TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Marca 2020, 11:18
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Pogoda ducha

Pogoda ducha

Chciałbym dzisiaj podzielić się z Wami dwoma wydarzeniami, które wywołały szeroki uśmiech na mojej twarzy i umocniły moją pogodę ducha na ładnych kilka dni.

Zacznę może od mniej istotnego. Jak nasi Czytelnicy wiedzą, nie jestem szczególnym sympatykiem eksponowania świadectw wiary celebrytów, choć oczywiście nie odbieram im możliwości pewnego wpływu na młodych ludzi, dla których takie gwiazdy mogą być jakimś autorytetem, czy wzorem do naśladowania. Co prawda nie wiem, co w mojej wierze miałby zmienić fakt, że jakiś piłkarz, czy muzyk wierzy tak samo. Nie mówiąc o ryzyku, że gwiazda za parę lat może się nagle rozpić, albo zrobić jakieś duchowe harakiri, na przykład odkryć „jeszcze lepszy poziom duchowości dajmy na to u scjentologów”. I co wtedy? Ale ok. Nie będę się czepiał. W każdym razie nie emocjonuję się, gdy w jakimś katolickim medium pojawia się kolejny nawrócony człowiek „z nazwiskiem”. Choć życzę każdemu, aby w wierze wytrwał.
Ale muszę się przyznać, że w sobotę jechałem samochodem i słuchałem radia, a konkretnie audycji, w której pani redaktorka prowadząca zwykle audycje dla dzieci, przepytywała Krzysztofa Hołowczyca, znanego kierowcę rajdowego i niewątpliwie celebrytę. I proszę sobie wyobrazić, że właśnie w tej rozgłośni niekoniecznie filo-katolickiej (delikatnie mówiąc), pan Krzysztof, bynajmniej nie przypierany do muru, w pewnym momencie opowiadając o swoich doświadczeniach podczas rajdów, kiedy przy zawrotnych prędkościach człowiek naprawdę ociera się o śmierć, powiedział bardzo jasno i bez ogródek, że on jak najbardziej wierzy w Boga. I że wie, że teraz niektórzy będą się z tego co on mówi śmiać, ale on ma to... gdzieś. Wytłumaczył też, że żyje w pewnych ramach kontraktów, które niekoniecznie pozwalają mu mówić to co chce, ale to nie zmieni faktu, że on w Boga wierzy i powoli przygotowuje się na spotkanie, które na pewno kiedyś nastąpi, bo na tamtym świecie na pewno potrzeba takich walczaków, jak on. I jeszcze mówił pięknie o rodzinie, o ciągle tej samej żonie i o czasie, który zmarnował przez sport i ma tego świadomość, że tę rodzinę zaniedbywał. Ja się przyznam, że nie wiem jak pan Hołowczyc się „prowadzi politycznie”, kogo krytykuje, a kogo popiera, ale takie niewymuszone świadectwo, nie na pokaz, bo nikt tam tego od niego nie oczekiwał, a być może nawet w kręgach, w których się obraca, będzie przyjęte bez zachwytu, spodobało mi się. I te jego słowa wywołały u mnie takiego banana, że nikt by się nie domyślił, że akurat jechałem na pogrzeb.
Drugie wydarzenie ma zupełnie inny kaliber. Dotyczy apokaliptycznych przepowiedni niektórych środowisk katolickich w związku z ostatnimi synodami. Wiecie co miało być: święcenie kobiet, żonatych mężczyzn, no i generalnie koniec świata, a na pewno Kościoła takim, jakim go znamy. I co? I pstro! Papież Franciszek w posynodalnej adhortacji odnosząc się do propozycji udzielenia kobietom w Amazonii świeceń diakonatu napisał: „To zachęca nas do poszerzenia naszego spojrzenia, aby uniknąć sprowadzenia naszego rozumienia Kościoła jedynie do struktur funkcjonalnych. Taki redukcjonizm doprowadziłby nas do myślenia, że można by kobietom udzielić statusu i większego udziału w Kościele tylko wtedy, gdyby otrzymały dostęp do sakramentu święceń. Takie jednak spojrzenie faktycznie ograniczyłoby perspektywy, poprowadziłoby nas do klerykalizacji kobiet, pomniejszyłoby wielką wartość tego, co już dały i w subtelny sposób spowodowałoby zubożenie ich niezbędnego wkładu”. Łojejku, to nie będzie święceń kobiet??? To czym teraz będą straszyć „prawdziwi” katolicy? A ja się śmieję w głos! Taka kiedyś piosenka była, Mr. Zoob śpiewali...
No i teraz z tą moją uśmiechniętą, umytą twarzą, jestem gotowy. Bo nadchodzi Wielki Post.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!