Popiół na głowie porządek w sercu

Środa Popielcowa. Wchodzimy do kościoła, pochylamy głowy, a kapłan wypowiada słowa, które w dzisiejszym, nastawionym na sukces i wieczną młodość świecie, brzmią jak zgrzyt żelaza po szkle: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”.
Można się tym zdołować. Ale można też - i do tego zachęcam jako psycholog i wierzący ojciec – poczuć w tym ogromną ulgę. Ten popiół to sygnał „STOP”. To moment, w którym Kościół mówi: „Zatrzymaj się. Przestań biec. Zdejmij maskę niezniszczalnego człowieka. Przypomnij sobie, co jest naprawdę ważne”.
Wchodzimy w Wielki Post zmęczeni. Nie tyle fizycznie, co psychicznie. Nasze mózgi są przebodźcowane. Jesteśmy „przejedzeni” informacjami, powiadomieniami, hałasem, kolorami, zakupami. W psychologii powiedzielibyśmy: przeciążony jest układ nagrody - ciągle szukamy wrażeń, a czujemy się bardziej puści. Dlatego Wielki Post może być zaskakująco terapeutyczny. To wyjście na pustynię. Nie po to, by cierpieć dla samego cierpienia, ale by zrobić w sobie przestrzeń.
Często sprowadzamy ten czas do prostych postanowień: „nie zjem czekolady”. To dobre ćwiczenia woli, ale jeśli kończą się tylko na tym, to jest to zwykła dieta, a nie post. Post chrześcijański ma cel: robię puste miejsce w żołądku, w terminarzu, w głowie, aby zaprosić tam Boga i drugiego człowieka.
Jako ojciec wiem, że narzucanie dzieciom umartwień kończy się buntem i marudzeniem. Jak więc przeżyć ten czas rodzinnie, by nie był „smutną katorgą”, ale „treningiem miłości”? Zmieńmy wektor. Zamiast skupiać się tylko na tym, czego nie robimy (zakazy), skupmy się na tym, co robimy w zamian.
Post od ekranów = uczta relacji
To najtrudniejszy, ale najpiękniejszy post współczesności. Jeśli jako rodzina decydujemy: „W piątki wieczorem nie włączamy telewizora i odkładamy telefony”, to w powstałą ciszę musimy włożyć coś innego. Gry planszowe? Wspólne czytanie? Rozmowę? To jest prawdziwe umartwienie dla naszego „cyfrowego głodu”, ale owocem jest odbudowana więź między nami.
Post od narzekania
To propozycja dla nas, dorosłych. Ile razy dziennie wzdychamy, krytykujemy, marudzimy na korki, pogodę, czasy? Spróbujmy „zagłodzić” w sobie malkontenta. Każde powstrzymanie się od złośliwego komentarza jest aktem miłości.
Jałmużna czasu
Dla dziecka wrzucenie złotówki do puszki jest proste. Trudniejsze jest oddanie swojego czasu np. pomoc rodzeństwu w sprzątaniu. Uczmy dzieci, że rezygnacja z „mojego” na rzecz „naszego” to istota Ewangelii.
Wróćmy do popiołu. Prawda o tym, że „jesteśmy prochem”, leczy nas z perfekcjonizmu. Nie muszę być idealnym ojcem, niezniszczalną matką. Jestem kruchy. Popełniam błędy. Potrzebuję Boga, bo sam sobie nie poradzę. To zdanie o prochu, wypowiedziane nad głową, jest też zaproszeniem do pokory w domu. Może ten Wielki Post to dobry czas, by częściej mówić dzieciom i współmałżonkowi: „Przepraszam”? By przyznać się do błędu? Wielki Post to nie czas udręki. To czas generalnych porządków. Wyrzucamy śmieci (złe nawyki, grzechy), by na Wielkanoc nasz dom i nasze serca były gotowe na przyjęcie Życia.
Wyzwanie na początek Wielkiego Postu
W Środę Popielcową lub w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, usiądźmy całą rodziną i spiszmy „Kontrakt Wielkopostny”. Niech każdy (rodzice też!) wpisze jedno wyrzeczenie (z czego rezygnuję) i jeden dar (co zrobię dobrego). Niech ten czas będzie wspólną wyprawą na szczyt, a nie samotną męką.
Grzegorz Zawada
Zdjęcie: iStock
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!