Krew się burzy
Pan Bóg uchroni nas od wielu sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem sytuacji, ale nie zrobi wszystkiego za nas.
Przyznam, że przez chwilę zastanawiałem się, jaki ogórkowy temat poruszyć w wakacyjnym edytorialu, ale kiedy przeczytałem pewną wiadomość w mediach postanowiłem jednak, że trochę spokój czytelników zaburzę, bo i we mnie krew przez dłuższy czas nie płynęła spokojnie. Sprawy Szpitala Południowego nie poruszałem dotychczas, żeby nie kopać leżącego i nie podbijać jakiejś nagonki na lekarzy, zwłaszcza, że obawiam się zmian prawa w takim kontekście, bo na pewno wyszedłby bubel prawny, który skrzywdziłby wielu dobrych lekarzy, a zwłaszcza znakomitych specjalistów, którzy powinni być nagradzani, jak nie przymierzając, gwiazdy futbolu, a w powszechnym krzyku „lekarze zarabiają za dużo”, niechybnie skończyliby w jakichś śmiesznych widełkach zarobkowych i tym samym zaczęliby szukać zatrudnienia w krajach, gdzie fachowców się ceni jak skarb, a miernoty i kombinatorów po prostu – z godnie z prawem karze – i wyklucza.
Po saloniku dla partyjnych VIP-ów, po skandalicznych zarobkach słynnego już lekarza stachanowisty, a może charyzmatyka z darem bi, a nawet tri-lokacji (podobno oprócz Warszawy był też zatrudniony w jednym ze szpitali w Częstochowie), który kształcił się w systemie pozarezydenckim, jak czytam, czyli skończył studia eksternistycznie (?), po handlowaniu zwłokami zmarłych z zakładem pogrzebowym, teraz wychodzą jeszcze informacje o nieprawidłowościach w rozliczeniach z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Ale nie to ostatecznie skłoniło mnie do podtrzymania na wierzchu tego tematu w sezonie ogórkowym. Sprawiła to informacja, którą podaję za Salonem 24, że w rzeczonym szpitalu doszło do pomylenia zarodka wszczepianego w procedurze in vitro. Jednej z pacjentek wszczepiono ludzki embrion, który nie był genetycznie spokrewniony ani z nią, ani z jej mężem, czy partnerem, tego nie wiem. Innymi słowy pacjentka otrzymała zarodek innej pary. Błąd ludzki. Szpital zaproponował „naprawę” sytuacji poprzez zastosowanie tabletki „dzień po” oraz finansowe odszkodowanie. Informacje te póki co nie zostały zdementowane przez szpital, który dziennikarzy odsyłał od Annasza do Kajfasza, a potem raczy okrągłymi formułkami o trosce o dobro ludzkie.
To wszystko dzieje się w jednym szpitalu. Notabene w szpitalu, który jeśli dobrze pamiętam, był wielką chlubą pewnego polityka ubiegającego się o ważny urząd w naszej Ojczyźnie. Obiecywał, że tak „wspaniale” będzie też zarządzał na powierzonym sobie urzędzie, jeśli rodacy – zachwyceni działaniem wzorcowego Szpitala Południowego – go wybiorą. Na szczęście, Pan Bóg, tak – powtórzę jeszcze raz – Pan Bóg nas od tego uchronił. Ale nie zawsze Pan Bóg zrobi wszystko za nas. Problem chyba dobrze zdiagnozował w książce „Samotny tłum” Dawid Riesman, który zauważył że w publicznych wypowiedziach I think (myślę) zostało zastąpione przez I feel (czuję). Jeśli nie zaczniemy myśleć, jeśli nie zaczniemy używać logiki i dostrzegać następstw konkretnych decyzji, a będziemy się tylko opierać na odczuciach, to Szpital Południowy niczego nas nie nauczy.
Ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!