Nieoczekiwane propozycje

Demetriusz był doświadczonym politykiem i zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że nie ma co liczyć na bezinteresowne poparcie ze strony Jonatana. Musiał czymś zjednać sobie jego przychylność.
Demetriusz wiedział też, że wieści rozchodzą się szybko. Musi zatem się spieszyć, by konkurujący z nim o tron Aleksander jako pierwszy nie wszedł w układy z Jonatanem. Cokolwiek by się nie działo wolał mieć w Jonatanie sojusznika niż wroga. Kierując swój list do Jonatana Demetriusz zdawał sobie sprawę, że nie może liczyć na brak pamięci Machabeusza. We wcześniejszych latach Hebrajczycy doświadczyli od Syryjczyków wielu krzywd. Ciągle jeszcze płynęły na ich twarzach łzy żałoby po poległych. Wciąż żywe były wspomnienia przemocy i brutalnej walki, zniszczeń i rabunków. Dlatego same słowa mogły zostać uznane jedynie za czcze obietnice. Wobec tego zdecydował, by towarzyszyły im gesty. Wyraził zgodę na tworzenie przez Jonatana silnej armii i jej dozbrojenie. Nakazał również uwolnienie zakładników uwięzionych w jerozolimskiej twierdzy. Ich los złożył w ręce Jonatana. Tak dał wyraz temu, iż ten hebrajski przywódca jest faktycznie traktowany przez niego jako sojusznik.
Przeniesienie do Jerozolimy
Gdy list Demetriusza dotarł do Jonatana, zabrał go ze sobą i udał się do Jerozolimy. Tam odczytał pismo wobec zgromadzonego ludu. Słyszała go cała załoga zamku. Słowa listu wzbudziły niepokój. Co oznacza władza dana Jonatanowi i pozwolenie na gromadzenie wojska? Czy Hebrajczycy będą musieli walczyć w sporze Syryjczyków o tron? Czy może to oznaczać prześladowanie przeciwników Jonatana? Niezależnie od tych pytań po wysłuchaniu listu wypuszczono zakładników i przekazano ich Jonatanowi. Ten zdecydował, by uwolnieni młodzieńcy zostali odesłani do rodziców. Taki gest odsłaniał jego zamiary: troskę o życie swego ludu. Nie zamierzał rządzić terrorem ani przemocą. Dobro i życie jego rodaków stanowiło dlań największą wartość. Jeśli zbierał siły wojska to jedynie po to, by tych wartości bronić.
Kolejnym krokiem Jonatana było przeniesienie się do Jerozolimy. Temu miastu pragnął przywrócić dawną rangę i rolę stolicy, zarówno duchowej jak politycznej. Gdy tu zamieszkał natychmiast nakazał odbudowę miasta. Zdawał sobie bowiem sprawę, że czas mu sprzyja, ale wiedział też, że nie zawsze tak musi być. Dziś spór dwóch ludzi daje pewne szanse do wykorzystania, ale równie dobrze za chwilę miasto może spotkać się z wrogością i być zagrożone przez napastników. Dlatego wezwał biegłych rzemieślników i polecił im wzniesienie murów wzdłuż Syjonu. Dzięki temu miasto znów zostało obwarowane. Nowo wzniesione mury dawały jego mieszkańcom gwarancję bezpieczeństwa. Zarządzone zmiany przyczyniły się do jeszcze jednej rzeczy. Cudzoziemcy przebywający w warowniach pobudowanych przez Bakchidesa opuścili je i zdecydowali się wracać do swych ojczyzn. Oznaczało to, że zrozumieli, iż nie zaprowadzą w Judei porządków opartych na wzgardzie Prawem Bożym i tradycją opartą na dziejach ludu Izraela. Pozostała tylko niewielka grupa ludzi bezbożnych, która schroniła się w mieście Bet-Sur. Zamieszkali tam i nikt ich nie ścigał, gdyż miasto to było miastem ucieczki.
Przyjaciel królewski
Wiadomości o piśmie Demetriusza i wydarzeniach rozgrywających się w Jerozolimie szybko dotarły do uszu Aleksandra. Informujący go ludzie nie omieszkali też przedstawić mu historii walk podjętych przez Machabeuszy. Podkreślano ich odwagę i poświęcenie w walce podjętej o wolność ojczyzny. Słysząc to wszystko Aleksander pretendujący do tronu i obwołany królem przez mieszkańców Ptolemaidy poznał, że Jonatan i jego ród odgrywają znaczącą rolę w ziemi Izraela. Jeśli tak to warto podjąć starania, by pozyskać sobie jego przyjaźń i zdobyć w nim sojusznika. Jednak i on wiedział, że dla osiągnięcia tego celu same słowa nie wystarczą. Nadto Jonatan otrzymał już pewne przywileje od Demetriusza. Potrzeba zatem było czegoś konkretnego, co przeważy szalę przychylności Jonatana w jego stronę. I znalazł to coś, a może ktoś mu rozsądnie podpowiedział. Nie zwlekał więc i natychmiast wystosował do Jerozolimy swoje pismo z intratną ofertą.
Słowa swego pisma zaczął zgodnie z tradycją od pozdrowienia. Jednak już w nim przygotowywał argumenty do zawarcia porozumienia. Siebie określał jako króla, a Jonatana nazywał bratem. Wychwalał też męstwo Jonatana, a zaraz potem pisał, iż dzięki temu jest on godny tego, by otrzymać tytuł przyjaciela królewskiego. Raz po raz podkreślał swoją władzę, a zaraz potem wskazywał na przywileje, którymi chce obdarzyć Jonatana. Ale to wszystko stanowiło jedynie preludium do najwonniejszej kwestii, zasadniczej propozycji, jaką pragnął przedstawić. Oferował Jonatanowi nadanie tytułu arcykapłana. Wiązał go z tytułem królewskiego przyjaciela. Obdarował go również złotym wieńcem i purpurą. Czy miał do tego wszystkiego prawo? Tak, gdyż Jonatan był potomkiem Joariba, od którego pochodziła jedna z linii klas kapłańskich. Aleksander zaś jako legalny władca miał prawo decydować o tym, kto w Jerozolimie będzie pełnił urząd arcykapłański. Władcy, którym podlegała prowincja Judei zawsze zatwierdzali kandydata do tej funkcji.
Pełnoprawny władca
Propozycja Aleksandra była szczególna. Po pierwsze zamykała drogę do urzędu arcykapłana rodzinie Oniadów, z której pochodzili dotychczasowi arcykapłani. Najprawdopodobniej dlatego syn Oniasza III noszący imię ojca i określany jako Oniasz IV uciekł do Egiptu. Tam w Leontopolis założył on schizmatycką świątynię. Inny pretendent do tego urzędu, nieznany z imienia, a określany w pismach qumrańskich jako „nauczyciel sprawiedliwości”, na znak protestu opuścił Jerozolimę i wraz ze swymi uczniami schronił się na pustyni.
Po drugie nadanie tytułu arcykapłana Jonatanowi splatało w jednym ręku dwie funkcje kapłańską i królewską, władzę polityczną i religijną. Była to też deklaracja uznająca Jonatana jako pełnoprawnego władcę nad Judą. Od niej było o krok do objęcia tronu. Jednak na to było jeszcze zbyt wcześnie. Ostatecznie w Święto Namiotów, w siódmym miesiącu w 160 r., Jonatan założył strój arcykapłański i objął ten urząd. Jednocześnie zgromadził przy sobie dobrze uzbrojonych żołnierzy, wskazując tym samym na poszerzenie zakresu sprawowanej władzy.
Ks. Krzysztof P. Kowalik
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!