TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Września 2026, 12:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Narastający konflikt

Narastający konflikt

Po opuszczeniu Ortozji Tryfon udał się w dalszą drogę, chcąc ocalić swe życie i władzę. Miał pewnie nadzieję, że znajdzie schronienie, zgromadzi sprzymierzeńców i podejmie dalszą walkę. Nie wiedział, że zamiast tego spotka go śmierć. 

Tyrfon  postanowił udać się do Apamei, syryjskiego miasta położonego na prawym brzegu rzeki Orontes. Była to silna kolonia wojskowa Seleucydów. Za czasów Seleucosa I Nikanora, władającego w latach 358-281 przed Chr., zgromadzono tu 5000 bojowych słoni oraz konnicę liczącą 30 tys. klaczy i 300 ogierów. Tryfon, zanim sięgnął po królewski diadem, był komendantem tutejszego garnizonu. Od chwili powstania miasto znacznie się rozwinęło i wzrosło w siłę i znaczenie. W tamtym czasie miasto mogło liczyć mniej więcej około 117 tys. obywateli (na tyle liczbę jego mieszkańców szacuje spis przeprowadzonego przez Quintusa Ameliusa Secundusa w 6 r. po Chr.). Biorąc pod uwagę, że nie wszyscy ludzie przebywający w nim mieli status obywatela, liczbę tę rozszerza się do 130 tys., a według niektórych nawet na 500 tys. 

Ucieczka Tryfona

Tryfon uznał, że tutejsi mieszkańcy będą go pamiętali i wesprą. Może nawet spodziewał się, że stacjonujący w miejskim garnizonie żołnierze opowiedzą się po jego stronie i staną do walki w obronie poniżonego władcy. Jednak srogo się rozczarował. Nie znalazł bowiem w Apamei ani schronienia, ani pomocy. Wątpliwe, by miasto chciało wchodzić w konflikt czy wojnę z Antiochem.

Według Józefa Flawiusza Tryfon został tu zamordowany. Zabójstwo miało mieć miejsce po nieudanej obronie obleganego miasta. Inną wersję przebiegu wydarzeń podaje rzymski historyk Strabon. On wspomina o samobójstwie Tryfona. Miał je popełnić w więzieniu. Tak też rzecz opisuje bizantyjski mnich Jerzy Synkelos, historyk tworzący w drugiej połowie VIII w. Jasnych rozstrzygnięć na obecną chwilę niestety nie mamy, a obie wersje wydają się równie prawdopodobne, choć w przypadku Flawiusza, który w swej relacji pomija konflikt Szymona  z Antiochem i pisze o wielkiej przyjaźni między nimi warto być bardziej ostrożnym w odczytywaniu podanego przez niego przebiegu wydarzeń. Dodajmy jednak, że wersję podaną przez Flawiusza odnajdujemy też w opisie wojen syryjskich autorstwa Apiana z Aleksandrii, żyjącego w latach 95-180 po Chr. Pozostaje zatem jedynie znak zapytania w kwestii końca Tryfona i mieć nadzieję, że może kiedyś uda się odnaleźć coś, co pomoże zweryfikować obie relacje.

Natomiast autor Pierwszej Księgi Machabejskiej opisując los Tryfona wybrał inne rozwiązanie. Nie pisał biografii seleucydzkiego władcy. Nie to go interesowało. Nie była to sprawa, o której chciał zdawać dokładną relację swym czytelnikom. Poprzestał jedynie na informacji o jego ucieczce do Ortozji oraz wspomniał o decyzji Antiocha, by urządzić pościg za zbiegiem. Tym pościgiem według niego władca chciał pokierować osobiście. To zrozumiałe. Przecież Tryfon był jego głównym rywalem w walce o tron. Nadto jego ucieczka z Dory była policzkiem dla Antiocha. Gdy stanął u bram miasta wszystko wydawało się wskazywać na sukces, a tymczasem sukcesu nie odniósł. Tryfon uciekł. By nie stanowił przeszkody dla zamiarów Antiocha należało go pochwycić. To selucydzki władca chciał uczynić sam. I nie chodziło jedynie o pewność, że złapie i unieszkodliwi wroga. Dowodząc pościgiem Antioch chciał zmazać własne upokorzenie, którym była ucieczka przeciwnika z oblężonego miasta. 

Wojenne działania

Udając się w pościg za zbiegiem nie zabrał jednak ze sobą wszystkich żołnierzy. Gniew nie odebrał mu roztropności wodza. Widział, że wszedł w konflikt z Szymonem. Wprawdzie wojska obu wodzów nie skrzyżowały ze sobą jeszcze pory broni, ale wszelkie pokojowe układy zostały zerwane, a po niedawnej przyjaźni nie został nawet najmniejszy ślad. Próba zastraszenia Szymona przez wysłane poselstwo nie przyniosła żadnego skutku. Nie można było liczyć na jego uległość. Nie miano też pewności, iż w przypadku zaangażowania wszystkich sił w walkę z Tryfonem Szymon nie zajmie kolejnych terenów i miast. Nadto Atenobiusz przyniósł wiadomość o skarbach Jerozolimy. A dalsza wojna wymagała sporych nakładów finansowych. Jerozolima mogła być ich źródłem. By je pozyskać należało sobie podporządkować Jerozolimę, a następnie siłą wyegzekwować oczekiwanie daniny oraz odszkodowania, jakie nałożył na nią Antioch. Skoro nie udało się dokonać tego przez perswazję, to teraz należy użyć siły. Dlatego by osiągnąć oba cele: zapewnić bezpieczeństwa swej misji i wpływ na przebieg wydarzeń w regionie oraz dla realizacji zmierzonych planów względem Judei, Antioch pozostawił w całym nadbrzeżnym rejonie Palestyny swoją piechotę i konnicę. Obecność wojska miała być znakiem tego, do kogo należy władza w tym regionie. A ponieważ z racji pościgu sam nie mógł dowodzić tymi siłami, dlatego mianował ich dowódcą Kendebajosa. 

Księga biblijna wspomina jedynie imię owego dowódcy. Kim był człowiek, którego zwano Kendebajosem? O tej postaci niewiele możemy powiedzieć. Poza tekstem biblijnym wspomina o nim jedynie Józef Flawiusz, ale i on swoje informacje czerpie zasadniczo z Pierwszej Księgi Machabejskiej. Mówiąc o nim stara się nakreślić jego charakterystykę i podkreśla negatywne cechy wrogów Żydów. Wspomina wpierw o chciwości i niestałości Antiocha, który zapomniał o dobroci, jaką okazał mu Szymon. Pisze też o nakazie króla, który dał Kendenajosowi, by złupił Judeę i pojmał Szymona. W ten sposób żydowski historyk wskazuje na zasadniczy cel planów seleucydzkiego władcy. Wysłany wódz jest jedynie jego narzędziem. Natomiast biblijna relacja zaczyna się od informacji o działaniach ściśle wojskowych. Wódz mianowany przez Antiocha, na wyraźny rozkaz królewski, rozlokował swoje wojska na granicy z Judeą. Tym aktem wyznaczył granicę i dał do zrozumienia Szymonowi, że terytoria znajdująca się poza Judeą należą tylko do Antiocha. Ponadto takie rozlokowanie wojska zwiastowało możliwy atak na ziemię judzką. Ewentualną wojnę przecież już jasno i wyraźnie sygnalizowało poselstwo Atenobiusza. 

ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!