Politycy to nie anioły
Piękno, prawda i dobro - tej triady u polityków szuka się ze świecą.
We Włoszech rozpętała się mała burza medialna po tym, jak w sobotę, 31 stycznia dziennik La Repubblica poinformował, że oblicze anioła na fresku w historycznej rzymskiej Bazylice San Lorenzo in Lucina po renowacji stało się łudząco podobne do twarzy… Giorgii Meloni – szefowej prawicowego rządu. Natychmiast uruchomił się minister kultury Alessandro Giuli, który zlecił zadanie wyjaśnienia okoliczności konserwacji zabytku i rzekomego przekształcenia twarzy anioła na twarz pani Meloni urzędowi do spraw nadzoru nad zabytkami. Prace renowacyjne prowadzone są w bazylice przez profesjonalistów, jednakże częścią, w której pojawiła się znajoma twarz, zajmował się… zakrystian i dekorator, Bruno Valentinetti, którego włoska prasa opisuje jako „wolontariusza obecnego w kościele każdego ranka”. Bruno odżegnuje się od zarzutów i dziennikarzom sugerującym podobieństwo anioła do pani premier odpowiada: „to wy tak twierdzicie” i „udowodnijcie, że to ona”. Prasa jest oczywiście pełna spekulacji o prawicowych poglądach dekoratora, a także o innych jego wcześniejszych zatrudnieniach, w tym w rezydencji Silvio Berlusconiego. Specjalistyczne portale zajmujące się sztuką i architekturą stwierdzają, że podobieństwo jest jednak ewidentne. Ja osobiście patrząc na fotografie sprzed i po renowacji, a także na zdjęciach pani Meloni też dostrzegam duże podobieństwo. Co będzie dalej? Kuria i ministerstwo zastanawiają się nad usunięciem tego fragmentu fresku, podobnie stwierdza proboszcz bazyliki: „Jeśli to problem, to go usuniemy”. Sama pani premier odniosła się do całej sprawy na swoim profilu w mediach społecznościowych żartobliwie komentując: „Nie, zdecydowanie nie wyglądam jak anioł”.
Nie wiem co tam sobie ten cały Bruno myślał i dlaczego nadał aniołowi (jeśli rzeczywiście było to intencjonalne) rysy szefowej rządu, ale być może chodzi o to pragnienie, które gdzieś w sercu wielu ludzi ciągle żywi, że politycy mogą mieć tę niesamowitą sprawczość, która kolokuje ich znacznie bliżej boskości niż ludzkości. W poprzednim numerze w tym miejscu pisałem o swoim dylemacie, pisać o Trumpie czy o Prevoście (wierzę, że jednak znacznie bliżej Boga jest papież, choć pewnie Trump ma na ten temat inne zdanie), ostatecznie skłaniając się ku papieżowi i dzisiaj byłaby kolej na amerykańskiego prezydenta, bo nie da się ukryć, że ostatnio niemal wszystko na świecie kręci się wokół niego: zajmie Grenlandię, czy nie, wprowadzi cła, czy nie wprowadzi, sprowokuje europejską politykę do bardziej realistycznych działań i odejścia od celów ideologicznych, czy nie? A idąc dalej: powinien nasz prezydent przystąpić do Rady Pokoju, czy nie? Chcemy czy nie chcemy, od ponownego wyboru Trumpa świat się kręci wokół niego. A aniołem to on też nie jest (chociaż choćby dla ruchu pro life uczynił bardzo wiele) i głównym celem jego polityki nie jest dobrostan Polaków. Niestety, nawet dla niektórych polskich polityków, też nie jest on celem, więc dlaczego miałby być dla Amerykanina? Dla Trumpa first (pierwsza) jest Ameryka.
Pamiętam, jak do poprzedniego Prezydenta RP jakaś pani podczas wiecu krzyknęła: „błogosławione piersi+ które ssałeś!” Przesadziła, bo tamten prezydent aniołem też nie był. Obecny też nie jest. Ale trzymajmy kciuki i módlmy się, żeby o Polskę i polskie sprawy potrafił skutecznie zawalczyć.
ks. Andrzej Antoni Klimek
aaklimek@opiekun.kalisz.pl
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!