubóstwem można odbudować to co pieniądze popsuły. Jednak ważne jest, by zacząć działać natychmiast.
zdjęcia: piękna panorama średniowiecznego Trevi, po lewej: Kościół św. Franciszka z XIII w. w Trevi, będący obecnie częścią muzeum, katedra św. Felicjana w Foligno. W tym miejscu św. Franciszek sprzedał materiały i konia, by odbudować Kościół św. Damiana w Asyżu
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!