TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Kwietnia 2026, 14:33
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Nie przejść obok

Nie przejść obok

Wir organizacyjnych przygotowań do Pierwszej Komunii to dobry moment, żeby zapytać siebie szczerze: kiedy ostatnio naprawdę zatrzymałem się przed tabernakulum? Nie machinalnie przyklęknąłem - ale zatrzymałem? 

Kilka lat temu w mojej parafii przygotowywano ciemnicę w dość osobliwym miejscu: był to niewielki korytarzyk z tyłu kościoła, w którym zazwyczaj stały jakieś niepotrzebne meble. Niby ludzie wiedzieli, że w stojącym niemal na ziemi drewnianym tabernakulum jest ukryty Najświętszy Sakrament, niby stała tam świeca i klęcznik, a jednak przechodzili obok zupełnie obojętnie. Minęło parę lat, trwamy teraz w radosnym okresie wielkanocnym, a jednak tamten widok nie znika mi sprzed oczu. 

Już za kilka tygodni Pierwsza Komunia naszych dzieci i nasze myśli krążą wokół wystroju sali, podziękowań dla gości, makijażu, sukienek, fryzjera i fotografa. Za chwilę zaczną się próby i pojawią się pytania, dlaczego to dziecko mówi wierszyk, a inne idzie „tylko” w procesji z darami. Dzieci zaczynają się licytować, co dostaną w prezencie. W tym całym rozgardiaszu i zabieganiu łatwo zapomnieć, o kogo tak naprawdę chodzi. Chrystus eucharystyczny czeka w tabernakulum, które mijamy pospiesznie, nie zwalniając kroku. Czeka w Najświętszym Sakramencie, do którego nasze dzieci za chwilę po raz pierwszy przystąpią i który my sami przyjmujemy nieraz machinalnie, z przyzwyczajenia. Tamten korytarzyk z ciemnicą staje się bardzo wymownym obrazem właśnie teraz, gdy wpadliśmy w wir przygotowań – i w domu, i w kościele. Bo czymże jest wystrój sali, jeśli nie potrafimy zatrzymać się choćby na chwilę przed tym, który jest Gospodarzem uczty? Czym są starannie dobrane sukienki i fryzury, jeśli serce jest nieobecne? Po co to wszystko, jeśli nie pamiętamy, że podczas Mszy Świętej uobecnia się doskonała ofiara Jezusa, że to na mnie patrzy On z krzyża?

Lekceważenie Chrystusa utajonego w Eucharystii i nie bierze się zazwyczaj ze złej woli. Wynika z pośpiechu, z rozproszenia, z tego, że nauczyliśmy się patrzeć bez widzenia. I właśnie dlatego jest tak niebezpieczne, bo nie boli, nie niepokoi sumienia, nie budzi wstydu. Po prostu przechodzi się obok. Problem polega na tym, że przestaliśmy traktować Eucharystię jako spotkanie. A spotkanie wymaga obecności - prawdziwej, nie pozorowanej. Wymaga zatrzymania się, wyciszenia, choćby chwili, w której naprawdę jest się z kimś, a nie tylko obok kogoś, tymczasem Msza Święta stała się dla wielu z nas jedną z wielu rzeczy do „zaliczenia” w tygodniu. Przychodzimy, odczekujemy, wychodzimy. Byliśmy i możemy to odhaczyć. Nie z przewrotności, nie z nienawiści do Boga. Po prostu z obojętności, która jest może najgroźniejszą formą oddalenia, bo nie alarmuje. Obojętność nie boli, nie wymaga żadnej decyzji, nie stawia przed żadnym wyborem. Pozwala trwać w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, podczas gdy więź powoli, niezauważalnie zamiera.

I może właśnie to jest najważniejsze zadanie dla nas przed Pierwszą Komunią naszych dzieci. Nie tylko nauczyć je, jak złożyć ręce i jak podejść do ołtarza, ale pokazać im własnym przykładem, że przychodzi się do kogoś. Do Kogoś, kto jest, kto czeka. I kto, jeśli Mu pozwolimy, zupełnie odmienia sposób, w jaki patrzymy na wszystko inne. 

Daria Kędzierska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!