Magisterium w starciu z błędami epok
W historii myśli ludzkiej ocenianej przez Kościół w świetle wiary, uporczywie wracały wciąż te same błędy. Nasza współczesność nie jest wolna od kolejnych ich mutacji.
Modernizm, z którym walczyli papieże, zwłaszcza św. Pius X, i przeciwko któremu wypowiadał się Urząd Nauczycielski polegał na wielu deformacjach. Co, ogólnie rzecz ujmując, zarzucał modernistom Kościół?
Oblicza modernizmu
Otóż chodziło o np. o racjonalistyczną krytykę dogmatów wiary, tak jakby były one zmiennym tylko zjawiskiem kulturowym uzależnionym od świadomości danej epoki, o podobne podejście do natchnionych tekstów biblijnych, unieważniające właściwie stałe przekonanie Kościoła co do ich natchnienia, czyli Bożego autorstwa; o przesycenie teologii świecką humanistyką, o psychologizację wiary prowadzącą w stronę jej sprywatyzowania i relatywizmu.
Wszystkie właściwie problemy, z którymi i obecnie mamy do czynienia w dziedzinie myślenia o wierze i jej przekazywania są kontynuacją i pochodną modernizmu przełomu XIX i XX wieku. Modernizm jest, z tego punktu widzenia, jakby skumulowaniem filozoficznych i teologicznych defektów, odwrotem od teologii rozumianej jako ,,prawdziwe mówienie o Bogu”, czy też ,,mówienie o Bogu prawdy”, jest osiągnięciem przez wadliwe postrzeganie spraw wiary takich rozmiarów, że można mówić o przekroczeniu pewnej masy krytycznej, poza którą refleksja chrześcijańska staje się parodią swojej autentycznej postaci. Św. Pius X mówiąc o modernizmie używał zresztą słów dosyć brutalnych, które według dzisiejszej wrażliwości mogłyby z pewnością uchodzić za obraźliwe.
Triumf człowieka pospolitego
Z innej jeszcze perspektywy patrząc, byłby modernizm przejawem zjawiska, które prof. Ryszard Legutko nazwał kiedyś w przenikliwym eseju ,,triumfem człowieka pospolitego”. Człowiek pospolity to nie tzw. prosty, zwykły człowiek, normalny wierny, przyzwoity obywatel (przypisanie mu pospolitości byłoby dlań niesprawiedliwe). Człowiek pospolity to reprezentant mentalności, która niczego od siebie (i czasem również dla siebie) nie wymaga, prawie na wszystko się godzi, której na niczym właściwie nie zależy i wszystko jest gotowa sprowadzić do poziomu własnej przeciętności. Ponieważ nie ma żadnych przekonań, o nic też nie potrafi i nie chce walczyć, poza może warunkami koniecznymi do utrzymania własnego konformizmu. Nietrudno się domyślić, że tego rodzaju postawa przeniesiona na grunt myślenia o wierze i traktowania wynikających z niej powinności, stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo, zwłaszcza dla jej obecności w świecie o charakterze społecznym. Wiara, która nie przekłada się na widzialny kształt, wiara, która, jak wielokrotnie tłumaczył Jan Paweł II, nie wpływa na kulturę, nie przeobraża jej, nie tworzy zrębów odnowionego społeczeństwa, znajduje się na drodze do zaniknięcia.
Winni tego stanu rzeczy są chrześcijanie, według określenia Apokalipsy, ,,letni”, oziębli, którym mało co przeszkadza i prawie nic z rzeczy ważnych już nie boli. Może przystaliby jeszcze na dobroczynną działalność Kościoła, ale nic poza tym; cała reszta, czyli właśnie to, co zasadniczo chrześcijańskie i wprost wiążące się z wiarą to rzecz prywatna, którą należy ukrywać, by innych nie drażnić. Efekty tej pasywności, które obserwuje się każdego dnia, są przerażające: spalony o godzinie 15 w Wielki Piątek (w momencie śmierci Pana Jezusa) krzyż, sprofanowana Msza św., znieważona Eucharystia, figura Dzieciątka Jezus powieszona za szyję. Wszystko to stanowi konsekwencje modernizmu przeniesione do codzienności. Ale proces dechrystianizacji rozpoczyna się od modernizmu intelektualistów, specjalistów, naukowców, teologów i filozofów, którzy uporczywie ,,dekonstruują” dogmaty, ,,demitologizują” Ewangelię i uczą takiego sposobu myślenia o Bogu, w którym nic nie jest już trwałe i ważne.
Poza Kościołem nie ma zbawienia
Można powiedzieć, że św. Pius X przewidział trafnie wszystkie te następstwa, dlatego próbował zmierzyć się z samymi źródłami zagrożenia.
Następcy poszli jego śladami. Pius XI wydał pamiętne encykliki wymierzone w systemy polityczne należące do innych pochodnych nowoczesnego myślenia: Divini Redemptoris przeciwko bezbożnemu komunizmowi i Mit brennender Sorge przeciwko pogańsko-ateistycznemu hitleryzmowi. Pius XII w 1950 r. kompleksowo zajął się błędami epoki, występującymi w sąsiedztwie, czy nawet w środowisku nauczania oraz intelektualnej aktywności wyznawców wiary katolickiej. Ewolucjonizm, egzystencjalizm i historycyzm, o których encyklika Piusa XII Humani generis mówi jako o koncepcjach zrodzonych ,,poza owczarnią Chrystusa”, to przecież nic innego jak pokaźna część dziedzictwa zwalczanego przez Piusa X modernizmu, czy też modernizm w swoim nowym, powojennym kształcie.
Wśród wielu tez, które w encyklice Humani generis przykuły uwagę Piusa XII było nowatorskie ujęcie zasady Extra Ecclesia nulla salus, czyli ,,Poza Kościołem nie ma zbawienia”. Pius XII uważa, że współcześni mu intelektualni sofiści uczynili z niej pustą i czczą formułkę, dlatego, że pozbawili ją prostoty, jasności i jednoznaczności; dowolnie rozszerzając albo wewnętrznie przeinaczając jej treść dopuścili się manipulacji, za pomocą których wszystko da się uzasadnić i usprawiedliwić. To właśnie usunięcie ostrych granic i wypranie pojęć Kościoła i zbawienia z ich istotnej zawartości stworzyło przecież grunt pod koncept ,,anonimowego chrześcijanina”, według którego wszyscy właściwie są chrześcijanami, a do zbawienia wystarcza świadomość własnego człowieczeństwa. Tymczasem dogmat o konieczności Kościoła do zbawienia jest tak ważny (,,kto uwierzy i przyjmie chrzest będzie zbawiony” [Mk 16, 16]), że bł. Pius IX zakazał nawet rozważania kwestii zbawienia poza Kościołem.
Nowa postać dawnych problemów
,,Problemy z przeszłości powracają, ale w nowej postaci” – konstatuje Jan Paweł II, przechodząc do formułowania diagnozy stanu filozofii i teologii schyłku lat 90. XX wieku. W dziedzinie filozofii widoczny jest kryzys nieufności wobec rozumu, za sprawą którego filozofowie zaprzestają stawiania sobie dalekosiężnych celów i ambitnych zadań, poprzestając na skromnych, mało ambitnych projektach. Zarzucana jest spekulacja, kończy się jakoby metafizyka, zajęcia z filozofii stają się ćwiczeniami z lingwistyki, badaniem świadomości, definiowaniem samych struktur myślenia i poznawania. Ogólniej oceniając papież mówi o lekceważeniu teologii spekulatywnej i pogardzie dla filozofii klasycznej, chociaż waga tej ostatniej była na tyle wielka, że dostarczyła pojęć dla ogłaszanych przez Kościół dogmatów i miarodajnych wypowiedzi w dziedzinie wiary. Obawa przed zdaniami o charakterze absolutnym, wynikająca z osłabienia wagi rozumu skutkuje nową postacią fideizmu, który widoczny jest na wielu polach. Na przykład biblicyzm próbuje uczynić Pismo Święte i jego egzegezę jedynym istotnym punktem odniesienia dla wiary. Rzecz to nienowa, zwłaszcza od czasów protestanckiej kontestacji.
Współczesne schorzenia: powierzchowność, konformizm, praktycyzm
Stosując papieskie przestrogi do warunków XXI wieku, czyli istniejących teraz, prawie 30 lat od napisania Fides et ratio, można w sposób uprawniony mówić o coraz większym wyzwaniu, jakim dla Kościoła stają się postprotestanckie ruchy i sekty, w dużej mierze opierające się na dosłownej, literalnej lub też bardzo jednostronnej interpretacji Biblii. Jeśli chodzi o sytuację w Kościele, również tutaj w interpretowaniu Pisma Świętego o wiele mniejszą uwagę poświęca się osiągnięciom Tradycji, stawiając na pierwszeństwo osobistego odczytania poprzez własne jednostkowe doświadczenie, które niejako uwiarygodnić ma Słowo Boże zapisane w Biblii.
Ks. profesor Waldemar Chrostowski słusznie zwraca uwagę na płytkość i niewystarczalność prostych zachęt typu: ,,Czytajcie Pismo Święte”. Wzywa się do czytania, nie wskazując jak ani właściwie co czytać. Nie podając metody i nie dostarczając kluczy. Ze swojej strony wybitny biblista proponuje metodę kilkukrotnego odczytywania danego fragmentu tekstu na zmianę z odpowiednim komentarzem, co przynieść powinno pogłębione rozumienie świętego przekazu. Jan Paweł II natomiast przestrzega przed zbytnim zaufaniem określonym szkołom interpretacji, które same są uzależnione od zewnętrznych filozofii, w tym opinii nie zawsze możliwych do pogodzenia z wiarą. Papież pisze też o teologach, którzy nie mając należytej kompetencji filozoficznej bezkrytycznie ulegają twierdzeniom, dziś powiedzielibyśmy nawet sloganom, wręcz zaczerpniętym z języka potocznego i kultury masowej. W ten sposób powiela się w nieskończoność błędy, przyjmując za własne obce poglądy bez zweryfikowania ich wartości. Intelektualne i duchowe lenistwo takich zachowań jest oczywiste. Mówi się o czymś w określony sposób tylko dlatego, że mówią tak inni. Decydują o tym konformizm, względy taktyczne, potrzeba dostosowania się, perspektywa określonych korzyści, np. prestiżu. Intelektualna uczciwość zupełnie się nie liczy.
Wreszcie należałoby, inspirując się papieską encykliką, wspomnieć o swoistym dyktacie praktyczności jako głównej zalety uprawianych rodzajów wiedzy. W latach 70. poprzedniego wieku pewne szacowne wydawnictwo poświęciło kilka kolejnych swoich numerów, aby udowodnić tezę, że ,,teologia jest praktyczna”. Otóż to, teologia, filozofia, każda inna dziedzina nauki musi być praktyczna. To jest dla niej jedyne usprawiedliwienie i racja bytu. Kiedy jednak trudno jest nieraz odnaleźć i zastosować praktyczność np. dogmatyki, wtedy szuka się takich przedmiotów nauczania, względem których kryterium praktyczności łatwiej daje się wprowadzić. Skutkiem staje się nie tylko przewaga ,,praktycznej teologii”, ale pierwszeństwo świeckiej wręcz humanistyki typu socjologia, psychologia, pedagogika, a nawet zajęć o charakterze właściwie technicznym (np. z przepisów BHP).
Tylko jak pogodzić to z wezwaniem Jana Pawła II, aby w pracy i formacji teologicznej nie spychać filozofii na dalszy plan, ponieważ Sobór Watykański II docenił wprawdzie ,,nauki humanistyczne”, ale nie zastąpił nimi rzetelnych studiów filozoficznych i teologicznych. Wydaje się ono postulatem spełnianym z coraz większą trudnością. Tymczasem papież stanowczo potwierdza, że ,,studium filozofii jest podstawowym (…) elementem w strukturze studiów teologicznych i w formacji kandydatów do kapłaństwa”, Kościół zaś w dalszym ciągu ,,jest żywo zainteresowany filozofią”.
Ks. Piotr Jaroszkiewicz
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!