TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Października 2026, 08:48
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ratunkowe koło

Ratunkowe koło

Nie zawsze miałem takie nastawienie do Różańca, jakie mam dzisiaj. Przede wszystkim, kiedy byłem nastoletnim ministrantem nabożeństwo różańcowe było najdłuższe ze wszystkich i oczywiście trzeba było cały czas klęczeć, a ja coś słabowity byłem i często robiło mi się niedobrze. Bladłem i się chwiałem, co sprawiało, że odprawiający nabożeństwo ksiądz co i rusz mnie pytał, czy się dobrze czuję, co było jeszcze bardziej irytujące niż samo złe samopoczucie, bo wszyscy koledzy zwracali na mnie uwagę. Tak, że trochę mi ten Różaniec ciążył.

Potem w seminarium jeden z przełożonych pytany przez nas, kleryków, czy modli się na Różańcu, trochę się wykręcał, by oświadczyć w końcu, że on to jednak woli modlitwę Psalmami, co nam nawet zaimponowało, bo w seminarium zawsze się próbuje być bardziej do przodu w stosunku do tego, co się widziało we własnej parafii, a jak wiecie w Kościele jest niezmiennie popularne zastępowanie „klepania paciorków” tzw. „poważnymi” modlitwami. 

Tak naprawdę dopiero kiedy byłem już księdzem ładnych kilka lat, przeżywałem taki moment dość kruchy, gdy chodziło o modlitwę, nawet tę Psalmami, którą przecież zobowiązałem się modlić codziennie w momencie święceń. I wtedy po raz pierwszy podjąłem się duchowej adopcji dziecka poczętego i związanej z tym dziesiątki Różańca. Świadomość, że od mojej modlitwy zależy czyjeś życie, w dodatku tak kruche, niesłychanie mnie mobilizowała! I ta dziesiątka dziennie powoli odbudowała całą moją pobożność i systematyczność w modlitwie. Przyniosła zrozumienie, że w każdej modlitwie chodzi o ratowanie życia, również a może przede wszystkim, duchowego. 

Jest więc dla mnie Różaniec ratunkowym kołem przede wszystkim dla mnie. Wiąże mnie z Matką Bożą i jej Synem. I jest też kołem ratunkowym, które rzucam innym. Na przykład kiedy widzę, że ktoś się boryka z jakimś problemem, to nawet nic mu nie mówiąc odmawiam dziesiątkę. Albo kiedy widzę, jak się z kogoś dużo zła wylewa, odmawiam dziesiątkę. A kiedy zapomnę komuś złożyć życzenia z jakiejś okazji, zgadnijcie co robię? Tak jest! Odmawiam dziesiątkę. Jestem też w kilku tzw Różach, gdzie modlimy się całym Różańcem (choć każdy z nas tylko po dziesiątce) za siebie nawzajem czy za tych, których kochamy. To jest coś wspaniałego! To jest ratunek. Już mi Różaniec nie ciąży, to ja ciążę jemu, jego się uchwyciłem i na nim zawisłem.

Bł. Fulton Sheen, który już w 1951 r. wymyślił  tzw. Różaniec Misyjny o pięciu kolorach, naprawdę bardzo kochał tę modlitwę, posłuchajcie go na koniec: „Różaniec jest księgą niewidomych, w której dusze widzą, i w której rozgrywa się największy dramat miłości, jaki widział świat; jest on księgą prostaczków, która wprowadza ich w tajemnicę i wiedzę bardziej satysfakcjonującą niż wykształcenie innych ludzi; jest to księga starców, których oczy zamykają się pod cieniem tego świata i otwierają na materię świata przyszłego. Moc Różańca jest nieopisana. Różaniec jest najlepszą terapią dla strapionych, nieszczęśliwych, przerażonych i przygnębionych dusz. Jeśli pragniesz kogoś nawrócić do pełni wiedzy o naszym Panu i Jego Mistycznym Ciele, naucz go Różańca”. 

ks. Andrzej Antoni Klimek
Redaktor naczelny
aaklimek@opiekun.kalisz.pl

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!