TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 03 Czerwca 2026, 19:37
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Pokoje pełne zabawek i głodne serca  

Pokoje pełne zabawek i głodne serca. O tym, jak być „chlebem” dla swojego dziecka. 

Początek czerwca przypomina nam o Dniu Dziecka i o pragnieniu, by sprawić naszym dzieciom radość. Przeglądamy zabawki, planujemy lody, kino czy park rozrywki.
Często robimy to z najlepszych pobudek, chcemy dać dzieciom to, czego sami kiedyś nie mieliśmy.
Kilka dni później wychodzimy na ulice w procesjach Bożego Ciała. I choć te dwa dni z pozoru niewiele łączy, widać między nimi ważny pomost. Oba prowadzą do pytania: czego naprawdę pragnie ludzkie serce?

Pułapka „plastikowej” miłości

Wielu nastolatków z tak zwanych „dobrych domów” ma dziś smartfony, markowe ubrania i pokoje pełne gadżetów. A jednak za tą obfitością często kryje się samotność, brak rozmowy i emocjonalny głód.
Żyjemy w kulturze, która próbuje nam wmówić, że miłość można kupić i zapakować w kolorowy papier. Zmęczeni pracą i brakiem czasu, czasem próbujemy zagłuszyć rodzicielskie poczucie winy kolejną zabawką czy nowym gadżetem.

Oczywiście prezent nie jest niczym złym. Może być pięknym znakiem miłości. Problem zaczyna się wtedy, gdy rzecz ma zastąpić relację. Nowa zabawka daje krótki zastrzyk przyjemności, czasem na kilka dni, czasem tylko na kilka godzin. Potem radość gaśnie, a zabawka ląduje w kącie. Dziecko nie potrzebuje przede wszystkim kolejnej rzeczy. Potrzebuje obecności: doświadczenia, że ktoś je widzi, słyszy i naprawdę chce z nim być.

Największy dar z samego siebie

I tutaj z pomocą przychodzi teologia Bożego Ciała. Co robi Bóg, aby okazać nam swoją największą miłość? Nie zrzuca z nieba złotych monet. Nie rozwiązuje za nas wszystkich problemów. On daje nam samego siebie pod postacią chleba.

W Eucharystii Bóg nie daje nam tylko czegoś. Daje nam Kogoś: siebie samego. Jego Ciało jest „za nas wydane”. To jedna z najgłębszych definicji miłości: być obecnym, oddać siebie, nakarmić drugiego własnym życiem. I właśnie tego, na swój dziecięcy sposób, pragną od nas nasze dzieci. Nie tylko prezentów. One pragną nas. Często wolą 15 minut tarzania się po dywanie z tatą, mamą niż najdroższy zestaw klocków układany w samotności, gdy rodzice siedzą obok z telefonem.

Być dobrym jak chleb

Święty brat Albert Chmielowski mówił, że trzeba „być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole i z którego każdy może kęs dla siebie ukroić”. To piękna metafora rodzicielstwa. Bycie mamą czy tatą to nieustanne dawanie siebie. Dzieci „jedzą” nasz czas, sen, energię, a czasem resztki cierpliwości. To bywa wyczerpujące. Ale kiedy dajemy dziecku uwagę, karmimy to, co w nim najgłębsze - jego serce.

Budujemy w nim przekonanie: „Jesteś dla mnie tak ważny, że odkładam wszystko inne, by być tylko z tobą”. To kapitał, z którym dziecko wejdzie w dorosłość i który pomoże mu przejść przez kryzysy.

Wyzwanie na początek czerwca

Z okazji Dnia Dziecka zróbcie prosty eksperyment. Zamiast lub oprócz upominku podarujcie dziecku „Kupony na mój czas”. Na karteczkach napiszcie:„Ważne na 30 minut gry w planszówki - bez telefonu”.
„Ważne na wspólny spacer w wybrane przez Ciebie miejsce”.
„Ważne na pieczenie ciastek, nawet jeśli nabrudzimy w kuchni”.
Kiedy dziecko zrealizuje taki kupon, niech to będzie czas naprawdę święty: bez telefonu, bez pośpiechu, bez udawanej obecności. Bądźcie dla nich blisko, cicho, cierpliwie i całkowicie - ucząc się od Tego, który pozostaje z nami pod postacią chleba. 

Grzegorz Zawada

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!