TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 09 Kwietnia 2020, 22:31
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Pokonaj wirusy i bakterie

Pokonaj wirusy i bakterie

Sezon grypowy i na różne inne wirusy mamy w pełni.Nagle okazało się, że Polacy przypomnieli sobieo podstawowych zasadach higieny, choć jeszcze nie wszyscy i nie w pełnym zakresie. Prawda jest jednak taka,że powinny nam one towarzyszyć zawsze i wszędzie. Cały rok, całe życie, od dzieciństwa.

Każdy zapewne zna zabawny wierszyk o tym, że „częste mycie, skraca życie, skóra się ściera i człowiek umiera” lub „brud poniżej 5 mm nie szkodzi, a powyżej się wykrusza”. Powszechny jest też mit „zasady 5 sekund” - jeśli coś spadnie na podłogę i szybko się to podniesie to bakterie „nie zdążą” wskoczyć. Niestety, niektórzy traktują je czasami dosłownie, bo około 20 procent Polaków nie myje rąk nawet po skorzystaniu z toalety. Natomiast większość osób regularnie dbających o higienę, nie robi tego właściwie. Tymczasem właśnie częste mycie rąk i stosowanie się do kilku innych zasad higieny, szczególnie w miejscach publicznych, może zadecydować nie tylko o zdrowiu, ale czasem także o życiu człowieka.


Samodzielne i zależne
Mam czasami takie wrażenie, że część społeczeństwa zupełnie nie bierze pod uwagę istnienia zjawisk, które nie są widoczne gołym okiem. Dotyczy to głównie bakterii i wirusów, z którymi każdy codziennie ma do czynienia. Są one realnym zagrożeniem, dlatego warto na początku zdać sobie sprawę, czym są i czym się różnią. Bakterie to organizmy żywe i samodzielne (posiadają jądro komórkowe), mogą mnożyć się i rozwijać w dowolnym, sprzyjającym im miejscu (wywołują różnego rodzaju infekcje, zakażenia i choroby, na które przepisuje się antybiotyki). Wirusy nie należą do organizmów żywych (choć naukowcy się jeszcze o to spierają) i nie mogą autonomicznie mnożyć się i rozwijać. Robią to dopiero dzięki organizmowi nosiciela. Przeziębienie i grypa to właśnie choroby wirusowe (tutaj antybiotyki nie skutkują, wszystko zależy od odporności samego organizmu). Warto wiedzieć, że wirusy przeziębienia i grypy żyją poza ustrojem około 12-48 godzin na powierzchni różnych przedmiotów. Te z rodziny koronawirusów (ten nowy wcale nie jest pierwszą odmianą) mogą się utrzymywać nawet do dziewięciu dni. Trzeba pamiętać, że za każdym razem walka z wirusem, a raczej taka, w której się poddajemy lub bagatelizujemy sytuację, może zakończyć się tragicznymi powikłaniami, a w ich wyniku śmiercią. Nie jest wcale rzadką sytuacją, kiedy młode osoby między 20 a 30 rokiem życia żegnają się z tym światem np. z przyczyn kardiologicznych. Tego rodzaju powikłania zdarzają się przy niedoleczonej grypie.


Więcej uwagi
Nie chodzi tu oczywiście o to, by kogokolwiek straszyć, ale zwrócić uwagę, jak ważna jest świadomość zagrożeń, których stosunkowo łatwo uniknąć. Przede wszystkim podstawową zasadą higieny jest częste mycie rąk. Powinno ono trwać, według wytycznych lekarzy i służb sanitarnych, minimum 30 sekund pod bieżącą wodą z użyciem mydła (najlepiej mydła w płynie, bo kostka leżąca na umywalce również jest siedliskiem bakterii, szczególnie groźnym w miejscach publicznych). Mało kto myje ręce tak „długo”, a wyłącznie takie oczyszczanie dłoni daje zadowalające efekty. Drugą kwestią są okoliczności, kiedy jest to konieczne. Nie tylko po skorzystaniu z toalety, ale także przed każdym posiłkiem czy przygotowywaniem posiłku, po korzystaniu z telefonu komórkowego i innych przedmiotów, które łapane są często brudnymi rękami. Ważne jest także umycie rąk po powrocie spoza domu z miejsc publicznych, komunikacji miejskiej czy po przyjściu do kogoś w odwiedziny (zwykle pojawia się poczęstunek, a zagadany gość zapomina o higienie). Przebywając w miejscach publicznych zawsze warto (nie tylko podczas epidemii koronawirusa z Wuhan) mieć przy sobie żel lub chusteczki antybakteryjne lub środek z wysoką zawartością alkoholu wykonany samodzielnie w domu (żeby zabić zarazki musi zawierać min. 60 procentowy roztwór alkoholu). Konieczne jest zwrócenie uwagi na odruch, który ma większość ludzi, czyli dotykanie twarzy, włosów, drapanie się po nosie, przecieranie oczu, wycieranie ust wierzchem dłoni, czy mimowolne ich dotykanie. Są one trudne do kontrolowania, ale w miejscach publicznych powinno to być obowiązkowe.
Każdy nieustannie jest narażony na stykanie się z przedmiotami i powierzchniami zasiedlonymi przez bakterie i wirusy przyniesione przez inne osoby, często chore. Czujność trzeba zachować w sklepach, restauracjach, na stacjach benzynowych, w kościele, szkole, na uczelni, a przede wszystkim w placówkach medycznych, przychodniach, szpitalach i gabinetach lekarskich. Ważne jest, by dzieci do takich miejsc nie zabierały zabawek i innych przedmiotów, które później lądują z nimi np. w łóżku, czy trafiają często do buzi malucha. W sezonie chorobowym najlepiej unikać dużych skupisk ludzkich (koncertów, wykładów, kin, centrów zabaw, wydarzeń sportowych). Kolejną sprawą jest wystrzeganie się osób kaszlących i kichających (najlepiej w przychodni z takimi nie rozmawiać, bo przez drobinki śliny podczas mówienia bakterie i wirusy wędrują wprost na twarz rozmówcy) oraz zwracanie im uwagi, by zasłaniały twarz lub wychodziły poza pomieszczenia podczas ataku kaszlu. Jeśli nie ma się takiej odwagi, pozostaje uciekać.


Nie popsuć smaku
Równie ważne, a może nawet ważniejsze, jest higieniczne przygotowanie posiłków. Dokładne mycie warzyw i owoców, a także innych produktów przyniesionych ze sklepu jest obowiązkowe, a wciąż mocno lekceważone. Częstowanie się owocami prosto z targowiskowego straganu niektórzy wciąż mają mocno zakorzenione w mentalności. To, że są one reklamowane jako ekologiczne, prosto od rolnika czy owoce prosto z krzaczka jeszcze o niczym nie świadczy. Mogą zawierać bowiem niebezpieczne bakterie kałowe zarówno ludzkie, jak i zwierzęce. Każdy produkt przeznaczony do spożycia trzeba wcześniej bardzo dokładnie umyć pod bieżącą, najlepiej gorącą wodą (warzywa, owoce, mięsa, ryby, jajka, także te „ze wsi”). Szczególną uwagę trzeba zwrócić na te, które będą jedzone na surowo, a nie poddawane obróbce termicznej. W tym miejscu mała dygresja, należy wystrzegać się jak ognia sałat i ich mixów, na których widnieje informacja, że zostały już umyte. To, że taśma produkcyjna przeleciała z nimi pod bieżącą, zapewne zimną wodą, jeszcze nie oznacza, że są pozbawione bakterii, czy choćby ziemi i piasku. Potem trafiają bowiem do pakowania, czasami ręcznego, a sama taśma produkcyjna nie grzeszy czystością. Dlatego szczególnie w sezonie grypowym należy zrezygnować z jedzenia w restauracjach sałatek, tatarów czy wielu innych surowych dań. Najlepiej wybierać te poddawane obróbce w bardzo wysokich temperaturach.


Odpowiedzialność za drugiego człowieka
Mówiąc o kwestiach higieny mówi się nie tylko o dobru pojedynczego człowieka, ale przede wszystkim o tym, że każdy odpowiedzialny jest także za innych. Nie tylko za własną rodzinę, ale także sąsiadów, przyjaciół, znajomych, a nawet nieznajomych spotkanych w sklepie. Wystarczy podczas choroby dotknąć ręką, która przed chwilą trzymała chustkę do nosa, pieczywa na stoisku w markecie i po chwili się rozmyślić, żeby wrzucić je z powrotem. Już można mieć pewność, że co najmniej kilka osób zarazi się w ten sposób np. wirusem przeziębienia i oby to tylko było to.
Dlatego też wszystkie zakupy przyniesione ze sklepu, także te w opakowaniach (woreczkach, puszkach, słoikach, plastikach i torebkach) należy potraktować środkiem bakteriobójczym lub również umyć pod bieżącą wodą. W najgorszym przypadku po otwarciu takiego opakowania umyć dokładnie ręce, wyjąć porcję produktu, nie dotykać go ponownie i schować resztę do lodówki już po jedzeniu.
Osobną kwestią jest odpowiedzialność osób pracujących w sklepach spożywczych (czy na takich stoiskach w marketach) i piekarniach. Co prawda powszechne stało się w większości z nich używanie rękawiczek, jednak wystarczy kilka minut obserwacji, by zauważyć, że te same rękawiczki co chleba czy kiełbasy, dotykają pieniędzy (na liście najbrudniejszych rzeczy świata) czy kasy fiskalnej. Jeśli ktoś nie chce przyjmować dawki bakterii od pani ekspedientki czy kilku wcześniejszych klientów, trzeba zareagować lub znaleźć inny sklep, a samemu będąc sprzedawcą zdawać sobie sprawę z tego, ile osób przeze mnie może zachorować.

Największe siedliska bakterii na świecie
1. Telefon komórkowy - zabierany wszędzie, a nie czyszczony niemal nigdy; można na nim przenieść nawet gronkowca złocistego.
2. Pieniądze - naukowcy twierdzą, że na papierowych banknotach wirus grypy może przetrwać nawet do 17 dni, nie licząc innych groźnych drobnoustrojów.
3. Drewniane łyżki i deski do krojenia - wilgoć i resztki jedzenia to idealne środowisko dla rozwoju bakterii, szczególnie niebezpieczne są deski po krojeniu surowego mięsa i ryb.
4. Szczoteczka do zębów i szczotka do włosów - szczególnie niebezpieczne jeśli nie zamykamy klapy wc podczas spłukiwania, należy je często myć lub wymieniać.
5. Pilot do sprzętu RTV - każdy go dotyka, niekoniecznie czystymi rękami, a przecież przed tv każdy lubi coś jeść, więc bakterie od wszystkich użytkowników trafiają prosto do organizmu.
6. Klawiatura komputera - ze swoimi szczelinami między klawiszami stanowi doskonałe schronienie dla bakterii, trudno ją wyczyścić i mało kto wpada na pomysł, by to zrobić.
7. Ścierki oraz ręczniki do naczyń - często używane dosłownie do wszystkiego: wycierania naczyń, stołów i blatów, owoców i rąk, a to najprostsza droga do tragedii, a wystarczy przeznaczyć osobne ściereczki do poszczególnych zastosowań.
8. Myjki i gąbki do naczyń - wilgoć i resztki jedzenia sprzyjają rozwojowi chorobotwórczych bakterii, a taka gąbka jest nie do wymycia, dlatego trzeba często ją zmieniać.
9. Zlewozmywak - tutaj trafiają bakterie z mytych rąk, owoców, warzyw, mięs, ryb czy jaj, dlatego szorowanie go bakteriobójczym środkami trzeba potraktować poważnie, bo często czai się tu bakteria E.coli i salmonella.
10. Tusze do rzęs i szminki - osiadają na nich bakterie zbierane podczas infekcji oczu i ust, by już tam pozostać, a to przecież najbardziej wrażliwe miejsca na twarzy, a zdarzają się osoby, które pożyczają sobie takie kosmetyki.

 

Teoria wzmacniania odporności przez obcowanie z patogenami
Są zwolennicy takiej teorii, że zbyt częste mycie rąk usuwa z nich naturalną barierę ochronną, a częste obcowanie z drobnoustrojami (szczególnie przez dzieci) uodparnia na różne choroby. Przykładami mają być osoby, które 40-50 lat temu często nie widziały na oczy mydła, jadły owoce prosto z sadu, a ręce myły raz dziennie przed snem i były wzorem dobrego zdrowia oraz samopoczucia. Niestety z kilku powodów teoria ta, choć w pewnym stopniu mogłaby być słuszna, nie sprawdza się współcześnie.
1. Powszechne obecnie podróżowanie do najdalszych zakątków świata sprowadza do nas bakterie i wirusy, na które organizm z naszej szerokości geograficznej nie jest w stanie się uodpornić, bo ich nie zna i nie występują one w tym środowisku.
2. Podobnie jest z drobnoustrojami przywożonymi na owocach i warzywach z różnych krajów Europy oraz świata, należy je więc bezwzględnie myć, także dlatego, że są pokryte grubą warstwą konserwantów i innych środków chemicznych pozwalających przeżyć transport.
3. Ludzkie organizmy współcześnie mają dużo mniejszą odporność niż te 40-50 lat temu. Dzieci są wychowywane w domach, a nie na podwórkach czy polach i łąkach. Dorośli pracują na przestrzeniach zamkniętych, często bez dopływu światła i świeżego powietrza. Sposób życia (siedzący tryb pracy, poruszanie się autami) i odżywiania (przetworzona żywność z dużą ilością syntetycznych dodatków) mocno osłabia odporność.

Anika Nawrocka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!