TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Grudnia 2019, 16:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Niezwykła audiencja

Niezwykła audiencja

Wyruszyliśmy 28 kwietnia, w dniu, kiedy Kościół wspomina św. Ludwika Marię Grignion de Montforta, wielkiego czciciela Matki Bożej, którego duchowość – jak pamiętamy - wywarła wielki wpływ na maryjność Jana Pawła II. Licznej, zróżnicowanej wiekowo grupie pielgrzymkowej Radia Rodzina przewodził ks. Marcin Papuziński, towarzyszyli mu także inni kapłani i siostry zakonne.

Żegnała nas rozpromieniona słonecznie Polska, wszystko wokół zdawało się współodczuwać tę wielką radość przenikającą nas „do szpiku kości”... i nie byłoby zapewne nic nadzwyczajnego w tym pielgrzymowaniu, gdyby nie ona...

 

Pasażerka „na gapę”

Nikt nie odkrył na początku jej obecności w autokarze. Czuwała nad nami ofiarna, cicha i ukryta – jak zawsze. A przecież nie mogło jej zabraknąć na takiej uroczystości! Sama tak wiele zawdzięczała Papieżowi z Krakowa. Poza tym, uroczystości beatyfikacyjne przypadły na Niedzielę Miłosierdzia. Relikwie siostry Faustyny – bo o niej właśnie mowa - zabrał w podróż do Rzymu
ks. Zdzisław Pałubicki. Od momentu, w którym zdradził swój sekret, byłyśmy pewne – ja i towarzysząca mi siostra Lauretta – że jesteśmy pod szczególną opieką i podróż przebiegnie bez zakłóceń.

 

„Iść do góry, pod prąd …”

Chłodny poranek pierwszomajowy – nietypowy dla klimatu śródziemnomorskiego – sprzyjał licznym pielgrzymom, śpieszącym w kierunku Piazza San Pietro. Nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej byś cząstką półtoramilionowej wspólnoty ludzkiej. Niestety, na doskonale przygotowanym placu, jak i na via della Conciliazione zabrakło już dla nas, jak i dla wielu innych, miejsca. I trudno się dziwić. Czekało nas niełatwe zadanie wycofania się w miejsce bardziej dogodne i bezpieczne - zwłaszcza najstarszych i najmłodszych – członków grupy, niełatwe, bo pielgrzymkowe „rzeki” spływały ku (zamkniętym już bramkom) ze wszystkich stron. Stłoczeni jak przysłowiowe „sardynki w puszcze” podjęliśmy decyzję przejścia w kierunku Zamku Anioła. Przedzierając się z wielkim trudem przez „pielgrzymi gąszcz” powtarzałam w myśli znajomy werset z „Tryptyku rzymskiego”: Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd.

 Dobiliśmy szczęśliwie i w „całości” w okolice Tybru, w okrąg cienia rzucanego przez mury dawnego mauzoleum Hadriana, pod opiekę samego Michała Archanioła. Przed nami rozpościerał się Plac św. Piotra, z górującą nad nim lampą kopuły. Niestety, ołtarz – „ster Piotrowej łodzi”, zdawał się być tak daleko… Przywołane w pamięci słowa Jana Pawła II,
wypowiedziane niegdyś do tłumnie zgromadzonej młodzieży na Tor Vergata, zaowocowały uśmiechem w mej duszy: Pozdrawiam tych, którzy są daleko i mnie nie widzą. Ale nawet jak mnie nie widzą, to słyszą hałas, hałas, którego Rzym nigdy nie zapomni… Słowa jakże aktualne! Powróciły echem wspomnień kolejne słowa: „Szukałem was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję”. Dziś już wiemy, że wypowiedział je Jan Paweł II w ostatnich godzinach swej ziemskiej pielgrzymki. Późnym wieczorem tego dnia, wraz z siostrzeńcem Nikodemem – prowadziliśmy „nocne rozmowy z Panem” tuż pod papieskim oknem. To wtedy odchodzący Papież, uczynił słabnącą dłonią ostatni gest błogosławieństwa, żegnając się w ten sposób z towarzyszącymi mu na placu wiernymi… Jego odejściu na „niebiańskie hale” towarzyszyły owacje i oklaski. Tłumy zebrane pod papieskim oknem były przekonane, że odchodzi Święty. 

 

Z serca - do serca…

Powracały - przywoływane w pamięci - audiencje z Ojcem Świętym, z Ojcem… Wśród wielu, szczególnym rysem wypisała trwały ślad w mym sercu jedna – nietypowa. Tego dnia, z powodu wielkiego zmęczenia Papieża, kard. Dziwisz prosił podchodzić w ciszy do Ojca Świętego, bez próby nawiązania z nim jakiegokolwiek dialogu. A ja właśnie wtedy pragnęłam w sposób szczególny coś wyznać, coś powiedzieć… Papież, jakby wyczuwając to moje pragnienie, zdawał się czekać na słowa, ująwszy mocno - jak ojciec - moje dłonie. Możliwe, że wszystko, co pragnęłam wyrazić – mówiły moje oczy. Ale i On zdawał się odpowiadać w ten sam sposób! Ta przeciągająca się, jedyna w swym rodzaju „rozmowa oczami”, rejestrowana skrzętnie przez papieskiego fotografa, odżyła w mej pamięci w dniu beatyfikacji. Jedyna różnica w tym kolejnym bezsłownym dialogu z Ojcem Świętym to nowy sposób przekazu: z serca - do serca.

 

Znów w „progu nadziei”

Przemówienie Benedykta XVI, przypominające nam w sposób syntetyczny i głęboki ponadczasowe przesłanie nauczania i życia Jana Pawła II, podkreślenie z mocą, że: „pomógł nam nie lękać się prawdy, gdyż prawda jest gwarancją wolności. (…) przywrócił nam siłę wiary w Chrystusa” współbrzmiała z ostatnim przesłaniem nowego Błogosławionego - pożegnalnym tekstem, który przygotował On tuż przed śmiercią na obchodzoną 3 kwietnia Niedzielę - Święto Miłosierdzia Bożego: Drodzy bracia i siostry. To miłość nawraca serca i daruje pokój ludzkości, która wydaje się czasem zagubiona i zdominowana przez siłę zła, egoizmu i strachu. Chrystus przynosi ludzkości miłość, która przebacza, i otwiera serca na nadzieję. Jezu, ufam Tobie, zmiłuj się nad nami i nad całym światem. 

 

„Spoglądasz na nas Matki oczami”

Zapytana kiedyś o wrażenia ze spotkania z Janem Pawłem II wizjonerka Mirjana miała odpowiedzieć: „Patrzyłam w oczy Papieża i czułam się tak, jakbym widziała Jej (Maryi) oczy. W jego wzroku dostrzegłam ten sam blask Jej oczu, pełnych miłości. Te same oczy, ta sama miłość. To samo bezgraniczne miłosierdzie”. Osobiście, każde spotkanie z Ojcem Świętym, odczuwałam bardzo podobnie, dałam kiedyś temu wyraz, notując w jednym z wierszy,: Spoglądasz na nas / Matki oczami.  „Totus Tuus” – czyż ten, który był i jest Jej całkowicie oddany, mógłby spoglądać na nas inaczej? I czy patrząc jak Ona - z nieba – może nam czegokolwiek odmówić?

s. Noela Wojtatowicz

 

BEATYFIKACJA  

 

Wezbrane fale

pielgrzymich serc

zalały Rzym

dziękczynnym Psalmem

 

flag i proporców

rozpięte żagle

rozkołysały ocean

pragnień:

BŁOGOSŁAWIONY!

 

Słowa płynęły

srebrzystym kluczem

ponad kopułę

skłębionych modlitw

odbite

w Tybru mgieł

kadzielnicy

wracały w górę

jak  polskie orły:

BŁOGOSŁAWIONY!

 

serdeczny dialog

Pasterzy dwu

- jeden u sterów

- drugi nam 

Żaglem!

błogosławieństwem

słonecznych strun

trącał sumienia

Wolnością

Prawdą

 

Po falach

próśb

dziękczynienia

łask

szeptem 

szedł Pan

Zmartwychwstały 

promieniem

miłosierdzia tchnął

poruszył dusz

sztandary

 

napoił czerwienią Krwi

nasycił  je bielą Chleba…

 

A On

BŁOGOSŁAWIONY!

ponad kopułą

wzniesionych próśb

gotowy do obrony

błogosławi nam

w „bramce”

nieba

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!