Na manowcach ,,reprodukcji życia”

Wrażając mechanizmy sztucznego wzbudzania życia człowiek sytuuje siebie w roli usiłującego zastąpić Boga, samodzielnego ,,kreatora” swojego losu. Efektem owego roszczenia są perwersje, patologie oraz moralne i duchowe zagubienie mnóstwa osób.
Antykoncepcja oddzielając akt małżeński od prokreacji nie tylko stanowi decyzję odmowy wobec możliwości pojawienia się nowego ludzkiego życia, ale też pozbawia współżycie małżonków istotnej wartości moralnej sprawiając, że przyjmuje ono charakter niezgodny z wolą Bożą, a więc grzeszny. Jan Paweł II odpierając stawiane Kościołowi zarzuty, według których napiętnowanie antykoncepcji wzmaga pokusę uciekania się do aborcji, przyznaje pośrednio, że Kościół obstaje przy nauczaniu ,,o moralnej niegodziwości antykoncepcji”. Niegodziwość ta, oprócz świadomego odrzucenia ewentualności pojawienia się życia, polega na wewnętrznym zafałszowaniu wzajemnego oddania, które przestaje być znakiem jedności i składania się w bezinteresownym darze, przemienia się zaś nierzadko w jakiś obopólny, skupiony na osiąganiu wzajemnych korzyści egoizm.
Mamy prawo rodzić się w sposób ludzki
Ale tak jak współżycie mężczyzny i kobiety powinno dokonywać się w sposób chciany i przewidziany przez Stwórcę, to znaczy z pełnym poszanowaniem prawdy o ludzkiej miłości i godności świadczących ją sobie osób, tak też w pełni po ludzku powinno odbywać się wzbudzanie ludzkiego życia i sprowadzanie go na świat. Jako ludzie mamy prawo być poczynani i wydawani na świat godnie i moralnie, nie tylko z wykluczeniem wszelkiej sztucznej i utylitarnej ingerencji, ale przy zachowaniu wymogów prawości, czystości i wstydliwości, w warunkach koniecznej ze względu na świętość życia intymności. Trudno zaś o spełnieniu takich kryteriów mówić, w wypadku wdrażania procedur sprowadzających dar życia do zastosowania odpowiednich technik ,,reprodukcyjnych”.
Niegodziwość sztucznej reprodukcji
Po pierwsze, jak stwierdza Jan Paweł II, ,,są one nie do przyjęcia z punktu widzenia moralnego, ponieważ oddzielają prokreację od prawdziwie ludzkiego kontekstu małżeńskiego”. W praktyce ludzkie komórki płciowe przewidziane do sztucznego zapłodnienia pozyskiwane są w okolicznościach, które urągają wszelkiej przyzwoitości, na miejscu zaś byłoby określenie ich mianem perwersji.
Rozmawiałem kiedyś, kilkanaście lat temu, na ten temat w trakcie pewnej wizyty kolędowej. Mój rozmówca nie mógł się pogodzić z restrykcyjnym stanowiskiem Kościoła względem tzw. metody in vitro. Zwróciłem wówczas uwagę na niemoralność choćby samych czynności wstępnych, służących gromadzeniu komórek, które traktuje się jak zwyczajny ,,materiał biologiczny”, człowieka zaś, od którego pochodzą, postrzega jak bezosobowego, pozbawionego wrażliwości i innych cech indywidualnych dawcę. W odpowiedzi przyznano, że czynności i procedury wyglądają tak, a nie inaczej, z tym że mój interlokutor nie widział, niestety, w ich przebiegu niczego zdrożnego.
Ale na ,,zdobywaniu materii” przyszłych zabiegów, oczywiście, rzecz się nie kończy. Następuje sztuczne zapłodnienie, wszczepienie w organizm matki, pojawia się wreszcie kwestia przechowywania reszty wytworzonych w trakcie całego procesu ludzkich embrionów. Jan Paweł II pisze, że ,,stosujący te techniki do dziś notują wysoki procent niepowodzeń: dotyczy to nie tyle samego momentu zapłodnienia, ile następnej fazy rozwoju embrionu, wystawionego na ryzyko rychłej śmierci. Ponadto w wielu przypadkach wytwarza się większą liczbę embrionów, niż jest to konieczne dla przeniesienia któregoś z nich do łona matki, a następnie te tak zwane «embriony nadliczbowe» są zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do roli «materiału biologicznego», którym można swobodnie dysponować”.
Śmierć embrionów oraz inne patologie
Tak więc, oprócz samej niegodziwości faktu pozyskiwania komórek rozrodczych, należy mówić o godzących w dostojeństwo człowieka jako osoby stworzonej na obraz Boży manipulacjach, które obchodzą się z życiem tak, jakby można było dowolnie ,,preparować” je w laboratorium. Skoro zaś wewnętrzne reguły przeprowadzanych czynności łączą się z koniecznością ,,wytworzenia” wielu de facto ludzkich istnień, prędzej czy później następuje moment ich fizycznego wyeliminowania, który powiększać musi winę moralną sprawców.
Co do embrionów umieszczonych w organizmie matki, również tu sprawy się komplikują, ponieważ w ciągu 30. lat od powstania encykliki słyszeliśmy niejednokrotnie o nagannym zjawisku surogacji. Najogólniej mówiąc pojawiają się kobiety, które nie będąc biologicznymi matkami poczętych in vitro dzieci, decydują się za pieniądze ,,wynająć” swoje ciało, aby przebyć ciążę i urodzić w zastępstwie matek prawdziwych. W ten sposób nawet ciąża i urodzenie przestają być jednoznacznym kryterium macierzyństwa, a problemy moralne, psychologiczne i emocjonalne tylko w niesłychanym tempie narastają i gmatwają sytuację coraz większej liczby wplątanych w nią osób. Tak dzieje się zawsze kiedy człowiek przekracza naturalne i racjonalne, wyznaczone dla jego dobra w dziele stworzenia granice.
Zgubny ludzki prometeizm
W opisywanym zjawisku sztucznej czy wspomaganej prokreacji widać przede wszystkim piętnowaną nieraz przez Jana Pawła II tendencję, aby ludzkie ciało, a szerzej całą ludzką naturę, traktować jak bezkształtną, pozbawioną moralnego wydźwięku masę, której dopiero zewnętrzne wobec niej zabiegi i manipulacje techniczne są w stanie nadać określone znaczenie. Ponieważ sprawcy owych zabiegów są w najlepszym wypadku agnostykami, nie zaprzątają sobie uwagi nadprzyrodzonym przeznaczeniem ludzkiego życia. Kierowani utylitarną, skrajnie pragmatyczną mentalnością i motywacją, analogiczny, ściśle utylitarny wymiar przypisują ciału, którym się zajmują. Ma ono służyć pewnym jasno zaprogramowanym działaniom i legitymować się przewidywalnymi parametrami. Jak pisze Jan Paweł II: ,,zostaje sprowadzone do wymiaru czysto materialnego; jest tylko zespołem organów, funkcji i energii, których można używać”, spodziewając się, że w eksploatacji okażą się przydatne.
Papież piętnuje przy okazji dość szeroko dziś już rozpowszechnioną postawę, która traktuje potomstwo jako należne komuś prawo, w osiąganiu którego przed niczym nie należy się cofać: jeśli chcę mieć dziecko, będę je mieć za wszelką cenę. Prokreacja jest wtedy przyjmowana dlatego, że wyraża ,,wolę posiadania dziecka”, a nie wolność bezwarunkowej akceptacji daru, jaki nowe życie stanowi dla swoich rodziców.
Wreszcie zagadnienie ,,sztucznej reprodukcji”, tak samo zresztą jak problem eutanazji, obrazuje wciąż dochodzący do głosu, groźny ludzki prometeizm, wolę mocy i dążenie, aby ,,być jako bogowie”, aby ,,poprawiać” Boga, uzupełniać Go, przeciwstawiać Mu stale swoje roszczenia i rzekome prawa, w przekonaniu, że jak głosi popularne powiedzonko, Bogu pewne rzeczy się ,,nie udały”. My więc to zmienimy i rozciągniemy swoje wpływy na niedostępną dotąd sferę życia i śmierci, zapanujemy nad naszym istnieniem, sami będziemy decydować kiedy i jak nasze życie będzie powstawać i zanikać. Ten bunt, którego pochodzenie nie pozostawia wątpliwości co do swojej natury, usiłuje uchylić i unieważnić nie tylko dzieło odkupienia, ale obalić samo stworzenie. Dlatego Kościół zobowiązany jest świadomie i odważnie mu się przeciwstawić.
Ks. Piotr Jaroszkiewicz
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!