TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Nie dla uczniów Jezusa „święty” spokój

Nie dla uczniów Jezusa „święty” spokój

No więc doszedłem do Matki piechotą! Chwała Panu! Nie powiem, że była to „bułka z masłem”, najwyraźniej było sporo do odpokutowania i stopy doskwierały na różne sposoby, ale pozostałe elementy ciała spisały się całkiem, całkiem. A duch wręcz fantastycznie. Zdążyliśmy też wrócić do parafii i pojawiło się całkiem przyjemne łaskotanie poczucia własnej wartości pobudzane przez wszystkich, którzy gratulowali, żałowali, że sami nie poszli i zarzekali się, że za rok na pewno wyruszą. Teraz jeszcze muszę sprawdzić, a wraz ze mną wszyscy, którzy mnie na co dzień otaczają, czy rzeczywiście uda się być lepszym człowiekiem przez kilka kolejnych miesięcy. Najpierw jednak pomyślałem o kilku dniach, przepraszam za wyrażenie, świętego spokoju. No bo przecież bohaterowie muszą odpocząć. Należy się, prawda? Zwłaszcza, że jeszcze trwają wakacje. No i przyszła niedziela i Słowo Boże w Ewangelii. Ależ pobudka! „Jezus powiedział do swoich uczniów: «Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej»” (Łk 12, 49-53).

A ja chciałem trochę spokoju... To niesamowite jak Jezus potrafi nas sprowadzić na ziemię. Dobrze, że w najnowszej wersji lekcjonarza nie używa się już słów, od których zaczynała się niegdyś każda lektura Ewangelii: In illo tempore - „W owym czasie”. Te słowa odsyłały do przeszłości i jakkolwiek doceniamy wagę historycznych wydarzeń dla naszej wiary, to jednak liturgia nie jest historią. Liturgiści potrafią to pięknie wytłumaczyć, że chodzi o uobecnienie. To się dzieje TERAZ. Ewangelia dzieje się teraz. Przeszłość niewątpliwie jest bardzo atrakcyjna, pociągająca, ponieważ już się wydarzyła i nie za bardzo można ją zmienić, ale też nie za bardzo może nam przeszkadzać. Ludzie są najbardziej konserwatywni kiedy się rozleniwią i czują się usatysfakcjonowani. Na przykład ze dwie godziny po sutym obiedzie chyba każdy czuje się konserwatystą i nie w głowie mu rewolucje. Jak napisał Philip Brooks: „Chrześcijaństwo tak długo utożsamiano z konserwatyzmem, że aż trudno uwierzyć, że wszyscy konserwatyści w czasach Jezusa byli przeciw Niemu, natomiast młodsza, niespokojna i postępowa część społeczeństwa poszła za Nim”. Powyższe słowa Ewangelii przypominają, że wiara nie jest czymś, co można posiadać i myśleć, że skoro to mam, to jestem bezpieczny i wszystko co muszę zrobić to troszczyć się, by tego nie stracić. A ponieważ świat współczesny niesie ze sobą tyle różnych zagrożeń i niebezpieczeństw, które mogą sprawić, że stracę moją wiarę, a więc z całych sił muszę je omijać. Czy można jednak „omijać” świat? No i przede wszystkim wiara to nie jest coś, co posiadam, ale coś co robię, do czego potrzebuję drugiego.

Pan Jezus mówi, że przyniósł ogień na ziemię i bardzo pragnie, żeby ten ogień już zapłonął. TERAZ. Ognia nie można bezpiecznie przechowywać, wręcz przeciwnie, z ogniem jest zawsze jakieś niebezpieczeństwo w powietrzu. I choć najczęściej przychodzimy do kościoła, żeby odnaleźć pokój, jakieś ukojenie, no i właśnie poczucie bezpieczeństwa, to jednak Jezus, który niewątpliwie pragnie byśmy mieli pokój w sercach, wszak to Jego pierwsze paschalne życzenie: „Pokój wam!”, to jednak daje nam ten ogień, którym mamy płonąć. Ma się dziać i może być niebezpiecznie. Można coś podpalić...

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!