TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Stycznia 2026, 07:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Płonie światło tuż obok nas

Płonie światło tuż obok nas

Św. Paweł zachęca, by w ewangelizacji „nastawać w porę i nie w porę” i bardzo słusznie. Czasem nawet nie da się mówić o czymś innym.

W tych dniach często odwiedzamy cmentarze i to jest nie tylko dobra okazja, aby pomodlić się za naszych zmarłych i odnowić z nimi wspólnotę świętych obcowania, ale również do zaświadczenia przed naszymi dziećmi, także tymi starszymi, że głęboko wierzymy w życie wieczne i ewentualnie z nimi o tym porozmawiać. Nigdy nie zapominajcie, że należy wykorzystywać wszystkie nadarzające się okazje, a ta jest naprawdę wyjątkowa.

Jest inny świat

Mam takie głębokie przekonanie, że kiedy przestaje się być dzieckiem, a co za tym idzie cmentarz nie jest już miejscem wzbudzającym strach i nie chodzi się tam głównie po to, aby dłoń oblepić woskiem ze zniczy i taką „uschłą” ręką straszyć koleżanki (tak się przynajmniej robiło w czasach mojego późnego dzieciństwa), to jest niemal niemożliwe, aby właśnie tam, gdzie spoczywają ciała osób, które się kochało, nie zapytać: czy jest coś więcej? Czy istnieje inny świat? Myślę, że już nastoletnie osoby stawiają sobie takie pytania, kiedy przechadzają się pośród mogił swoich bliskich w listopadowe dni. Jest to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy naprawdę trudno jest myśleć o innych sprawach.

Pamiętacie piosenkę Antoniny Krzysztoń? „Jest inny świat, tak wiem gdzieś tu. Nie za lasami tam, po prostu on jest tu. I czuję płonie światło tuż obok nas, tak czuję światło płonie. I złoty deszcz, a tęcza tęcz nad głową, wystarczy tylko spojrzeć. O-o-o mój świat, twój świat, deszczu rękami nie zagarnę. O-o-o mój świat, twój świat… Istnieje to, co kochasz”. Nie wiem, czy uda wam się zapoznać wasze dzieci z tą piosenką, ale te słowa, że „istnieje to, co kochasz” i że jest inny świat, którego nie widzimy oczami, mogą być świetnym punktem wyjścia do próby wytłumaczenia, że babcia, dziadek, wujek czy jakiś zmarły przyjaciel (dzisiaj coraz częściej mamy do czynienia ze śmiercią ludzi młodych, to temat na zupełnie inny artykuł) nie umarli „do końca”. I to nie tylko dlatego, że my ich ciągle kochamy, a przecież „istnieje to co kochasz”, ale przede wszystkim, ponieważ Jezus umarł na krzyżu i zmartwychwstał właśnie po to, aby nikt z nas nie pozostał w grobie na zawsze. Aby nikt z nas nie umarł całkiem i do końca.

Wiara to nie wiedza

W tym miejscu oczywiście może się pojawić reakcja odrzucenia, zwłaszcza u tych, którzy z Panem Jezusem mają nie po drodze, ale – jak się powiedziało – każdą okazję trzeba wykorzystać. Przecież to nie jest tak, że my w nic nie wierzymy i przyjmujemy tylko to, co wiemy z całą pewnością. Czasami nawet tak się mówi: gdybym na pewno wiedział, że Jezus jest Bogiem, że jest naprawdę obecny w Komunii Świętej, że Jego śmierć na krzyżu ma wpływ na to, co będzie ze mną po śmierci, że jest dusza, która nie umiera, że jest jakieś niebo czy piekło, gdybym to wszystko WIEDZIAŁ, miał udowodnione, to na pewno bym uwierzył. Ale to nieprawda! Bo wiara to nie jest wiedza! Wiedza jest udowodniona i daje nam pewność (choć i tu potrafią być naprawdę wielkie oszustwa). Wiary nie da się udowodnić w taki sam sposób (są inne sposoby uzyskiwania pewności, ale nie o tym dzisiaj).

Poza tym, to wcale tak nie jest, że my w nic nie wierzymy, albo że wierzymy tylko w to, co udowodnione. Pomyślcie, ile razy w życiu uwierzyliśmy w coś, co potem okazało się absolutnym kłamstwem. Choćby na lekcjach historii. Weźmy na przykład sprawę Katynia. Albo kwestię kto zaatakował Polskę w 1939 r. Ktoś może powiedzieć, że historia nie ma wpływu na nasze życie (nie zgadzam się z tym, ale ok). No to inny przykład. Przez dziesięciolecia wmawiano nam, że margaryna jest lepsza od masła, a jajka można jeść maksymalnie dwa na tydzień. Wielu ludzi ustawiało całe swoje życie (często rujnując swoje zdrowie), bo w to uwierzyli! Więc to nie jest tak, że my nic nie przyjmujemy „na wiarę”. Przyjmujemy tak bardzo wiele rzeczy i nawet jeśli często spotyka nas rozczarowanie, to nie przestajemy tego czynić. Jedynie z wiarą w Boga i wiarą Bogu mamy jakieś niestworzone problemy. Dlaczego wierzymy słowu historyka, dietetyka, sąsiada (który wciska nam plotki o kimś innym), a nie wierzymy Słowu Boga? Bo właśnie nie na naszym rozumie, ale na Słowie Boga opiera się wiara. W to, że śmierć nie jest definitywna, w zmartwychwstanie, w życie wieczne, w niebo, w to, że ci których kochamy, nie umarli na zawsze. Że jest inny świat.

Aby osiągnąć życie wieczne

To ciekawe, że papieże (św. Jan Paweł II, Benedykt XVI, Franciszek) często zwracając się do młodych opierali się o przypowieść ewangeliczną o bogatym młodzieńcu, który przychodzi do Jezusa i pyta: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”. Zanim przejdziemy dalej, warto zauważyć, że młody człowiek widzi w Jezusie dobrego nauczyciela i w tym kontekście od razu się zapytać, czy my dla naszych dzieci jesteśmy dobrymi nauczycielami. Choćby teraz w okresie uroczystości Wszystkich Świętych i wspomnienia Wiernych Zmarłych, kiedy chodzimy razem na cmentarze, co ukazujemy naszym potomkom: prawdziwą troskę o zmarłych, o ich życie wieczne, czy nasze wizyty są pełne modlitwy i zadumy, czy też raczej są kolejną okazją do „pokazania się” poprzez największe możliwie znicze (stawiane choćby piętrowo, albo – co gorsza – usuwając inne, aby zrobić miejsce dla swoich), najdroższe wiązanki kwiatów i inne zachowania, które dla młodych mogą być po prostu gorszące. Zauważmy, że nawet tak dobry nauczyciel, jak Jezus, nie był w stanie przekonać owego bogatego młodzieńca i odszedł on zasmucony, więc jaką szansę, jaką wiarygodność w mówieniu o „innym świecie” mamy my, jeśli w praktyce wszystko nas interesuje oprócz tego „innego świata”?

Wróćmy jednak do bogatego młodzieńca i Jezusa, który w odpowiedzi na pytanie najpierw wskazuje na życie według przykazań. A kiedy młodzieniec zapewnia, że spełnia je od zawsze, wówczas Jezus „spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»”. W tym miejscu zmienia się klimat wydarzenia. Pisze Ewangelista: Młodzieniec „spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości”. Ciekawie skomentował to wydarzenie św. Jan Paweł II. Posłuchajcie: „Młodzieniec odchodzi smutny, albowiem „miał wiele posiadłości”. Nie ulega żadnej wątpliwości, że zdanie to odnosi się do dóbr materialnych, których ów młody człowiek był właścicielem lub dziedzicem. Jest to może sytuacja właściwa tylko dla niektórych, raczej jednak nietypowa. I dlatego słowa Ewangelisty prowokują do innego postawienia problemu: chodzi o to, że sama młodość (niezależnie od jakichkolwiek dóbr materialnych) jest szczególnym bogactwem człowieka, dziewczyny czy chłopca — i najczęściej też jako swoiste bogactwo bywa przez młodych przeżywana (…) Jest to bogactwo odkrywania, a zarazem planowania, wybierania, przewidywania i podejmowania pierwszych decyzji, które mają znaczenie dla przyszłości w wymiarze ściśle osobowym ludzkiej egzystencji (…) Wobec tego jednak musimy zapytać: czy to bogactwo, jakim jest młodość, ma odwodzić człowieka od Chrystusa?”.

No właśnie, wizyta na cmentarzu pozwala zrozumieć, że bogactwa są przemijające, a już młodości na pewno nie da się zatrzymać na zawsze. Z kolei papież Benedykt dodaje: „Czy rzeczywiście prawdą jest, że aby osiągnąć szczęście, musimy zadowalać się małymi i przemijającymi radościami, które się kończą, pozostawiając w sercu gorycz? Drodzy młodzi, to nie jest prawdziwa wolność, to nie jest droga do szczęścia. Nie jesteśmy stworzeni – nikt z nas – do wyborów tymczasowych, które można zmienić, ale po to, by dokonywać wyborów definitywnych i nieodwołalnych, które nadają życiu pełny sens”.

Jezus spojrzał z miłością na owego młodzieńca, mimo że – jako Bóg – wiedział, że ten odejdzie zachmurzony i zasmucony, bo nie będzie chciał rezygnować ze swojego bogactwa. Warto pamiętać, że Jezus patrzy z miłością i na naszych młodych, choć i oni, ciesząc się swoim bogactwem jakim jest młodość, niekoniecznie dobrze jej używają i trzymają się od Jezusa z dala. Jezus nie przestaje patrzeć na nich z miłością. I czekać. Może i dla nich nadejdzie moment, o którym śpiewa Antonina Krzysztoń: „Przyszedł już czas wielkiego powrotu, do odczuwania prawd, widzenia ważnych słów. I czuję płonie światło tuż obok nas, tak czuję światło płonie. A złoty deszcz, a tęcza tęcz nad głową, wystarczy tylko spojrzeć”. 

Ks. Paweł

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!