TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 15 Października 2026, 00:44
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Lekarstwa na choroby świata

Lekarstwa na choroby świata

Płacząc w samotności doświadczył spotkania z Maryją, która doradziła mu proste rozważanie tajemnic początków naszego odkupienia - mówi o św. Dominiku i Różańcu w rozmowie o. dr Andrzej Bielat OP.

Żyjący w XIII wieku św. Dominik Guzman, założyciel dominikanów nazywany jest ojcem Różańca. Historycy jednak zauważają, że ta modlitwa kształtowała się przez wieki. Jak rozwikłać tę sprzeczność?

O. Andrzej Bielat OP: Nie spotkałem się, by dominikanie używali wyrażenia „Dominik - ojciec Różańca”. Owszem, jesteśmy przywiązani do średniowiecza, skąd pochodzi legenda o objawieniu Różańca właśnie jemu, ale wolimy sformułowanie: „Dominik otrzymał Różaniec”. Legenda głosi, że Maryja dała mu ten sposób medytacji w chwili głębokiego kryzysu, gdy jego misja kaznodziejska wśród heretyków od kilku lat była zablokowana, a on sam nie miał pomysłu, co robić dalej. Wtedy płacząc w samotności doświadczył spotkania z Maryją, która doradziła mu proste, wyrażone w ewangelicznych słowach, rozważanie tajemnic początków naszego odkupienia. Ówczesne „Zdrowaś” było krótsze i składało się z Pozdrowienia Anielskiego, imienia Maryi i słów św. Elżbiety. Rozmyślanie dotyczyło więc dwóch pierwszych tajemnic radosnych. Żartobliwie zauważmy, że gdy Dominik wiązał 150 węzełków do odmówienia Maryjnego Psałterza, to już wtedy musiał się nieco uspokoić, podobnie jak każda pani, która robi na drutach, a jej myśli i uczucia same się wtedy w głowie układają. Według legendy ta medytacja przywróciła Dominikowi pokój duszy i znów wiedział co ma robić, dokąd iść i co mówić.

Pierwszymi, którzy naśladowali Dominika w tej modlitwie, byli z pewnością niektórzy jego bracia. Do zakonnej elity rychło dołączyli rycerze, bo herezje z zasady prowadzą do wojen, a sam Dominik był synem i bratem kastylijskich obrońców chrześcijaństwa. Tak więc w średniowieczu Różaniec nie był modlitwą prostego ludu, ale duchową praktyką rycerzy, czego ślad znajdziemy w „Potopie” Henryka Sienkiewicza, gdzie na Różańcu modlą się pułkownicy: Piotr Czarniecki – na wałach Jasnej Góry i Andrzej Kmicic w czasie krwawej wyprawy do Prus Książęcych. Dla rycerza trwanie pół godziny czy nawet dłużej w nieruchomym skupieniu to było coś normalnego, gdyż od dzieciństwa chodził na polowania i stojąc na skraju lasu długo wpatrywał się w punkt, z którego wyjdzie zwierz lub wróg.

„Ojcem Różańca” można nazywać bł. Alana z La Roche (Alanus de Rupe). Ten świątobliwy dominikanin z XV w. wpadł na pomysł trzech części i 15 tajemnic rozdzielanych modlitwami Pater noster i Gloria. Podobnie jak św. Dominikowi, jemu też objawiła się Matka Boża, gdy był w głębokim kryzysie własnej „letniości” i „bylejakości”. Różaniec odnowiony i spopularyzowany przez dominikanów w XV w. był częścią systemu ewangelizacyjnego. W sytuacji kryzysu Kościoła i Europy po zarazie czarnej śmierci Różaniec był syntezą katechizmu i dopełnieniem dogmatycznych kazań, w których przybliżano wiernym poszczególne misteria życia Maryi i Jezusa. Częścią tego systemu była możliwość zapisania się do bractwa różańcowego, którego członkowie oprócz spotkań liturgicznych prowadzili także wspólne dzieła charytatywne. Ruch różańcowy nabrał impetu po roku 1571, kiedy Pius V zainaugurował krucjatę różańcową, z powodu zagrożenia tureckiego.

Czy św. Dominik jako pierwszy podjął odmawianie powtarzanej modlitwy?

Warto pamiętać, że zwyczaj odmawiania i liczenia krótkich modlitw na koronce istniał dużo wcześniej i praktykowali to już Ojcowie Pustyni od III w. Ta forma umożliwiała im łączenie modlitwy nieustannej z pracą fizyczną zgodnie z zasadą Ora et labora, czyli módl się i pracuj. Natomiast w średniowieczu powtarzanie 100 razy Pater noster było praktyką braci konwersów, którzy nie byli w stanie nauczyć się czytać, aby modlić się psalmami z całym klasztorem. To wyglądało jak żart Pana Boga, że właśnie Dominikowi, człowiekowi świetnie wykształconemu, Maryja objawiła formę modlitwy właściwą dla prostaczków. Naszemu pokoleniu może to przypominać współczesnego apostoła Różańca, jakim był bardzo „książkowy człowiek” -  Karol Wojtyła. Już w jego studenckich czasach wielu się dziwiło, że „babcine paciorki” są modlitwą tego głębokiego myśliciela i subtelnego poety. Nasz patriarcha był kaznodzieją wędrownym i nie spisał żadnego nauczania o Różańcu. O jego modlitwie mówi nam tradycja pochodząca od braci, którzy nocami podglądali go w jego samotnych modlitwach w kościele. 200 lat później wiele z tych przekazów pozbierał wspomniany bł. Alan de la Roche. Kiedy wprowadzał modlitwę różańcową, inkwizycja bardzo pilnowała, by żadne heretyckie nowinki nie dostały się do Kościoła, co było wtedy bardzo częste. Gdy inkwizycja sprawdzała Alana, to powołał się na dokumenty świadczące, że jest to tradycja stara, sięgająca właśnie czasów Dominika. Ciekawostką jest, że sam Alan nie lubił nazwy „Różaniec”, bo róża to wtedy był kwiat ludzi bogatych, dwornych a nawet próżnych. Posługiwał się więc nazwę „Psałterz Maryjny” ze względu na liczbę 150 Ave Maria.

Niektórzy uważają Różaniec za modlitwę monotonną albo wręcz nudną. Nazywają go nawet: „modlitwa analfabetów”. Co Ojciec odpowiedziałby na takie twierdzenia?

Powiedziałbym, że pisanie ciekawych powieści przygodowych dla autora też bywa monotonne, chociaż czytelnik przeżywa interesującą akcję. Wychowując dzieci przekonujemy je, że trzeba robić wiele rzeczy monotonnych, bez których nie będzie dobrych sportowców i w ogóle mistrzów. Dzisiaj wszystko, łącznie z nauką w szkole, ma być zabawne i miłe. Skutki tego uatrakcyjnienia widzimy w nieustannym obniżaniu się poziomu matur. Modlitwa, podobnie jak i nauka, nie jest rozrywką. Coraz częściej zauważamy na jakie manowce prowadzi pokusa uatrakcyjniania „monotonnej i nudnej” liturgii Mszy św. Nie demonizujmy więc monotonności i zgódźmy się, że modlitwa różańcowa wymaga wysiłku. Wspominając dzieciństwo pamiętam, z jakim wysiłkiem odmawiałem pacierz, o którym dzisiaj wiem, że był krótki. Ale dziecięca wierność i gotowość do ofiary, są elementami dalszego rozwoju wiary i modlitwy.

Na twierdzenia, że Różaniec jest modlitwą analfabetów odpowiem, że i tak, i nie. Żeby odmawiać Różaniec, nie trzeba umieć czytać i pisać, a więc niepiśmienny ma w Różańcu szansę na mądrość. Jednocześnie człowiek, który medytuje nad tajemnicami i nad treścią ewangelicznych cytatów, jakie powtarza, staje się stopniowo człowiekiem bardzo wykształconym, czyli ukształtowanym przez Pater noster, Ave Maria i Gloria, czyli najpotężniejsze teksty literackie i mistyczne w historii ludzkości!

Niektórzy święci proponowali różne formy, metody odmawiania Różańca. Jak najlepiej go odmawiać? 

W odmawianiu Różańca najważniejsze są cnoty wytrwałości i miłości. Dzięki nim dajemy Bogu możliwość, że będzie działał cuda. W formie zewnętrznej Różaniec zmienił się na także i na naszych oczach, gdy Jan Paweł II dodał tajemnice światła, powiększając perspektywę różańcowej medytacji. Coraz większą popularność zyskuje Różaniec z dopowiedzeniami, gdy po imieniu „Jezus” dopowiada się: „który …” - wyrażające treść danej tajemnicy. Z dopowiedzeniami mamy problem „gramatyczny”, gdyż słowa „Zdrowaś Maryjo” skierowane są do Bogarodzicy, a nie do Jezusa i dlatego po słowach „Jezus, który/ którego/któremu…” powinniśmy zwracać się do niej, np.: „którego Ty, przyjęłaś do swojego serca” lub „który powołał Cię do służby Ojcu”. Mówiąc o formie modlitwy wspólnej trzeba pamiętać, że ważne jest, by Różaniec odmawiać rytmicznie, bo to jest niezbędne dla wspólnej medytacji. Ten problem zauważamy, gdy w kościele każdą „zdrowaśkę” do mikrofonu mówi inne dziecko. Z jednej strony to miłe, ale często uniemożliwia medytację gdyż raz mamy wolniej, a raz szybciej. Myślę, że dobrze, by całą „dziesiątkę” recytowało jedno dziecko, po wcześniejszej próbie w zakrystii. Nie chodzi o to, żeby wyszło ładnie, ale by dziecko bez „estradowej” tremy po prostu się modliło, a nie występowało! Wracając do dopowiedzeń, tak popularnych w środowisku Ruchu Światło – Życie, trzeba pamiętać, by dopowiedzenie nie było zbyt długie, czyli mini-traktat teologiczny, ani też nie było „pouczaniem” Boga, co często zdarza się w modlitwie wiernych. To ma być prosta medytacja na ewangeliczną, duchową i aktualną treścią tajemnicy. W tym miejscu przypomnę jeszcze, że wszelkiego rodzaju modlitewne zobowiązania różańcowe, jakie podjęliśmy, nie obowiązują pod grzechem i z tych zaniedbań nie spowiadamy się. Jeśli okaże się, że w gorliwości wzięliśmy na siebie zbyt dużo zobowiązań i nie dajemy rady, a wieczorną modlitwę traktujemy jako odrabianie pańszczyzny lub szarwark, to koniecznie trzeba porozmawiać o tym z duszpasterzem lub spowiednikiem, żeby władza kościelna rozwiązała nasz problem.

Pamiętamy o Janie Pawle II i tajemnicach światła, ale rzadko wspominamy „różańcowego papieża”, czyli Leona XIII, który zainaugurował październikowe odmawianie wspólnego różańca. Skąd wziął się ten pomysł?

Leon XIII żył na przełomie XIX i XX w. Współcześni zauważyli, że w czasie swego pontyfikatu w licznych encyklikach udzielił odpowiedzi na pytania, jakie wtedy nowoczesny świat stawiał Kościołowi. Ówczesne encykliki to były krótkie listy skierowane do wiernych, napisane bardzo przystępnym językiem i można je było czytać jako czytanki różańcowe na nabożeństwach dla prostego ludu. W 1883 r. przypadała 25. rocznica objawień w Lourdes, które miały charakter różańcowy, gdyż Matka Boża przesuwała paciorki i odmawiała „Chwała Ojcu”, a Bernadeta modliła się na jej polecenie cały czas. Do tego październik to nie tylko rocznica bitwy pod Lepanto, ale także czas gdy w gospodarstwie pracochłonne prace były już zakończone i wieczorem można było wybrać się do kościoła na wspólne nabożeństwo. Ponieważ jubileusz w świecie katolickim się udał, to w następnym roku papież w kolejnej encyklice ponowił prośbę o nabożeństwa różańcowe i tak zostało. Wiele osób się dziwi, że tradycja nabożeństw październikowych ma niespełna 150 lat! Sięgając do tych kilkunastu encyklik przekonamy się, że jest w nich wyrażona cała nasza wiedza o różańcu.

W jednej z tych encyklik papież Leon XIII pisze, że odmawiając Różaniec można korygować ludzkie wady. Jak to możliwe?

Zwróciła Pani uwagę na to, co i mnie w tej lekturze zachwyciło. W Różańcu człowiek oczyma serca widzi cudowne wydarzenia w Kanie Galilejskiej, czy w Betlejem. Ze scen tych misteriów (tajemnic) emanuje światło chwały Bożej, które – jak promienie słońca - powoduje przemianę serca. Podobna jest logika dobrej powieści lub filmu, w których uczestniczymy doświadczając przemiany. Słowo „kultura” pochodzi od słowa „kult”, czyli mówi o naszym uczestnictwie w czymś, co jest większe niż ja sam. Dlatego prawdziwa kultura ma w sobie to, co po grecku nazywany katharsis – oczyszczenie, gdy człowiek natchniony tym co przeżył zmienia się, czyli nawraca. Kiedy na kartach „Potopu” uczestniczymy w obronie Jasnej Góry z Andrzejem Kmicicem i paulinem ojcem Augustynem Kordeckim, to oczywiste się dla nas staje, że Ojczyznę i Kościół trzeba bronić, i że ta walka to nie piękne słowa i gorące uczucia, ale realna ofiara.

W jednej z encyklik Leon XIII po mistrzowsku pokazał logikę trzech części Różańca jako lekarstw na trzy choroby nowoczesnego świata. Część radosna to lek na chciwość i strach przed biedą i ubóstwem. Święta Rodzina żyła w ubóstwie, a przecież ich życie było owocne i szczęśliwe! Ludzie chciwi chcą być bogaci, więc wyzyskują słabszych lub robią rewolucję, żeby zabrać bogatszym od siebie. Medytacja tajemnic radosnych pomaga zrozumieć, że „pieniądze szczęścia nie dają” i że nawet ubogi może pomagać innym.

Drugą chorobą epoki jest paniczny lęk przed cierpieniem, dziś chyba jeszcze większy niż w XIX w., bo bezbożnie uwierzyliśmy w medycynę, która „ma obowiązek” uwolnić nas od bólu lub dać „dobrą śmierć” – to oznacza słowo „eutanazja”! Tajemnice bolesne pokazują, że cierpienie fizyczne i duchowe, może mieć sens, i że nie jest ono złem absolutnym. Przykład cierpienia Jezusa, Maryi, Marii Magdaleny i Dobrego Łotra pokazują, że cierpienie przeżywane we wspólnocie Kościoła może przynieść wielkie dobro.

Na koniec tajemnice chwalebne, które są lekarstwem na amnezję, czyli zapomnienie o ostatecznym celu życia, czyli o niebie, które jest miejscem bardzo konkretnym, gdzie obecni są aniołowie i święci, i wcale tam nie będzie nudno.

Pozostaje mi życzyć czytelnikom „Opiekuna”, aby wasz patron wspierał was w październikowych medytacjach, bo chociaż św. Józef Różańca nie odmawiał, to cały był wpatrzony w swą oblubienicę i jej Syna. A przecież o to wpatrzenie się rozchodzi w różańcowym nabożeństwie. 

Rozmawia Renata Jurowicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!