Religijny Teatr Kimów
W 2014 r. ambasador Korei Północnej przy ONZ oświadczył: W północno-wschodniej części Chin są tzw. księża i Kościoły, których aktywność polega wyłącznie na prowadzeniu wrogich działań przeciwko KRLD.
- Indoktrynują oni przekraczających granicę, wpajając im antypółnocnokoreańską ideologię, i odsyłają ich z powrotem z misją przeprowadzenia działań wywrotowo-destrukcyjnych, handlu ludźmi, a nawet aktów terrorystycznych - twierdził koreański ambasador.
Natomiast ja kilka tygodni temu pisałam o prześladowaniach chrześcijaństwa w Korei Północnej, ukazując losy konkretnych osób. Jak podkreślałam, wszelkie informacje w tej kwestii są niemal niemożliwe do pozyskania, w związku z czym każda jest na wagę złota. O tym, jak w KRLD żyją chrześcijanie, dowiadujemy się w zasadzie tylko od tych jej obywateli, którym udało się przedrzeć przez granice. Są też tacy, którzy zostają wpuszczeni do tego najbardziej zamkniętego kraju świata, zatem i oni stają się po powrocie źródłem ww. wiedzy. W tym drugim przypadku jednak, należy mieć świadomość, że dowiedzieli się o Korei Północnej tylko tyle i tylko tego na co pozwoliły im władze państwowe. W 2010 r. KRLD odwiedziło troje Brytyjczyków: Benedict Rogers, szef azjatyckiego oddziału Christian Solidarity Worldwide, międzynarodowej organizacji pozarządowej zajmującej się prawami człowieka, a także założyciel międzynarodowego komitetu ds. walki ze zbrodniami przeciwko ludzkości w Korei Północnej oraz dwoje parlamentarzystów Carolina Cox i David Alton, najbardziej aktywnych obrońców wolności religijnej w Wielkiej Brytanii. - Udawaliśmy się do tego kraju ze świadomością, że zobaczymy jedynie to, co rząd pozwoli nam zobaczyć, jednak z mocnym postanowieniem rozmowy z władzami i z zamiarem skonfrontowania ich z prawdą na temat okrucieństwa, z jakim traktują własny naród – powiedział Rogers. – W trakcie spotkań z wysokimi urzędnikami rządowymi podaliśmy konkretne przykłady, jak choćby egzekucje chrześcijanek Ryi Hyuk Ok i So Keum Ok w 2009 r., a w roku następnym skazanie na śmierć trzech odpowiedzialnych za podziemne Kościoły i internowanie co najmniej dwadzieściorga chrześcijan w obozie nr 15 gułagu Yodok. Nasi rozmówcy, nieprzejednani urzędnicy, uznali te raporty za „kłamstwa”, zaś egzekucje chrześcijan określili jako „niemożliwą”.
Chrześcijaństwo jako szczególne zagrożenie
W 2013 r. ośrodek baz danych dotyczących praw człowieka w Korei Północnej opublikował „Białą Księgę wolności religijnej w KRLD”, z której wynika, iż 99,7% pytanych dysydentów twierdzi, iż w tym państwie nie ma wolności religijnej. Ponadto według raportu komisji ONZ w sprawie łamania praw człowieka w Korei Północnej, niemal całkowicie odrzuca się tam prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania, a także prawo do wolności poglądów, wypowiedzi, informacji i zrzeszania się. Rząd KRLD uważa rozprzestrzenianie religii za szczególne zagrożenie, w związku z czym chrześcijanie nie mają prawa do praktykowania swej religii i są represjonowani. Osobom przyłapanym na praktykowaniu chrześcijaństwa wymierzane są dotkliwe kary.
Natomiast tym obywatelom KRLD, którym udało się zbiec przez granicę do Chin, a władze chińskie siłą deportowały je z powrotem do kraju, grozi najgorsze, jeśli tylko są podejrzani o nawrócenie na chrześcijaństwo lub kontakty z południowokoreańskimi misjonarzami.
Maskarada
W stolicy Korei Północnej legalnie funkcjonują cztery świątynie chrześcijańskie. Legalnie, ale też absolutnie zależnie od władz państwa. Pierwszą z nich jest katedra katolicka, numery dwa i trzy to kościoły protestanckie, czwartą jest rosyjska świątynia prawosławna. W tej ostatniej, troje znanych ww. Brytyjczyków spotkało północnokoreańskiego księdza, który posługiwał wyłącznie rosyjskim dyplomatom. Innych wiernych nie było. W jednym z kościołów protestanckich, Bongsu, Benedict Rogers dowiedział się, że w pierwszej dekadzie XXI w. wydrukowano w KRLD aż 20 tysięcy egzemplarzy Biblii i książeczek do nabożeństwa dla 13 tysięcy północnokoreańskich protestantów. Gdy Europejczycy zapytali przewodnika, jak to możliwe by puszczono w legalny obieg tyle tysięcy Biblii, skoro za samo jej posiadanie grozi obywatelom Korei Północnej śmierć lub pobyt w obozie koncentracyjnym, Koreańczyk odparł, że to bzdura i nie ma pojęcia o jakich obozach mówią. - Choćby o tym najbardziej znanym – rzucił wtedy Rogers. – O Yodok. Yodok? – zdziwił się teatralnie Koreańczyk. – Przecież to zwykła wioska.
Widząc jawny brak wiary w swoje słowa, zaczął dopytywać, skąd wiedzą o obozach. - Amerykanie wam powiedzieli? A może Koreańczycy z Południa? – chciał wiedzieć. Caroline Cox oświadczyła wówczas, że pozyskali tę wiedzę od uciekinierów, którzy sami byli więźniami obozów. – To nie są żadne obozy koncentracyjne – oburzył się przewodnik. – To obozy internowania, trzymamy w nim kryminalistów. Kiedy zdarzy się jakiemuś uciec opowiadają bzdury.
Tuż obok kościoła Bongsu stoi nowe seminarium duchowne. W roku 2010 pracowało w nim 10 nauczycieli i studiowało 12 studentów. Kurs seminaryjny trwał pięć lat. Po jego ukończeniu absolwenci przyjmowani byli do Północnokoreańskiej Federacji Chrześcijan jako pastorzy. Na ścianach seminaryjnych sal dydaktycznych wersety z ksiąg biblijnych sąsiadują z partyjnymi sloganami. Mają one budzić respekt wobec wszechmocnego reżimu, nie wobec Boga. Aktywność religijna – jeśli w ogóle istnieje – pozostaje pod ścisłą kontrolą Frontu Partii Robotniczej Korei Północnej. Północnokoreańska Federacja Chrześcijan nazywana jest na Zachodzie przysłowiowym listkiem figowym władzy. Jednak Brytyjczycy dowiedzieli się od jej członków, że w KRLD funkcjonuje około 500 nielegalnych kościołów. W katolickiej świątyni Jangchung nie ma żadnego kapłana, a więc nie ma też Mszy świętych. Proste „liturgie” celebruje tam trzech urzędników. Wszystkie trzy kościoły, które odwiedzili Brytyjczycy, były pełne ludzi. Ani Rogers, ani Cox, ani Alton nie byli w stanie, nawet na roboczo, nazwać ich wiernymi. – To byli statyści – oznajmił Alton. – Lojalni członkowie partii albo bojaźliwi i spolegliwi obywatele, których przywożono samochodami i autobusami, by pokazać ich zagranicznym gościom.
Rogers dodał, że z żadnemu z owych „wiernych” nie wolno było wymienić jednego nawet słowa, a ich samych uprzedzono, by nie wchodzili w dialog z osobami przybyłymi do świątyń. Dotyczyło to także cerkwi, w której nie spotkali Rosjan, ale wyłącznie Koreańczyków. – Nie nam sądzić głębie ich serc – podkreślił Rogers. – Nie można wykluczyć, że niektórzy z nich, choćby w bardzo niewielkiej części, wyznawali szczerze swą wiarę, że otrzymali jej łaskę. Alton był jednak sceptyczny w tej kwestii. Twierdził, że nikt nie powinien dać się zwodzić powyższej masakaradzie. Prawdziwą wiarę praktykuje się w Korei Północnej tylko w najwyższej konspiracji – podkreślał.
Najgorszy sort wrogiej warstwy
Każdy aspekt codzienności zdominowany jest w KRLD przez kult dynastii Kimów, która jest realnie ubóstwiana. Niektórzy twierdzą nawet, że jej założenia czerpią z modelu Trójcy Świętej: Kim Ir Sen to Ojciec, Kim Dzong Il Syn, a wiara w ideę Dżucze (samowystarczalności) to trzecia Osoba Boska. W systemie kastowym narodu północnokoreańskiego, dzielącym społeczeństwo na podstawie stopni lojalności (lojalna, niepewna i wroga) chrześcijanie uznawani są za najgorszą część warstwy wrogiej. Każdy, kto rodzi się w Korei Północnej już od pierwszych chwil życia należy do którejś z tych kast, a przynależność ta determinuje perspektywę edukacji, zatrudnienia, dostępu do opieki zdrowotnej itp. Los chrześcijan jest zatem przesądzony od urodzenia
Od kilkunastu lat wiadomo, że istnieją miejsca przetrzymań przeznaczone specjalnie dla chrześcijan. Jednym z nich jest obóz „resocjalizacji” Suseong stworzony dla liderów religijnych i ich rodzin, innym tzw. obóz internowania więźniów politycznych nr 18, przeznaczony dla – cytuję – ludzi wierzących.
Aleksandra Polewska-Wianecka
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!