Próbujemy wrócić z Marsa na Ziemię
Po zatonięciu Titanica w 1912 r., dwa bliźniacze statki wycofano i tak zmodyfikowano, by uczynić je bezpiecznymi. Warto zrobić wszystko, aby uniknąć katastrofy.
W naszych rozważaniach, w których naszym przewodnikiem jest Jonathan Haidt, a dotyczących „zabrania naszych dzieci z Ziemi na Marsa”, czyli pozbawienia ich realnego życia na korzyść wielce szkodliwego wirtualnego, zbliżamy się do końca, czyli do sugestii, co należy zrobić, aby te dzieci ściągnąć z powrotem, a przynajmniej żeby nie dopuścić do „porwania” kolejnych. I tutaj najważniejsza wydaje się podstawowa zasada: należy tego dokonać wspólnie, czyli swoją robotę muszą zrobić zarówno koncerny produkujące software i właściciele portali społecznościowych, rządy narodowe, system szkolny i rodzice. Nie łudzę się, że ktokolwiek poza rodzicami skorzysta z naszych rekomendacji, więc kwestie które dotyczą koncernów, rządów i szkół jedynie zasygnalizuję, abyśmy mieli świadomość czego jako rodzice i wychowawcy powinniśmy się domagać od zbiorowości. Następnie bardziej szczegółowo zajmiemy się działką, którą muszą wziąć na siebie rodziny.
Co zależy od koncernów i rządów?
Przede wszystkim muszą oni zapewnić obowiązek ochrony nieletnich, czyli projektowania swoich usług kierując się ich dobrem, a nie swoim zyskiem. Oznacza to, że firmy muszą odjeść od swojej polityki, aby wszystkie posty były widoczne dla jak najszerszego grona i zadbać o jak najlepszą ochronę prywatności dzieci.
Już pod koniec lat 90. dyskutowano o konieczności ustalenia jakiejś bariery wiekowej określającej jasno do jakiego wieku należy mocno ograniczyć korzystanie przez młodych z „dobrodziejstw” Internetu i chronić ich dane osobowe. Niestety wówczas wybrano kompromis ustalając wiek 13 lat jako de facto początek internetowej dorosłości, co nie miało nic wspólnego nawet z ówczesną wiedzą odnośnie rozwoju mózgu i faktycznej dojrzałości trzynastolatków. Absolutnie konieczne jest więc podniesienie wieku internetowej dorosłości do lat 16, a co za tym idzie – i tutaj również piłeczka jest po stronie koncernów – ułatwienie weryfikacji wieku i istnieją już takie możliwości.
Teraz przechodzimy do tego, co powinny zrobić rządy narodowe i samorządy lokalne i tu warto rozpocząć od postulatu, który dotyczy również koncernów i portali: promować szkoły wolne od telefonów, a już na pewno smartfonów połączonych nieustannie z Internetem. Ponadto, w celu ograniczenia nadopiekuńczości w świecie realnym, trzeba inaczej spojrzeć na prawa dotyczące zaniedbywania dzieci. Chodzi o to, aby rodzice znowu mogli w odpowiednich warunkach pozostawiać swoje dzieci bez nadzoru nie ryzykując, że zostaną im odebrane prawa rodzicielskie.
Jonathan Haidt postuluje też, aby rządy na różnych szczeblach zachęcały do częstszej swobodnej zabawy, spędzania więcej czasu na powietrzu, dłuższych przerw pomiędzy lekcjami, a także budowały struktury, które zapewnią dzieciom miejsca do zabawy, które nie będą absolutnie bezpieczne, ale bezpieczne w zakresie wystarczającym. Apeluje też o więcej kształcenia zawodowego, praktyk i programów rozwoju dla młodzieży.
Co mogą zrobić szkoły?
Jak już wspomnieliśmy trzeba szkoły uwolnić od smartfonów, ponieważ wraz ze swoimi aplikacjami działają one niczym potężne magnesy, a połowa nastolatków twierdzi, że przebywa online „niemal ciągle”. Czy w takich warunkach można się uczyć? A przecież nie chodzi tylko o to, bo smartfony niszczą też relacje społeczne, ale o tym już pisałem.
Nawet z podziwianej Szwecji docierają sygnały, że prawie co dziesiąty uczeń (9%) kończący 9-letnią szkołę podstawową nie potrafi czytać ze zrozumieniem, a 15% ma kłopoty z pisaniem, takie dane prezentuje raport Uniwersytetu w Uppsali. Międzynarodowe badanie PISA z 2022 r. pokazało zaś, że w Szwecji problem z czytaniem ma co czwarty 16-latek. Ze statystyk publicznej telewizji SVT wynika, że od 2015 r. części egzaminu dziewięcioklasisty dotyczącej umiejętności czytania nie zdało 61 tys. uczniów. Pracownicy szwedzkich wyższych uczelni narzekają na studentów nie potrafiących korzystać z podręczników i mających problem z pisaniem. Dlaczego to wszystko? Minister szkolnictwa Lotta Edholm, która ponad dekadę temu, zasiadając we władzach Sztokholmu, wprowadzała do szkół laptopy, dziś będąc w rządzie wycofuje urządzenia cyfrowe. Jej zdaniem to właśnie technologia, laptopy i tablety, przyczyniły się do obniżenia poziomu nauczania. Teraz zapowiedziała powrót do ołówków, papieru i tradycyjnych podręczników. Miejmy nadzieję, że i nasze szkoły się opamiętają.
Co oprócz zakazu smartfonów i ograniczenia innych nośników elektronicznych mogą i powinny zrobić szkoły? Wprowadzić więcej zabawy i gier, które umożliwiają rozwój kompetencji społecznych dzieci, wydłużyć przerwy międzylekcyjne, a także poprawić jakość boisk i placów zabaw, pozwalając z nich korzystać również przed i po lekcjach, tworzyć kluby organizujące gry i zabawy. Haidt proponuje też zadawanie dzieciom prac domowych, w ramach których będą robić „coś, czego nigdy wcześniej same nie robiły”, oczywiście uzgadniając to z rodzicami. Zauważa też problem gorszych wyników chłopców, w związku z czym proponuje więcej praktycznych zajęć dla nich, a także zwiększenie liczby nauczycieli płci męskiej!
Co mogą zrobić rodzice?
Wskazania dla rodziców różnią się w zależności od wieku dzieci. W tym miejscu zajmiemy się tymi najmłodszymi, a za dwa tygodnie powrócimy do starszych dzieci.
Przede wszystkim rodzice powinni przestać myśleć jak stolarze, którzy patrząc na swoje dzieci mają jasną wizję tego, co chcą osiągnąć, wystarczy obliczyć, przyciąć, przypiłować i poskładać wszystko idealnie. Psycholog rozwojowa Alison Gopnik sugeruje, aby na wychowanie dzieci spojrzeć jak na ogrodnictwo: trzeba stworzyć chronioną i żyzną przestrzeń dla roślin, żeby mogły rozkwitnąć. To wymaga pracy, ale nie trzeba być perfekcjonistą i trzeba się pogodzić z nieprzewidywalnością procesu wychowania dzieci. „Zadaniem nie jest kształtować umysły dzieci, jest nim pozwolić tym umysłom eksplorować wszelkie możliwości jakie daje świat”. Zaczynamy więc porady dla „ogrodników” pielęgnujących dzieci w wieku 0-5 lat.
W tym okresie dziecku należy zapewnić odpowiednie środowisko: dobre odżywianie, kochających rodziców i czas na zabawę. Bardzo ważna jest zwłaszcza interakcja z rodzicami i powinno być jak najwięcej dobrych doświadczeń w świecie realnym. To nie znaczy, że każda sekunda czy minuta musi być optymalna, wyjątkowa lub edukacyjna. Kiedyś się słyszało takie bzdury: nie ważne jak wiele czasu spędzasz z dzieckiem, ważne żeby tych kilka minut było jak najwspanialsze. Tu nie chodzi o lekcję, ale o relację, warto pamiętać, że to co się robi ma większe znaczenie niż to ci się mówi. Nigdy nie wolno dzielić swojej uwagi pomiędzy telefon a dziecko. Trzeba też pamiętać, że dzieci najlepiej uczą się życia próbując czegoś, co odrobinę przekracza ich aktualne umiejętności, próbują czegoś co robią starsze dzieci i ważne, żeby w zabawach brały udział dzieci w różnym wieku.
Znacznie mniej dzieci w tym wieku potrzebują doświadczeń na ekranie. Smartfony, tablety, komputery i telewizory nie są dla nich odpowiednie, ponieważ emitują intensywną i przyciągającą stymulację sensoryczną i jednocześnie zachęcają do bardziej pasywnego zachowania i konsumpcji informacji. Przez pierwsze dwa lata ekrany w ogóle nie powinny być częścią codzienności, a do szóstego roku życia powinny być stosowane okazjonalnie, bo mózg dziecka oczekuje na „zaprogramowanie” go w świecie trójwymiarowym, odbieranym przez pięć zmysłów, pełnym ludzi i przedmiotów. Haidt pisze, że tylko w jednym przypadku czas przed ekranem ma wartość dla małych dzieci: jeśli chodzi o interakcję z członkami rodziny.
Na koniec rady szczegółowe
– do 18 miesiąca ogranicz korzystanie z ekranu tylko do ewentualnych videochatów z dorosłym (np. rodzicem, który wyjechał);
– pomiędzy 18 a 24 miesiącem tylko oglądanie programów edukacyjnych z opiekunem;
– w wieku 2–5 lat nieedukacyjne korzystanie z ekranów max 1 godz. dziennie, max 3 godz. w weekendy;
– wyłącz wszystkie ekrany podczas posiłków, wycieczek i na 30-60 minut przed snem.
Bardzo ważne jest to, aby nie używać ekranów jako smoczków, nianiek czy innych „uspokajaczy” dzieci, żeby mieć święty spokój. Taki spokój nie ma nic ze świętości, a może zgotować kiedyś piekło twoim dzieciom.
ks. Paweł
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!