Piłka nożna i ideologia
Chciałoby się dzisiaj napisać coś w duchu absolutnie wakacyjnym, a toczące się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, mogłyby – używając boiskowego slangu, – popisać się piękną asystą w tym temacie. Niestety, kiedy piszę te słowa, jesteśmy dzień po rozbiciu polskiej piłkarskiej głowy o szwedzki mur (zdecydowanie woleliśmy „szwedzki stół”, nawet z IKEI) i nastroje nie są najlepsze. Niemniej jednak, ponieważ my Polacy, na medycynie (ostatnio zwłaszcza na szczepionkach) i na piłce nożnej wszyscy znamy się doskonale, więc ja również z czystym sumieniem podzielę się z państwem swoją opinią na temat winnego tej stanowczo za krótkiej mistrzowskiej przygody naszej reprezentacji. Jest nim oczywiście prezes PZPN. Najpierw dlatego, że na selekcjonera kadry wybrał niegdyś pana Brzęczka, który zmarnował kilka lat, a potem dlatego, że na cztery miesiące przed turniejem i to jeszcze podczas trwającej pandemii, zmienił go na Portugalczyka Paulo Sousę. To stanowczo zbyt mało czasu, żeby w takich warunkach coś zmienić, zwłaszcza jeśli miała to być przede wszystkim zmiana mentalności. Rzadko zdarza mi się chwalić Niemców, ale oni już na kilka miesięcy przed turniejem wiedzieli (zaplanowali), kto po mistrzostwach zastąpi obecnego szkoleniowca kadry. I wybrali trenera, który osiągnął wszystko z Bayernem Monachium. U nas pewnie, jak zawsze, odbędzie się jakaś łapanka, a potem pan prezes pochwali się, że wszyscy gratulowali mu najlepszego wyboru.
Pozostańmy już do końca w tematach związanych z Mistrzostwami Europy, ponieważ również ta impreza pokazuje, jak bardzo popkultura, do której przecież zaliczają się również najbardziej medialne dyscypliny sportowe, w tym piłka nożna, jest wykorzystywana jako wehikuł dla ideologii. Jeszcze przed turniejem rozgorzał spór o sposób w jaki piłkarze powinni „odżegnać się” od rasizmu i potępić niewolnictwo. Na wielu stadionach upowszechnił się gest klękania jako wsparcia ruchu Black Lives Matter. Przed meczami klękają Anglicy, Szkoci czy Walijczycy, żeby nie wspomnieć o Amerykanach, gdzie wszystko się zaczęło. Jednak pojawia się coraz więcej opinii, że taki gest jest upolitycznianiem sportu i wiele reprezentacji woli okazać swoją solidarność, wskazując na znaczek UEFA Respect na koszulkach. Tak też uczyniła reprezentacja Węgier, która w Budapeszcie zagrała w towarzyskim meczu z Irlandią tuż przed EURO. Natomiast Irlandczycy przed pierwszym gwizdkiem uklęknęli w symbolicznym geście, co zostało wygwizdane przez część węgierskich kibiców (nie wchodzę w spór, czy to ładnie, czy nie, boiskowa etykieta jest dość radykalna i przejaskrawiona). Oczywiście spadła na nich fala krytyki, ale w ich obronie stanął premier Orban, który uznał gest za prowokowanie gospodarzy. Powiedział: „Węgrzy klękają przed Bogiem, przed ojczyzną i kiedy mężczyzna oświadcza się kobiecie. Ten gest jest wymyślony przez kraje, które brały udział w niewolnictwie. My, Węgrzy, nie czujemy tego brzemienia. Uważam, że będąc gościem w kraju powinno się rozumieć jego kulturę i nie powinno się prowokować gospodarza”. I cóż, trudno się z panem Orbanem nie zgodzić.
Ale nie wszyscy się z nim zgadzają, a wielu jest wręcz oburzonych. I tak na przykład władze Monachium zapowiadały, że podczas meczu Euro 2020 Niemcy - Węgry stadion zostanie podświetlony w kolorach tęczy - na znak protestu przeciwko „homofobicznej polityce” premiera Węgier, Viktora Orbana. Przypomnijmy, że w czerwcu rząd Węgier przyjął ustawę wymierzoną w pierwszej kolejności w zjawisko pedofilii i zaostrzającą kary za to przestępstwo, ale zawierającą też poprawki zakazujące przedstawiania jakiejkolwiek orientacji seksualnej innej niż heteroseksualna, bądź informacji dotyczących zabiegów zmiany płci w ramach edukacji seksualnej w szkołach, a także w filmach i reklamach przeznaczonych dla osób niepełnoletnich. Chodzi o niepromowanie homoseksualizmu i zmiany płci wśród nieletnich. Świat postępowy zatrząsł się z oburzenia i m.in. władze Monachium chciały to zademonstrować podczas meczu Węgrów na ich stadionie. Nie zgodziła się na to UEFA, ponieważ stadiony mogą być podświetlone tylko w jej barwach lub uczestniczących w turnieju państw, a potem sama musiała się bronić przed zarzutami o homofobię. Wszyscy zwolennicy „nowego, wspaniałego świata” są pewnie zadowoleni, że również Węgry pożegnały się z turniejem (notabene w znacznie lepszym stylu niż Polacy, bo byli w tzw. „grupie śmierci” i tanio skóry nie sprzedali), bo już nikt nie będzie psuł atmosfery. A ideologia będzie się spokojnie wsączać w fanów kopanej.
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!