TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 24 Lutego 2020, 00:11
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Najważniejsze nie zaspać

Najważniejsze nie zaspać

Pośród bardzo wielu rzeczy, które składają się na całokształt mojego szczęścia, bo musicie wiedzieć, że ja się uważam za absolutnego szczęściarza, co ja w ogóle mówię, NIE UWAŻAM SIĘ, ale JESTEM absolutnym szczęściarzem, jest również i ten fakt, że dobrze sypiam. Nie ważne czy w swoim łóżku, czy gdzieś w gościach, czy na podłodze, czy po podróży - to nic nie zmienia. Przychodzi noc, ja przykładam głowę do tego, co tam mam pod głową (niekoniecznie poduszka) i śpię jak zabity. No może nie jak zabity, bo zabity nie chrapie, a ja ponoć wydaję straszliwe dźwięki, ale w każdym razie śpię świetnie. Nawet jeśli przypadkowo się obudzę, nie jest to żaden problem, bo spokojnie ponownie zasypiam. Wiem, że wielu ludzi ma olbrzymie kłopoty ze snem, tym bardziej cieszę się, że ja mam tak dobrze. Ale muszę przyznać, że nie zawsze tak było. To znaczy zawsze spałem dobrze w normalnych sytuacjach, ale kiedy byłem dzieckiem miewałem czasem kłopoty z zasypianiem przed ważnymi wydarzeniami. Czy to dotyczyło rzeczy stresujących, takich jak egzaminy, czy bardzo przyjemnych, takich jak długo wyczekiwany wyjazd na wakacje czy na pielgrzymkę, długo w noc nie mogłem zasnąć. A kiedy już zasnąłem to często mi się śniło, że... zaspałem! I na przykład nie zdążyłem na egzamin. Albo na pociąg i pojechali beze mnie. Albo śniło mi się, że zaspałem, ale obudziłem się na tyle wcześnie, że mogłem jeszcze zdążyć, tylko musiałem wybrać czynności konieczne do zrobienia, bo wszystkiego bym zrobić nie zdążył. Te senne dylematy były czasem przezabawne, bo na przykład musiałem zdecydować czy mam się umyć, czy ubrać... Czasami wybierałem mycie i biegłem na dworzec w piżamie... Jakże cudownym było uczucie kiedy się nagle budziłem i stwierdzałem, że rzeczywiście jestem w piżamie, ale w swoim łóżku, a do pobudki mam jeszcze dobre dwie godziny. Jeśli jakiś psychiatra czyta ten tekst, pewnie postawi mi jakąś diagnozę w związku z takimi snami, które powtarzały się dość często, ale proszę mnie nie informować, bo co by to nie było, wyzdrowiałem. Zasypiam zawsze bez problemów i śpię dobrze. 

Przyszło mi to dzisiaj do głowy, ponieważ podczas porannych Rorat z dziećmi w parafii rozmawialiśmy o małym Stefku Wyszyńskim, który od dziecka chciał być księdzem i kiedy miał pięć lat pewnej nocy miał się obudzić z płaczem i na pytanie, co mu się przyśniło, miał odpowiedzieć: „Śniło mi się, że mnie ożenili, a ja przecież mam być księdzem!” Jak to różne potrafią być dziecięce nocne koszmary...

A konkludując już całkiem poważnie tę refleksję, to zastanawiam się czasami, co by to było, gdybym tak zasnął, przespał cały Adwent i obudził się dopiero na kilka godzin przed wieczorem wigilijnym. I wiedziałbym, że podobnie jak w moich dziecięcych snach nie dam rady już wszystkiego zrobić jeśli chodzi o przygotowania, bo zbyt mało czasu pozostało, to co bym uznał za najważniejsze i konieczne? Kiedyś czytałem o jednym muzyku rockowym, który opowiadał, że jak nagle jego żona miała pierwsze skurcze przedporodowe i trzeba ją było zawieźć do szpitala, to on w pośpiechu zdążył zabrać ze sobą tylko latarkę i scyzoryk... 

Co ty byś zrobił, gdybyś obudził się z długiego snu tuż przed Bożym Narodzeniem, zupełnie nieprzygotowany? Sięgnąłbyś po smartfona, żeby sprawdzić komentarze? Ustawił szybko choinkę ze światełkami przy oknie, żeby sąsiedzi widzieli, że świętujesz? Szybkie zakupy? A może sprzątanie? A może jednak jakiś telefon z przeprosinami i przebaczeniem? A może biegiem do spowiedzi? A może się obudzisz i podziękujesz Bogu, że wcale nie zaspałeś i jeszcze masz czas, aby zrobić wszystko i porządnie?

ks. Andrzej Antoni Klimek

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!