TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 03 Czerwca 2026, 19:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Mama Chiara

Mama Chiara  

Służebnicę Bożą Chiarę Corbellę Petrillo porównuje się do słynnej włoskiej matki, która oddała swoje życie za własne dziecko i która znana jest jako św. Joanna Beretta Molla. 

- Albo przyjmujesz swoje życie jako dar i umiesz się tym darem dzielić, albo stale dążysz do posiadania i gromadzenia rozmaitych dóbr, które potem będziesz bał się utracić – powiedział ojciec Vito do Chiary i Enrico, czyli przyszłych państwa Petrillo przed ich ślubem. - Człowiek, który nie umie przyjmować życia i obdarowywać nim, traktuje drugiego człowieka jak potencjalne zagrożenie, nawet jeśli ten człowiek jest własnym, maleńkim dzieckiem. 

Czas pokazał, że jego słowa bardzo szybko okazały się prorocze dla ich małżeństwa. Już miesiąc po ślubie test ciążowy wykonany przez Chiarę nieoczekiwanie pokazał dwie kreski. Nieoczekiwanie, bo choć oboje młodzi małżonkowie byli od początku otwarci na życie, to jednak nie przypuszczali, że aż tak szybko zostaną rodzicami. Chiara czuła się świetnie, była szczęśliwa. Kilkanaście tygodni później nasza bohaterka pojawiła się w gabinecie lekarza, który prowadził ciążę, na planowaną wizytę. Tamtego dnia Enrico był w szpitalu, nie mógł jej towarzyszyć. Lekarz w trakcie badania USG potwierdził wcześniejsze przypuszczenie, że Chiara nosi pod sercem dziewczynkę, ale miał dla przyszłej mamy również złe wieści. 

Maria Gracja Letycja

- Pani córeczka, ma poważną wadę rozwojową. Nie ma kości czaszki i przynajmniej częściowy brak mózgowia – starał się mówić tak łagodnie jak potrafił, ale przyszła mama miała wrażenie, że jej serce, z jego każdym kolejnym słowem na nowo przeszywa miecz. Gdy kobieta zapytała, czy da się to leczyć, usłyszała, że niestety to choroba śmiertelna. - Mała urodzi się martwa, a jeśli przyjdzie na świat żywa, to będzie żyła krótko – westchnął ginekolog. – Myślę, że powinna pani rozważyć aborcję. Córka nie ma żadnych szans na przeżycie, a noszenie w sobie dziecka, o którym się wie, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem urodzi się martwe, to bardzo duże obciążenie psychiczne.

Chiara wracała do domu myśląc nie tylko o tym, że zamiast białej sukienki na chrzest, będzie kupować Marii małą, białą trumienkę. Dużo myślała również o Enrico, z którym jeszcze się nie kontaktowała. W czasie narzeczeństwa, nawet podczas kursów, ani razu nie rozmawiali o tym co będzie, jeśli zdarzy się, że u spłodzonego przez nich dziecka zostanie zdiagnozowana ciężka wada płodowa. Nie rozmawiali, bo tak naprawdę nie przypuszczali, że coś takiego stanie się ich doświadczeniem. Chiara tak naprawdę nie wiedziała, jak na wieść o wadach Marii Gracji Letycji zareaguje Enrico. Może uzna, że w tej sytuacji należy dokonać aborcji? A jeśli tak uzna, to jaka będzie jego reakcja na jej bezwzględny sprzeciw? Nasza bohaterka nie miała najmniejszej wątpliwości, że Maria Grazia Letizia powinna się urodzić , że jeśli urodzi się żywa, powinna zostać z miłością powitana przez rodziców i ochrzczona. I przedstawiona dziadkom, którzy na pewno chcieliby ją poznać. Niech mała wie, że jej choroba tak naprawdę niczego jej nie ujmuje, tylko czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową.

Gdy wróciła do domu spojrzała na obrazek Maryi wiszący na ścianie w salonie. Zawsze czuła z Matką Jezusa bardzo silną więź, ale tym razem poczuła, że jest jeszcze silniejsza. Przecież Najświętsza Panna przechodziła przez identyczną sytuację. Wiedziała, że dziecko, którego narodzin bardzo pragnie, urodzi się po to by umrzeć. Nie miała też pojęcia, jak na wiadomość o ciąży zareaguje jej mąż, Józef. Te myśli, które ewidentnie musiały spłynąć na nią z nieba, spowodowały, że poczuła się rozumiana i bezpieczna. Miała wrażenie, że Maryja zwyczajnie ją przytula. Enrico choć ogromnie się zasmucił, całkowicie podzielał zdanie żony.

- Będziemy jej towarzyszyć do dnia narodzin dla świata, a jeśli się da, to także dla narodzin dla nieba – powiedział tuląc żonę. – To nasza córeczka. Jesteśmy jej to winni. Nie będziemy wchodzić w dialog z demonem, nie damy mu się wciągnąć w roztrząsanie, dlaczego to nas spotkało. Nie będziemy myśleć, że nie będzie rosła na naszych oczach. Już jesteśmy jej rodzicami i będziemy nimi zawsze. 

Dawid Jan

Małżonkowie Petrillo nie wstydzili się, z tego powodu, że ich dziecko jest tak poważnie upośledzone. O córeczce opowiadali z dumą. Czekali na nią tak, jak czeka się na zdrowe maleństwo. Pogoda ducha bijąca z ich twarzy zawstydzała nawet lekarzy. Chiara mówiła, że każde kopnięcie Marii było dla niej wspaniałe. - Kopała, jakby chciała przypomnieć: hej, jestem tu dla was! – wspominała.

Dziewczynka urodziła się 10 czerwca 2009 r. i żyła 30 minut. Chiara i Enrico powtarzali później, że było to najpiękniejsze 30 minut w ich życiu. Przyjęli swój skarb, ochrzcili i przekazali go bezpiecznie w ręce Ojca, który jest w niebie. Jesienią Chiara znów była w ciąży. Rodzina i przyjaciele małżonków Petrillo szczerze cieszyli się ich szczęściem i mówili między sobą, że na świat przyjdzie „dziecko pocieszenia”. Wkrótce jednak znów nadeszły złe wieści. Badanie USG wykazało, że z powodu braku wód płodowych w organizmie Chiary, w ciele synka nie wykształciły się liczne organy wewnętrzne, w tym wątroba. Do tego maleńki Dawid Jan nie miał też nóżki. Jego sytuacja przypominała do złudzenia historię jego starszej siostry. Lekarze mówili, że przyjdzie na świat martwy, a jeśli nie, to i tak umrze zaraz po narodzinach.

- Nie rozumiem, ale akceptuję – powiedziała tamtego dnia do Boga Chiara. Rodzice Dawida, oczekując go, nie byli przygnębieni. Podobnie jak w czasie ciąży Chiary z Marią, niekoncentrowani się na sobie, ale na dziecku. Ich otoczenie nie mogło zrozumieć ich pogody ducha, radości i miłości do synka. Nie rozumiało jak to możliwe, że młodzi Petrillo nie tracą wiary. W czasie oczekiwania na chłopca, Chiara i Enrico udali się z przyjaciółmi do Turynu, gdzie modlili się przed Całunem o uzdrowienie małego, jednak ani przez chwilę nie pozostawali zamknięci na wolę Bożą. Chłopczyk urodził się 24 czerwca 2010 r. i żył 38 minut. Jego króciutki pobyt na ziemi wyglądał bardzo podobnie jak półgodzinne życie Marii Grazii Letizii.

Franciszek

- Wszystkim mamom chcę powiedzieć, że liczy się najbardziej dar, jakim jest dziecko, dar życia, a nie czas, jaki się z dzieckiem przeżyje – powtarzała później Chiara na spotkaniach we włoskich kościołach. – Te pół godziny z Marią i Dawidem na rękach było najpiękniejszym czasem w moim życiu. Ostatnia ciąża była niespodzianką. Francesco okazał się zdrowym dzieckiem. Ale tym razem dla mnie zapadł wyrok. Taka wola Boża. Mam nadzieję, że spotkam się z moimi dwoma aniołkami.

Choć USG pokazało obraz zupełnie zdrowego chłopca, Chiarę niepokoiła dziwna afta na języku, która nie chciała się goić. Nie spodziewała się jednak niczego dramatycznego, tymczasem diagnoza była druzgocąca: bardzo rzadki, bardzo agresywny rak języka. Po raz trzeci w życiu pani Petrillo usłyszała, że powinna rozważyć aborcję.

– Mam ratować siebie zabijając moje dziecko? – zapytała retorycznie lekarza. Chiara odmówiła także chemioterapii i naświetlań, by mały był bezpieczny. Operacja polegająca na amputacji części języka została przeprowadzona bez znieczulenia dla dobra synka. Franciszek urodził się 11 maja 2010 r. zdrowy i piękny. Chiara mogła cieszyć się nim przez dwa dni, a trzeciego została zabrana na odraczaną terapię onkologiczną. Choroba na kilka miesięcy przeszła w stan remisji, ale później wróciła ze zdwojoną mocą. W organizmie uwidoczniły się przerzuty na węzłach chłonnych, wątrobie, płucach, a także na oku. 13 czerwca 2012 r. Chiara odeszła do Domu Ojca. Miesiąc wcześniej Francesco skończył pierwszy rok życia. 

Aleksandra Polewska – Wianecka
zdjęcie: www.revistamision.com

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!