Ksiądz z orłem białym
Był ciepły, czerwcowy dzień 2009 roku. Ks. Małkowski miał akurat dyżur na cmentarzu na warszawskiej Wólce Węglowej. - Chcieliśmy zamówić pogrzeb – wyjaśnili bliscy zmarłego, siadając przed biurkiem kapłana, a on, jak zwykle w takich sytuacjach, poprosił o akt zgonu. Gdy ujrzał nazwisko osoby, którą miał chować, sam na chwilę zamarł. Brzmiało ono: Zenon Płatek.
Jest takie zdjęcie. Dwóch młodych kapłanów w ornatach stoi przy stole eucharystycznym i celebruje Mszę świętą. Za nimi widać fragment ołtarza i dużą choinkę. Pierwszy od lewej to ks. Jerzy Popiełuszko, drugi to ks. Stanisław Małkowski. Takie zdjęcie mógł zrobić ktoś znajomy, życzliwy, ale równie dobrze jego autorem mógł być ktoś ze służb. Bo na Mszach odprawianych choćby przez jednego z nich, takich osób nigdy nie brakowało. Ks. Jerzy i ks. Stanisław poznali się w seminarium, byli dobrymi przyjaciółmi. Razem angażowali się w życie wiernych z kręgów opozycji antykomunistycznej i posługiwali jako kapelani „Solidarności”. Obaj byli na przysłowiowym celowniku Służby Bezpieczeństwa. Ich działalność i charyzma niezwykle drażniła władze. Dziś mało kto pamięta, a może i nawet mało kto wie, że obaj mieli zostać zabici.
Staś modli się za Stalina
Stanisław Olaf Małkowski przyszedł na świat na chwilę przed wybuchem Powstania Warszawskiego w Woli Korytnickiej, w majątku pradziadków. Ojciec Stasia, Zdzisław był fizykiem, mama, Krystyna, etnografem i żołnierzem Armii Krajowej. Ojciec matki w czasach II RP zasiadał w parlamencie najpierw jako poseł, a później senator. Ojciec taty był profesorem geologii na wileńskim Uniwersytecie Jana Batorego.
W 1945 r. Małkowscy zamieszkali w Warszawie, gdzie rok później urodził się młodszy brat Stanisława. W domu Małkowskich Bogiem żyło się na co dzień. Nic więc dziwnego, że chłopiec w całkowicie naturalny sposób przenosił ją do życia szkolnego. Wczesną wiosną 1953 r., a więc zaraz po śmierci generalissimusa Józefa Wisarionowicza Stalina, warszawską szkołę, w której uczył się jedenastoletni Staś, odwiedziła grupka politycznych agitatorów. Propagandyści opowiadali dzieciom, jak wspaniałym człowiekiem był sowiecki wódz i jak wielką stratę poniósł świat w związku z jego nieoczekiwaną śmiercią. Staś nigdy wcześniej nie słyszał o tym przywódcy. Już jako dorosły wspominał, że w jego domu, w każdym razie w jego obecności, zupełnie nie mówiło się o polityce. Nie znał zatem żadnych nazwisk ani polskich polityków, ani tym bardziej zagranicznych. Ponieważ jednak był ciekawy świata, historia o wspaniałym przywódcy z Moskwy całkowicie go oczarowała. Opowieść, którą usłyszał z ust agitatorów okazała się dla niego jednak zbyt krótka i zbyt ogólna. Nieustannie podnosił rękę na znak, że chce o coś dopytać, a zadowolona z jego spontanicznej aktywności nauczycielka, z chęcią udzielała mu głosu.
- Czy ten cudowny człowiek był wierzący? – zapytał nagle. – Bo skoro był taki dobry i czynił tyle dobra dla ludzi, to chyba wierzył w Boga, prawda? Dorośli wpadli w konsternację, ale nieświadomy niczego Staś zupełnie jej nie dostrzegał. – To był wierzący, czy nie? – chciał wiedzieć. Propagandyści milczeli. Dopiero nauczycielka mruknęła, że nie był. – Jaka szkoda – westchnął szczerze chłopiec. – Będę się za niego modlił, żeby poszedł do nieba! – zapewnił wobec całej szkolnej braci. I pewnie tak się stało. Mały Staś Małkowski modlił się za duszę jednego z największych zbrodniarzy w dziejach cywilizacji.
Polityczne wrzenie
Po maturze w stołecznym Liceum im. Reytana, w 1961 r. rozpoczął studia socjologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Trzy lata później przerwał je i wstąpił do nowicjatu benedyktynów w Tyńcu. Przed święceniami postanowił jednak wrócić na filozofię i uzyskać magisterium. W marcu 1968 r. brał udział w strajkach studenckich, za co został relegowany z uczelni. Na szczęście rok później otrzymał dyplom magistra socjologii.
W tym miejscu jego biografii następuje kolejny zwrot. Staszek nie wraca do Tyńca, ale wstępuje do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie i zajmuje się pracą naukową. Pragnie w przyszłości pomagać trudnej młodzieży, pracować w domach poprawczych i zakładach karnych. Tuż przed Bożym Narodzeniem 1974 r. przyjmuje święcenia kapłańskie. Dwa lata później próbuje wrócić do życia zakonnego i przez rok pozostaje nowicjuszem u dominikanów. W latach siedemdziesiątych rozpoczyna współpracę z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz z Komitetem Obrony Robotników. Był jednym z sygnatariuszy Listu 59, w którym protestował przeciwko wprowadzeniu do konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej zapisu o kierowniczej roli Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i wieczystego sojuszu ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.
Brał udział w głodówkach organizowanych przez opozycjonistów w Kościele św. Marcina w Warszawie i Kościele Świętego Krzyża w Warszawie. Przez wiele lat współpracował z czołowymi przywódcami polskiej opozycji. W związku ze swoją działalnością i głośnymi kazaniami, w których cytował obszerne fragmenty dokumentów Kościoła dotyczących poszanowania praw osoby ludzkiej, szybko naraził się władzom komunistycznym. Władze rozpoczęły naciski na instytucje Kurii warszawskiej domagając się uciszenia niepokornego kapłana. Kuria, obawiając się o życie ks. Małkowskiego, zastosowała wobec niego dość drastyczne środki. Od 1977 r. kapłan został pozbawiony przydziału do parafii. Był zatrudniany jedynie indywidualnie przez proboszczów parafii archidiecezji warszawskiej. Mniej więcej od tego okresu, aż do śmierci, mieszkał w mieszkaniu rodziców na Saskiej Kępie. O opozycyjnej aktywności ks. Stanisława można by długo pisać. Ja wspomnę tylko jeszcze, że w sierpniu 1980 r. uczestniczył w Strajku Stoczni Gdańskiej i, że w dniu ogłoszenia stanu wojennego, był jedynym duchownym katolickim z Warszawy, który został zatrzymany przez Służbę Bezpieczeństwa.
Numer jeden na czarnej liście
Od 1982 roku odprawiał z ks. Popiełuszką przyciągające tłumy wiernych Msze za Ojczyznę w Kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Za swą działalność, kazania oraz kontakty z opozycją był wielokrotnie nękany, zatrzymywany, przesłuchiwany i poddawany rewizjom przez Służbę Bezpieczeństwa. Na początku lat 80. minionego wieku znalazł się na liście niewygodnych księży sporządzonej dla zastępcy dyrektora Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, płk. Adama Pietruszki, których zamierzano skrytobójczo zgładzić. Figurował na niej pod numerem pierwszym, przed ks. Jerzym Popiełuszką. Warto w tym miejscu przypomnieć, że przełożonym płk. Pietruszki był wówczas generał Zenon Płatek.
W 1983 r. został odsunięty od pracy duszpasterskiej i ewangelizacyjnej decyzją Kurii archidiecezji warszawskiej i przeniesiony do posługi kapelana na Cmentarzu Komunalnym Północnym na Wólce Węglowej w Warszawie. Pomimo to podejmował się dalej działalności kaznodziejskiej. Po 1989 r. został zwolniony z nałożonych na niego przez Kurię archidiecezjalną zakazów i skierowany jako wikariusz do pracy. Od 1992 r. pozostawał ponownie bez stałego przydziału. Przez ponad 30 lat z niezwykłym oddaniem pracował jako duszpasterz więzienny, przez wiele lat posługiwał nadal jako kapelan na Wólce Węglowej, gdzie osobiście pochował generała Zenona Płatka.
Życie kapłańskie ks. Małkowskiego było niezmiernie bogate w najrozmaitsze doświadczenia i nie sposób opisać tu choćby i w skrócie te najistotniejsze. Był orędownikiem dekomunizacji i lustracji w Polsce, krytykował porozumienia Okrągłego Stołu i spotkania w Magdalence. Nie zgadzał się z ustaleniami tzw. Procesu Toruńskiego dotyczącego śmierci ks. Popiełuszki, podważał również oficjalne ustalenia dotyczące katastrofy smoleńskiej. W 2021 r. ks. Stanisław został odznaczony przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego. Kapłan zmarł 7 września br., został pochowany 17 września na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Aleksandra Polewska-Wianecka
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!